Trzy lata. Tyle dokładnie fani Adama Lamberta musieli czekać na nową płytę. Po zamieszaniu ze zmianą wytwórni artysta prezentuje nam nareszcie trzeci album studyjny – The Original High. Jeżeli ktoś szuka w nim podobieństwa do poprzednich wydawnictw Lamberta, może czuć się odrobinę zdezorientowany i zaskoczony. Pozytywnie rzecz jasna.
Adam Lambert to amerykański piosenkarz, który dał się poznać dzięki swojemu występowi w ósmej edycji amerykańskiego Idola. Zajął w nim drugie miejsce, jednak bez wątpienia można nazwać go zwycięzcą. Czy jest na sali ktoś, kto oprócz niego potrafi wymienić choć by jednego, innego uczestnika tej serii? No właśnie.
Do ogólnej świadomości publiczności trafił za sprawą utworu Whataya Want from Me z jego debiutanckiego krążka For Your Entertainment. Piosenka ta stała się hitem i poprowadziła go po pierwszą nominację do nagrody Grammy. Później było już troszkę gorzej. Prawdą jest, że drugi album Lamberta – Trespassing wydany w 2012 roku zadebiutował na szczycie notowania Billboard 200 czyniąc go tym samym pierwszym otwarcie przyznającym się do swojego homoseksualizmu artystą, który tego dokonał. Ale nic poza tym. Napięcie rosło, a konflikt z wytwórnią narastał. W końcu czara goryczy przelała się w momencie, gdy Lambertowi kazano nagrać płytę z coverami utworów z lat 80. Artysta nie zgodził się, czego efektem było zerwanie kontraktu z RCA. Nastał okres poszukiwania nowej wytwórni. W międzyczasie wyruszył w trasę koncertową z zespołem Queen, zagrał w kilku odcinkach serialu Glee czy wystąpił gościnnie w utworze Lay Me Down Avicii’ego.
Na początku tego roku wyznał, że podpisał umowę na nieograniczoną ilość płyt z wytwórnią Warner Bros. Records w ciągu doby od swojego odejścia z RCA. Swoją zachowawczość w ogłoszeniu tej informacji tłumaczył obawą przed wyjawieniem tego faktu tak szybko.
By nagrać nowy album Adam udał się do Szwecji gdzie z pomocą przyszli mu niesamowici producenci, z którymi miał już okazję pracować przy swoim debiucie. Mowa tu o Maxie Martinie oraz Shellbacku. Owocem tej współpracy jest płyta The Original High. Od razu lojalnie uprzedzam. Tak jak wspomniałam wcześniej, jeżeli ktoś szuka porównania do dwóch poprzednich albumów Lamberta może być zaskoczony. Pozytywnie rzecz jasna, bo z ręką na sercu mogę przyznać, że jest to najlepszy materiał jaki to tej pory zaserwował nam Adam. Zapytacie, czemu? Wszystko zaraz się wyjaśni.
Ten, kto śledzi karierę Lamberta od początku wie, że pierwsza faza związana z debiutem artysty obfitowała w tony makijażu, dużą ilość brokatu, była ciut kontrowersyjna jak na tamte czasy (pamiętny występ na gali AMA 2009). Druga zaś była już nieco bardziej stonowana. Jeżeli zaś chodzi o obecna erę, Adam wydaje się być spokojniejszy, skupiony na tym, co jest najważniejsze, czyli muzyce. Ucząc się na swoich doświadczeniach zaserwował nam album, który jest naładowany hitami po same brzegi. Album komercyjny, który spodoba się masowej publiczności.
Płytę The Original High otwiera utwór dobrze już znany z rozgłośni radiowych, pierwszy singiel promujący płytę – Ghost Town. Jest to mieszanka energii z wybuchowością, która dzięki rytmicznemu gwizdaniu i oryginalnemu beatowi na długo pozostaje w pamięci tworząc nie tylko dobry nastrój, ale także pozostawiając słuchacza z nieodpartą chęcią podbicia każdego parkietu. Takich piosenek na albumie jest mnóstwo. Jednak najwłaściwszym wydaje się podzielenie krążka The Original High na dwie części: taneczną oraz liryczną.
