Site icon All About Music

Album nie dla mas i nie na Tik Toka, najtrudniejszy album w karierze Adele. Adele – 30, 2021 (recenzja)

Czekaliśmy na ten album sześć lat. Adele się nie spieszyła. Miał być rok temu, ale przeszkodziła pandemia. Zatem czy warto było? Czy to jest to, na co wszyscy czekali?

30 to czwarty studyjny album Adele i opowiada o okresie, w którym Adele postanowiła rozstać się ze swoim partnerem, Simonem Koneckim. Toteż od samego początku można było się spodziewać, że będzie smutny, poruszający i bardzo szczery. Co zatem otrzymaliśmy?

30 to album nie dla mas. Chwilę po wydaniu już pojawiły się pierwsze komentarze, że jest nudny, nijaki, że dużo gorszy od jej poprzednich wydawnictw. I coś w tym jest, bo nie jest to album pełen wpadających w ucho refrenów, cudownych bridge’ów i hooków. Mamy tu między innymi pięć utworów, które trwają ponad sześć minut, nie ma tu refrenów, które są powtarzające się i łatwe do zaśpiewania. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Adele wydała krążek dokładnie taki, na jaki miała ochotę. Nie było tu kalkulowania, nie było tworzenia piosenek do radia. Brytyjka stworzyła piosenki, które najbardziej oddają to, co czuła, i które są do bólu szczere.

I ja to kupuję, w 100%. Ten album trzeba chcieć polubić, trzeba mieć odpowiedni nastrój, by się w niego słuchać. Ja osobiście pokochałem go od samego początku, a do gustu przypadły mi głównie te ciągnące się ballady z poruszającymi tekstami. Jak chociażby ponad 6-minutowe To Be Loved, gdzie wokalnie Adele brzmi najlepiej w swojej karierze. Jeszcze nigdy nie osiągnęła takiego poziomu wokalnego, a jednocześnie nie brzmiała tak szczerze i… boleśnie. W Hold On mamy elementy gospelu, a w Love Is A Game ma się wrażenie, że to utwór Amy Winehouse, a nie Adele. Ogólnie trzy ostatnie kawałki – Hold On, To Be Loved i Love Is A Game są totalnie różne od siebie, a jednocześnie najlepsze na całym albumie. To ponad 20-minutowa uczta, w której przeżyjecie katharsis.


Trzeba też wspomnieć o My Little Love i tym voice memo na końcu. Ten fragment sprawia, że nie mogę mieć tego kawałka na codziennej playliście, bo tego po prostu nie da się słuchać nie mając łez w oczach. To wyjątkowy utwór na wyjątkowe chwile. Jest w nim tle emocji. Kolejną rzeczą, którą kocham to tekst I Drink Wine. Niesamowicie prawdziwy i szczególnie teraz mocno się z nim utożsamiam. Ogólnie cała płyta trafiła bardzo mocno w okres mojego życia, gdzie te teksty po części mogę odnieść do siebie.

How can one become so bounded
By choices that somebody else makes?
How come we’ve both become a version
Of a person we don’t even like?
We’re in love with the world
But the world just wants to bring us down

I Drink Wine

Ale… tu pojawia się ale. Nie jest to album idealny, nie jest perfekcyjny. Wielu się ze mną nie zgodzi, ale ja nie jestem fanem szybszych utworów na tym krążku. Totalnie nie rozumiem, czym miała być piosenka Cry Your Heart Out, a Oh My God jest tylko akceptowalne, ale jakoś wcale się nie polubimy. Rozumiem, dlaczego to miałby być kolejny singiel, ale dla mnie ten kawałek jest meh. Jedyny utwór dynamiczniejszy, który lubię to Can I Get It. Ale to też nie jest poziom Rumour Has It czy Set Fire to the Rain. Warto też w ogóle dodać, że najlepszy dynamiczny utwór z tego albumu znajduje się w edycji target – Wild Wild West to niesamowita piosenka, której pewnie nikt nie usłyszy. Szkoda, poszukajcie na Youtubie, warto.

Moje ulubione piosenki to Hold On i I Drink Wine, uwielbiam też Love Is A Game, Easy On Me czy To Be Loved. Jednak jest to inny album, niż oczekiwaliśmy.

Gdzie umieściłbym go w dyskografii Adele? Nie wiem, potrzebuję na to czasu. Jeśli 21 jest najlepszym albumem, 25 i 19 uwielbiam, to czy 30 znajdzie się na końcu? Możliwe, aczkolwiek nadal trzeba pamiętać, że jest to bardzo dobry album. Po prostu inny. Wiele wokalistek i wokalistów marzy o takim poziomie artystycznym, jakim prezentuje ten album. O takim poziomie tekstowym i wokalnym.

Czy jest to album roku wg mnie? Mam ogromny dylemat, czy albumem roku w moim rankingu będzie 30 Adele czy Happier Than Ever Billie Eilish. Nie mam jednak wątpliwości, że utwór roku to Happier Than Ever Billie Eilish, bo żaden utwór z tego albumu nie przebił geniuszu tej kompozycji.

Podsumowując, dajcie szansę Adele. Jest trudniej i bardziej wymagająco, ale jest też dojrzale i poruszająco.

If everyone’s making music for the TikTok, who’s making music for my generation? Who’s making the music for my peers?
I will do that job, gladly.

Adele w wywiadzie u Zane’a Lowe’a

Exit mobile version