Site icon All About Music

5 coverów, które nadały oryginałom nowe życie cz. 2

Kilka dni temu przedstawiliśmy Wam kilka coverów, które różnią się od pierwotnych wersji na tyle, że stały się praktycznie autonomiczną piosenką. Takich ciekawych utworów jest jednak znacznie więcej, dlatego przygotowaliśmy część drugą. Oto kolejna dawka przeróbek, które nadały oryginałom nowe życie.

1.     Cigarettes After Sex – Neon Moon (org. Brooks & Dunn)

Country nie istniałoby bez tej piosenki. Można rzec, że jest to wręcz podręcznikowy przykład tego, jak wygląda piosenka tego gatunku. Brzdąkanie gitary w tle, zaciąganie w południowym akcencie i przepełniona emocjami historia. W tym przypadku – przepełniona również bólem. Jest to opowieść o mężczyźnie, który próbuje poradzić sobie z rozstaniem w pobliskim barze. Wspomina wspólne dni, plany i marzenia, które razem snuli. Niestety, dobiegł kres ich pięknych dni, a on został sam pod tytułowym „neonowym księżycem” – światłem nad barem.

Sprawić, by w tej piosence było jeszcze więcej żalu i tęsknoty mógł sprawić tylko zespół Cigarettes After Sex. Androgeniczny wokal Grega Gonzaleza wyciska z tekstu najsilniejsze uczuć – smutek, nostalgię i nadzieję. Dreampopowe, elektroniczne brzmienie prawdziwie hipnotyzuje i wręcz otula niczym światło księżyca (już nie neonowego). Ta delikatna, lecz jakże druzgocąca, wersja to nośnik prawdziwych emocji.

2.     Phoebe Bridgers – Friday I’m In Love (org. The Cure)

Zaryzykuję stwierdzeniem, że to największy hit kultowego The Cure. Prosta i łatwa w odbiorze stanowiła powiew świeżości w ich mrocznej, rockowej dyskografii. Jednak nadal miała w sobie „to coś”, czym zespół podbijał serca. Robert Smith napisał i nagrał Friday I’m In Love w jedno piątkowe popołudnie, po czym wpadł w niemałą paranoję. Myślał, że gdzieś już słyszał to brzmienie i nieświadomie popełnił plagiat. Bał się tego na tyle, że każdemu przedpremierowemu słuchaczowi zadawał pytanie, czy zna skądś tę melodię. Na szczęście jego obawy się nie sprawdziły, a odbiorcy popadali jedynie w zachwyt i chcieli więcej. Sam Smith idealnie oddał ducha tej piosenki opisując ją jako „koncertowy kawałek do szaleństwa pod sceną” oraz „bardzo naiwna, wesolutka produkcja pop”.

Początkowo Friday I’m In Love miało być znacznie wolniejszym utworem, lecz zmieniono to w trakcie produkcji. Do tej pierwotnej wersji powróciła Phoebe Bridgers, jedna z najbardziej obiecujących artystek alternatywnych, która słynie ze swoich rozdzierających serce utworów. Odrzuciła optymistyczne, wesołe brzmienie, tak wyróżniające ten utwór. Został jedynie fortepian i emocjonalny wokal. W taki sposób „wesolutka produkcja pop” wróciła do punktu zerowego i stała się ponurą, przejmującą balladą, której nie powstydziłby się sam Robert Smith.  

3.     Coma ft. Ralph Kaminski – Pożegnanie z Bajką (org. Zdzisława Sośnicka)

Starsi czytelnicy pewnie dobrze pamiętają ten utwór z dziecinnych lat. Powstał specjalnie na potrzeby filmu Akademia Pana Kleksa. Zaraz po Witajcie w naszej bajce jest to zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny utwór z filmu. Mimo, że skierowany do dzieci, charakteryzuje się wyjątkową dojrzałością i pewnym mrokiem, który stoi za tekstem. Nie wszyscy pamiętają, lecz sama Zdzisława Sośnicka wystąpiła w Akademii, wcielając się w rolę Smutnej Księżniczki.

