Site icon All About Music

Agnieszka Chylińska – Pink Punk (2018), recenzja Jonatana Paszkiewicza

Niebieskozielone włosy, kolorowe tatuaże, soczyście różowy napis Pink Punk i kremowa róża w ustach. Skuloną, bezbronną, monochromatyczną Agnieszkę Chylińską z okładki albumu Forever Child zastąpiła Agnieszka barwna, trochę szalona, ze szczerym uśmiechem, który możemy wyczytać w jej oczach. Zgodnie z tytułem nowej płyty, repertuar artystki faktycznie wzbogacił się o brzmienia punkrockowe, ale nie zabrakło też utworów utrzymanych w zgoła innym klimacie. Jaki jest zatem nowy album Agnieszki Chylińskiej?

Agnieszka Chylińska przygotowywała swoich fanów do tej płyty stopniowo. Co sprytniejsi zauważyli, że punkowa fryzura artystki to pierwsza zapowiedź nowego. Wkrótce potem poznaliśmy tytuł i okładkę płyty i… zrobiło się cukierkowo. Stało się jasne, że płyta Pink Punk nie będzie kontynuacją Forever Child. Będzie zupełnie nowym otwarciem.

Wydanie płyty poprzedziła zgrabnie poprowadzona akcja promocyjna. W momencie oficjalnej zapowiedzi albumu, na profilach społecznościowych Agnieszki Chylińskiej zaczęły pojawiać się grafiki z kolejnymi – licząc od końca – tytułami piosenek. Każdy kolejny tytuł wydawał się coraz bardziej zwariowany, ale była w tym szaleństwie metoda – właśnie tytuły piosenek odzwierciedlają charakter całej płyty.

26 października ukazał się album Pink Punk oraz promujący go singiel o zaskakującym tytule Mam zły dzień. No i gdzie ta Chylińska, która zapowiadała swoją nową płytę słowami, że jest to moment, w którym „wstała i z histerycznym śmiechem postanowiła biec przed siebie”? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w teledysku do utworu. Ten pozorny pesymizm z tytułu piosenki odnajdziemy tylko w tekście, bo w muzyce i wokalu Agnieszki wcale go nie słychać. Paradoksalnie jednak, singiel Mam zły dzień to najsłabszy utwór na płycie. Doskonale spisuje się za to na żywo. Podczas premierowego koncertu w Zabrzu singiel zrobił robotę.

Haj i sztos to jeden z moich ulubionych numerów. Jest to także pierwszy utwór, w którym wyraźnie słychać inspirację typowo punkowym graniem. Z kolei Szok jest pierwszym kawałkiem, w którym Chylińska solidnie daje czadu. Mimochodem skojarzyłem go z kompozycją French is Strange Maanamu, początkowo tylko przez frazę „nie do wiary”, ale po wsłuchaniu się rzeczywiście można wychwycić cień stylistycznego podobieństwa. Porządnie wyryczanych utworów jest jednak więcej: Śmie(r)ć, Tapeta i Nerv to najbardziej dobitne przykłady.

Co ciekawe, na płycie Pink Punk nie zabrakło też ballad, mniej lub bardziej rockowych. Tutaj na pierwszy plan wysuwają się utwory Schiza, Psie życie i Utopie. Chylińska pokazuje w nich swoje łagodniejsze, ale równie prawdziwe oblicze. Całościowo, pod względem lirycznym i muzycznym jednocześnie, moim zdecydowanym faworytem jest utwór o wdzięcznym tytule Oj!.

Sama artystka zaznacza, że teksty na tę płytę były pisane różową krwią – to chyba najlepsze podsumowanie warstwy lirycznej tego krążka. Od siebie dodam, że wspomniane teksty są równie różnorodne jak nastroje poszczególnych utworów – od zupełnie prostych i nieskomplikowanych (Mam zły dzień), po rozbudowane, szczególnie warte uwagi słuchacza (Psie życie).

Trzeba zaznaczyć, że na płycie Pink Punk o wiele częściej słychać grę prawdziwych instrumentów, niż na zdecydowanie bardziej elektronicznej płycie Forever Child. Autorami wszystkich kompozycji po raz trzeci z rzędu (Modern Rocking, Forever Child, Pink Punk) są niezastąpieni Bartek Królik i Marek Piotrowski. Jak na ten moment nie wyobrażam sobie, żeby Agnieszka miała powierzyć napisanie muzyki komuś innemu. Świetna robota.

Agnieszka Chylińska z każdą kolejną płytą prezentuje nowe muzyczne oblicze, a zmianom repertuaru towarzyszą zmiany wizerunku. Po tanecznej płycie Modern Rocking i elektroniczno-rockowej Forever Child przyszła pora na punkrockowy album Pink Punk. To oczywiście ciągle ta sama, jedyna w swoim rodzaju, szczera i autentyczna Agnieszka Chylińska, tylko w nowym wydaniu. Królową łez zastąpiła rasowa pankówa.

Exit mobile version