Do tej pierwszej bez wątpienia można zaliczyć utwory: Evil In the Night, tytułowy The Original High, Things I didn’t Say, a także The Light, w których można usłyszeć trochę popu, techno, elektroniki oraz house. To właśnie dzięki tej mieszance wpadają w ucho od razu, serwując odbiorcy refreny, które na długo pozostaną w jego pamięci. A pro po refrenów… Czy tylko ja w utworze Another Lonely Night słyszę dźwięk podobny do muczenia? A nie, to tylko zremiksowany wyraz Yeah, który (niestety) odwraca uwagę od wyrazistego beatu w refrenie. Nie wiem czemu, ale ta mała drobnostka sprawiła, że utwór ten wyróżnia się na tle innych sprawiając, że polubiłam go jeszcze bardziej.
Druga część to typowo liryczny Adam śpiewający o uczuciach. Piosenki: Underground, There I Said It są wolniejsze, zdecydowanie spokojniejsze. To właśnie tutaj najlepiej skupić się na delikatnym a jednocześnie silnym głosie Lamberta, który z każdą linijką uwodzi słuchacza coraz bardziej, prezentując różną gamę emocji.
Na większą uwagę zdecydowanie zasługują dwa duety, które znajdziemy na albumie. Pierwsza kolaboracja to utwór Rumors z gościnnym udziałem szwedzkiej piosenkarki Tove Lo. Rumors jest to piosenka, która w bezpośredni sposób pokazuje środkowy palec wszystkim tym, którzy rozsiewają plotki. Oba głosy brzmią razem bardzo dobrze, harmonijne, uzupełniają się nawzajem. Delikatność barwy głosu Tove Lo z pazurem i zadziorem wokalu Adama sprawiły, że utwór ten jest idealny pod każdym względem. Poczynając od romantycznego tekstu, a kończąc na wpadającym w ucho refrenie, od którego trudno się oderwać.
Ten sam problem odczułam na własnej skórze po pierwszym przesłuchaniu drugiego duetu. Kolaboracja z dobrze znanym Lambertowi gitarzystą zespołu Queen – Brianem Mayem przyprawiła mnie o gęsią skórkę. W utworze Lucy Adam prezentuje po raz kolejny pełnię swojego wokalu. Piosenka ta jest, bowiem bardziej rockowa od pozostałych. Zaczyna się delikatnie by w refrenie rozwinąć się do granic możliwości. Nie można ukrywać, że utwór nabrał swojego charakteru dzięki niesamowitej solówce Briana Maya. To właśnie dzięki niej piosenka ta brzmi jak ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem grożącym tytułowej Lucy – słychać jednocześnie dramaturgię i troskę:
Now she’s alone and got no one to call
Oh no, she ain’t turnin’ back
Lucy
Run away, run away-ay-ay-ay
Album zamyka kompozycja zatytułowana Heavy Fire. Kolejna perełka, którą trudno było mi sklasyfikować w jakiejkolwiek kategorii. Piękny tekst, aranżacja i mocny wokal Adama. Idealny utwór na zakończenie przygody słuchacza z albumem. Piosenka wywołuje niedosyt i zachęca do ponownego przesłuchania całego wydawnictwa.
Podsumowując, podstawowa wersja The Original High zawiera 11 utworów. Każdy z nich ma potencjał na stanie się ogromnym hitem. Każdy z nich jest oryginalny, świeży, idealnie prezentuje głos Lamberta. Każdy z nich jest przemyślany, dostosowany do obecnych realiów na rynku muzycznym jednocześnie posiadając to coś, co tak trudno określić w tym przypadku popem. The Orignal High stanowi doskonałą całość, przemyślaną od początku do końca.
Adam Lambert stworzył niesamowicie cudowny album. Od razu słychać metamorfozę, jaką przeszedł jako artysta. Jest dojrzalszy, pewniejszy siebie i swojej twórczości zachowując przy tym to wszystko, za co pokochali go fani przy poprzednich dwóch albumach: teatralność oraz oryginalność. Mam nadzieje, że to właśnie to wydawnictwo przyniesie Adamowi zasłużone docenienie w postaci nagród, platynowych płyt i uznania wielkiego świata show biznesu. Bo co jak co, ale za The Original High należy mu się to jak nikomu innemu.

