Dział PublicystykaRecenzje

ZAYN – Mind of Mine (2016), recenzja Łukasza Mantiuka

Rok temu świat obiegła informacja, że wydawałoby się tak idealny zespół jak One Direction – nie jest idealny. Oto jeden z piątki chłopaków opuszcza pozostałych kolegów. Początkowe tłumaczenia są dosyć miałkie, jednak z biegiem miesięcy dowiadywaliśmy się coraz więcej. Kulminacją tego wszystkiego były dwa wydarzenia: zawieszenie działalności One Direction oraz debiutancki singiel Zayna, Pillowtalk. Teraz, dokładnie rok po opuszczeniu One Direction, Zayn Malik wydaje debiutancki album, Mind of Mine. Około 20 piosenek (wraz z deluxami, targetami itp.) debiutu chłopaka miażdży jakiekolwiek osiągnięcia pięciu studyjnych albumów zespołu, do którego należał – dlaczego?

Zayn Malik przybrał pseudonim ZAYN, zmienił wizerunek, obrał kompletnie inny kierunek muzyczny i… wygrał. Chociaż bardzo chce odciąć się od wszystkiego, co związane z One Direction – nie da się. Dlatego już w pierwszym akapicie odhaczę porównania do 1D i więcej do tego tematu wracać nie będę. Pillowtalk, pierwszy singiel Malika zadebiutował na szczycie Billboard Hot 100. Coś, czego One Direction nie udało się dokonać. Krążek raczej na pewno również dotrze na sam szczyt, ale nie ma co porównywać sprzedaży – ok. 200 tys. egzemplarzy w USA wynikiem oszałamiającym nie jest. Gdy jednak 1D wydawali również teraz, raczej osiągnęliby podobne wyniki. Taki po prostu mamy klimat i tak koszmarna sprzedaż ma miejsce… na całym świecie. Jednak nie listy przebojów i sprzedaże są najważniejsze – krytycy klękają przed Malikiem. Artystycznie około dwadzieścia piosenek ze wszystkich edycji krążka bije na głowę ponad sto utworów, które One Direction zgromadzili na pięciu studyjnych wydawnictwach (cztery z Zaynem na pokładzie).

Przygotowując się do pisania tej recenzji najpierw osłuchałem się z albumem, a trwało to całkiem sporo, 2-3 dni. Następnie zasiadłem przed komputerem i przeczytałem tonę materiałów na temat tego wydawnictwa – począwszy od for internetowych (z ATRL na czele) po recenzje najważniejszych magazynów muzycznych takich jak Rolling Stone czy Pitchfork aż do polskich portali. W dużej mierze zdanie jest podobne – geniusz. Zayn w końcu miał swobodę i mógl pokazać, kim tak naprawdę jest, jaką muzykę chce tworzyć i o czym śpiewać.

Mind of Mine w wersji podstawowej zawiera czternaście utworów, a wraz z wersją deluxe (którą notabene bardzo trudno znaleźć w polskich Empikach, bo najzwyczajniej w świecie wyprzedała się w pierwszych dniach) jest ich osiemnaście. Cała osiemnastka od pierwszego do ostatniego, to miniarcydziełka. Do żadnego z nich nie można się przyczepić i powiedzieć, że jest zły od a do z. Zdarzają się potknięcia (o tym za chwilę), ale finalny produkt to coś niesamowitego (patrz się i ucz Ellie Goulding, można dać dużo utworów i wszystkie będą dobre, bez zapychaczy).

Zayn serwuje nam całą paletę dźwięków – od szalonych i przebojowych densów jak Pillowtalk, Like I Would czy Take It Off, cudownych ballad jak It’s You, Fool for You czy Blue aż po eksperymentalne, inne i charakterystyczne kawałki jak Truth, Drunk czy She. Nie można również zapomnieć o moim ulubionym utworze z krążka – Rear View, którzy wywołuje tyle emocji! Mind of Mine to również jeden z nielicznych albumów, gdzie intro oraz intermission (inna odmiana interlude) również zasługują na uwagę i wcale nie trzeba klikać ‘dalej’, gdy pojawiają się na playliście.

