Site icon All About Music

Alessia Cara – Know-It-All (2015), recenzja Piotra Krajewskiego

Dziewiętnastoletnia Alessia Cara to wschodząca gwiazda kanadyjskiej muzyki, która zdążyła już namieszać za oceanem swoim debiutanckim singlem Here. Czy jej pierwsze wydawnictwo jest mocnym wejściem w świat muzyki czy albumem, który nie ma jednak zbyt wiele do powiedzenia?

Obserwowanie debiutantów to jedno z najciekawszych zajęć w pracy dziennikarza muzycznego. Wierzysz, że to może właśnie Tobie uda się odkryć nową perełkę – kogoś ciekawego i wyjątkowego. Z debiutantami bywa jednak różnie. Większość z nich nie potrafi się wybić. Często jest tak, że poza przełomowym singlem, młody artysta nie ma nic więcej ciekawego do zaprezentowania i zwyczajnie odstrasza swoich potencjalnych fanów.

Krążek Know-It-All robi dobre pierwsze wrażenie. Staram się jednak podchodzić do debiutów z lekkim dystansem i rezerwą. Wielokrotnie ich zawartość rozczarowuje, wydaje się niekompletna i zupełnie nie współgra ze sobą. W tym przypadku nie ma o tym mowy. Utwory dobrze komponują się, dzięki czemu album zyskuje wrażenie spójnego i przemyślanego. Mimo dopiero dziewiętnastu lat, Kanadyjka zachwyca dojrzałością oraz dużą świadomością muzyczną.

Cara podjęła się ciekawego wyzwania. Nie wybrała popularnej i najprostszej drogi do zdobycia fanów. Nagrała debiutancki album pełen interesującej muzyki, która nie jest tak chwytliwa, mainstreamowa czy przyjazna radiu. I co najważniejsze – jej muzyka jest o czymś.  Nie jest to może wybitna warstwa liryczna, ale teksty Kanadyjki są co najmniej (!) bardzo przyzwoite. Wokalistka balansuje pomiędzy otaczającą ją rzeczywistością, a swoimi marzeniami. Nie śpiewa miałkich piosenek o niczym. Porusza często trudne tematy związane z ulotnością czasu (Seventeen), zawodem miłosnym (River of Tears) czy poczuciem niedopasowania (Here).



Przyznam, że album ten jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie spodziewałem się tak przemyślanych i pewnych siebie kompozycji. Ok, sugerowałem się przede wszystkim młodym wiekiem artystki. Miło jest jednak zaskoczyć się tak pozytywnie. Słychać i czuć, że Alessia Cara ma pomysł na siebie i realizuje go już od pierwszego albumu. Jej młodzieńcza równowaga, dojrzałość oraz wyjątkowa świadomość muzyczna przypominają mi o niedawnych poczynaniach Lorde, która rewelacyjnie zadebiutowała jeszcze w młodszym wieku.

Know-It-All to mieszanka wielu stylów i inspiracji. Dźwięki mają przede wszystkim popowy charakter, ale Cara zręcznie wykorzystuje elementy muzyki R&B, soulu, a nawet hip-hopu. Jak na debiut, to duża różnorodność. Tempo albumu również jest urozmaicone. Dostajemy sporo wyrazistych i efektownych momentów, takich jak singlowe Here, mocne Overdose czy szybkie I’m Yours. Akustycznych utworów także nie brakuje. Wokalistka pokazuje swoją spokojniejszą i romantyczną stronę w delikatnym Stone czy klimatycznym Stars. Kompozycje nie byłyby takie dobre, gdyby nie jej wokal, który zachwyca. Czym? Naturalną wrażliwością, pewnością siebie i swobodą.



Zawartość tego krążka utwierdza mnie w przekonaniu, iż sukces singla Here nie był tak bardzo przypadkowy. Alessia naprawdę zasługuje na szczególne zauważenie. Jej debiutancki utwór to odważny ruch, jak na młodą artystkę. Kanadyjka wychodzi naprzeciw powszechnej opinii i krytykuje imprezowy styl życia. To istny hymn dla introwertyków. Prócz świetnej warstwy tekstowej, piosenka jest perfekcyjnie dopracowana pod względem muzycznym. To jeden z najlepszych utworów minionego roku i kawałek, który błyszczy i zdecydowanie wybija się ponad resztę albumu.

Takich debiutantów nam potrzeba. Zdecydowanych, gotowych i przede wszystkim jakichś. Alessia Cara pisze swój własny i jakże ciekawy muzyczny scenariusz. Wydaje się, że ma wszelkie predyspozycje do tego, aby zrobić zawrotną oraz efektowną karierę, bez potrzeby pchania się w świat mainstreamu. Widzę i słyszę w niej ogromny potencjał, który może ewoluować w coś naprawdę wyjątkowego. Alessio, nie zmarnuj tego.

Exit mobile version