Po upływie wielu lat Pan Kleks nadal inspiruje, a kultowe już utwory interpretują współcześni, polscy twórcy. Choćby kreacja Ralpha Kaminskiego podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie nadał piosence Witajcie w naszej bajce dramatycznego i przerażającego wyrazu – stał się pewnym manifestem. Wystąpił on również u boku Comy w albumie Sen o 7 szklankach, który niemal w całości składa się z kawałków z dawnych filmów dla dzieci i młodzieży. Nie jest to jednak zwykła płyta z coverami, a prawdziwa rockowa rewolta. Piosenka Sośnickiej z rozżalonego monologu Smutnej Księżniczki zmieniła się w dialog dwójki ludzi. Silny wokal Piotra Roguckiego perfekcyjnie gra z delikatnym głosem Ralpha, a z dodatkiem mocnego, gitarowego brzmienia tworzy zupełnie nowy świat o mnogości znaczeń. Aż chciałoby się zobaczyć ich w pełnometrażowym filmem. Pomysł na płytę powstał – jak to bywa przy rzeczach wielkich – przypadkiem. Zespół poproszono o specjalny projekt na potrzeby Męskiego Grania. „Z początku myśleliśmy o piosenkach z polskich filmów, ostatecznie dochodząc do wniosku że najbarwniejsze najbardziej wieloznaczne i pełne fantazji tematy odkrywamy w piosenkach z Pana Kleksa. Idąc tym tropem, zdecydowaliśmy się na program oparty na piosenkach z filmów i programów dla dzieci” – wyjaśnił Rogucki.

4.     The Dumplings ft. Mary Komasa – Jestem Kobietą (org. Edyta Górniak)

W 1994 r. Edyta Górniak była sensacją, bo dopiero co wróciła z Eurowizji, gdzie Polska świetnie zadebiutowała. Wokalistka uzyskała drugie miejsce (jak dotąd najwyższe w historii naszego kraju), a nad jej możliwościami wokalnymi rozpisywali się wszyscy. 5 minut sławy mogło odejść tak szybko, jak przyszło, więc trzeba było je jak najlepiej wykorzystać. Dlatego Edyta rozpoczęła pracę nad debiutanckim albumem – Dotyk. To właśnie z niego pochodzi popowy – choć poniekąd inspirowany R&B – utwór Jestem Kobietą. Drapieżny, dynamiczny i miejscami zadziorny. Czy tylko mi przywodzi na myśl wczesne hity Mariah Carey, do której wokalistka była często porównywana? Na pewno łączy je pisanie piosenek tak, by zaprezentować w nich jak najszerszą skalę, w końcu obie panie mają się czym pochwalić.

Nowe pokolenie przyniosło temu utworowi świeżą energię i nowe spojrzenie na to, jak definiowana jest kobiecość. Przy tak uniwersalnym tekście (ukłony w stronę Jacka Cygana) można samemu zdecydować, na co kładzie się tony. Elektroniczna wersja The Dumplings we współpracy z Mary Komasą odrzuciła zmysłowość typową dla Górniak. Młodzi muzycy postawili na siłę i mocne tony, które podkreśla nietuzinkowy beat. Jeden tekst – dwie wersje i dwa, równie napędzające, przekazy.

5.     Kwiat Jabłoni – Huśtawki (org. Jacek Kleyff)

Jacek Kleyff to jeden z ostatnich żyjących polskich bardów. Jest wspaniałym przykładem na to, jak poezja lubi się z muzyką. Bo nie tylko pisał wspaniałe wiersze, ale również grał i śpiewał, niejednokrotnie doprowadzając publiczność do łez. Słynął z tego, jak krytycznym okiem patrzył na otaczającą go rzeczywistość, a w dawnych czasach zgrabnie omijał cenzurę. Jego największy przebój – jeśli poezję śpiewaną można nazywać przebojami – to Huśtawki. Bluesowa, ekspresyjna wariacja, gdzie śpiewa jakby od niechcenia. Co wręcz idealnie wpisuje się w motto, które płynie z piosenki.

A Kwiat Jabłoni – obiecujący, młody duet – zasłuchiwał się w piosenkach Kleyffa od najmłodszych lat. Na koncertach chętnie wykonywali ten utwór, jednak w swoim własnym stylu, za który pokochali ich wymagający słuchacze. Wersja Kleyffa była chaotyczna i silna – taka jak jego cała twórczość. Rodzeństwo postawiło na subtelność i delikatność. Zamiast mocnych instrumentów mamy fortepian i mandolinę, z pozoru dziwaczne połączenie, lecz za ich pomocą Jacek i Kasia tworzą prawdziwą magię. Huśtawki wpisują się w ich poetycką twórczość śpiewająco. To jeden z nielicznych przypadków, gdy cover bije oryginał. I to na głowę.

Exit mobile version