Skoro jestem przy Intermission: Flower. Fragment ten śpiewany jest w języku Urdu, jako hołd i inspiracja do ojca Zayna. Dokładnie, Zayn śpiewa:

Jab tak is mohobat ka fool na khile, tab tak is dil ko sakun na mile

Co po przetłumaczeniu na język angielski daje:

Until this flower of love doesn’t bloom, my heart won’t find relief

Trzy najważniejsze składowe każdego wydawnictwa: produkcja/muzyka, wokal i teksty tutaj błyszczą. Wokal Zayna jest niesamowity i w prawie każdym utworze słyszymy jego inne barwy, koloryty, nowe rejestry i użycia (falsety w It’s You!). Wokal bardzo ładnie powiązany jest z niezwykle inteligentną i nowoczesną produkcją. W większości przypadków Zayn śpiewa sam, jednak kilkukrotnie użyte są majestatyczne chórki, nakładanie się wokali i delikatny autotune. Tak, on tu jest, ale jego użycie to istna poezja dla uszu – seksowne i wyuzdane Take It Off błyszczy dzięki znakomitej produkcji i przesterom wokalnym. Raz jednak jeszcze podkreślę, że wszelakie wokalizy, które Zayn serwuje na tym wydawnictwie to istny majstersztyk. I są one prawdziwe, co udowadnia tych kilka występów młodego muzyka w programach talent show (zobaczcie iHeart Album Release Party czy występy z It’s You albo Like I Would w programach wieczornych, on potrafi śpiewać!).

Ostatnia „składowa”, na który zwykle rozbieram albumy to teksty. I tutaj jest pewnego rodzaju schizofrenia. Z jednej strony powalają teksty kawałków It’s You, Rear View czy Wrong. Mamy znakomite intro oraz intermission. Seksowne, choć wyuzdane Take It Off. I tym właśnie przejściem muszę zganić niektóre teksty. Nie wszystkie są takie znakomite, niektóre są proste i nijakie. Tak jakby znakomita produkcja i muzyka zajęła większą część pracy nad albumem, a zapomniano o tekstach (tu nie ma źle wyprodukowanego utworu, wszystkie są majstersztykami). Nie do końca kupuje teksty She czy Drunk, Befour melodyjnie wpada ucho i jest znakomite, ale jak zagłębić się w tekst to jest… taki, że jest, i tyle. Nie tak jak w przypadku Fool for You czy Rear View, które chce się cytować, chce się pamiętać.

W sumie, do moich ukochanych utworów należą Rear View (absolutny majstersztyk), balldy Fool for You i It’s You, jak również Pillowtalk, Like I Would, Take It Off oraz bonusowe She Don’t Love Me, Golden czy Do Something Good, które znajdziemy na amerykańskiej targetowej wersji krążka.

I know given a chance I’d do it again
‚Cause I can’t help myself
‚Cause I can’t stop myself
I just love being a fool for you-oh-oh
Fool for You

* * *

Heard about all the things you’ve done
And all the walls that you’ve been in
Heard about all the love you lost
It was over before it began
Rear View

Tak oto Zayn, niegdyś członek jednego z najpopularniejszych boysbandów na świecie, prezentuje nam niesamowity debiut. Najlepszy debiut ostatnich lat, produkcyjny majstersztyk, liryczne arcydzieło i wokalny popis umiejętności. Niegrzeczny chłopiec prezentuje niesamowity talent oraz początek wielkiej przygody z muzyką (solową). Czy kolejne albumy będą równie udane? Kogo to obchodzi, w tej chwili delektujmy się Mind of Mine. Czuję, że jeszcze przez długie miesiące te piosenki nie opuszczą mojej codziennej playlisty.

Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Łukasz Mantiuk
9.4/10
Dariusz Kozera
9/10
Ola Lis
8.7/10
Piotr Krajewski
8.5/10
Łukasz Jaćkiewicz
8/10
Paweł Markiewicz
6.5/10
Show More

Łukasz Mantiuk

Wydawca i redaktor naczelny All About Music, na stałe (i z miłości) osiedlony w najpiękniejszym mieście Polski, Gdańsku. Miłośnik mainstremu oraz wszystkiego, co niemainstremowe. Lubi proste rzeczy i eksperymentalne, ciekawe i nudne, nowe i stare. Beyoncé i Marylę Rodowicz, Years & Years ale i Evanescence. Popowo i rockowo, soulowo i elektronicznie.

Podobne artykuły

42 thoughts on “ZAYN – Mind of Mine (2016), recenzja Łukasza Mantiuka”

  1. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam fanką One Direction, totalnie nie trafiała do mnie ich stylistyka, ale po obejrzeniu występu Zayna z ‚Its You’ wyczekiwałam płyty, przesłuchałam ją w dniu premiery i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Świetny album, może trochę za długi jak na tak jednolite stylistyczne utwory, ale jest bardzo przyjemny :)

  2. Po przeczytaniu recenzji dodam tylko, że kurczę już tak się obraziliście na Ellie za to Delirium jak mało kto :) są osoby, które polubiły album i nie znajdują w nim samych zapychaczy. A intro jest dla mnie genialne i nie wyobrażam sobie istnienia Aftertaste bez takiego wstępu :P

  3. 9/10 za teksty? Może nie są na „poziomie” Derulo czy Pitbulla, ale rewelacyjne też nie są. Niektóre aż rażą swoją prostotą. „She is the life of the party/ Don’t stick that knife in my body” To jest takie proste rymowanie, które nie ma żadnego sensu logicznego :( Ocena zdecydowanie za wysoka. PS. Fajny pomysł, aby użytkownicy mogli sami oceniać albumy ;)

  4. „Liryczne arcydzieło”? „Geniusz” , „Majstersztyk” ? Podchodząc do czytania tej recenzji byłem świadom, że będzie raczej przychylna, bo Naczelny już wcześniej dawał wszem i wobec sygnały, że „to jest to” ale liczyłem na chociaż odrobinę zdystansowania. Tak, wiem zaraz zobaczę mądrości o względności gustów i jak to każda recenzja jest subiektywna, ale jak czytam, że był robiony research i większość uważa ten album za geniusz, podczas, gdy The Rolling Stone dało 3/5 ( geniusz chyba powinien dostać maksa, co nie?) i wyśmiało niedojrzałość tekstów no to coś chyba jednak nie gra. No i teksty dostały 9, jak wspominałem czekałem na tę konkretną ocenę, bo tu sięgnął wręcz dna, moim zdaniem właśnie przechwalanek na poziomie Pitbulla i Derulo, tylko on nie umie tego udźwignąć. W najlepszym wypadku teksty takie jak „It’s You” czy FFY są czymś, co słyszeliśmy trylion razy, błahe i przewidywalne a metafory to jedno wielkie pójście na łatwiznę ( i gdzie tu do wspomnianej w komentarzach Melanie Martinez, czy chociaż Halsey?) niestety w większości występuje przypadek, gdzie robi mi się niedobrze, bo słyszę po raz kolejny pod rząd, czego to on by nie zrobił, jak chce mieć jej body on top of his i jaki z niego superextra badboy. I to są teksty na 9, spoko.
    Najlepsza tu jest produkcja. Wokal przeciętny, teksty żałosne. Zapychaczy i piosenek podobnych do siebie jak do złudzenia pełno i wolałbym być skazany na słuchanie wspomnianego Delirium do końca życia niż plastikowego Mind Of Mine.

    1. Świat nie kończy się na Rolling Stone, które skrytykowało głównie teksty i zachowanie, osobowość Malika, było widać, że osoba pisząca recenzję raczej nie przepada za artystą. Z kolei jest masa bardzo przychylnych recenzji. Np. „NME”, które w przeszłości nagradzało 1D kilkakrotnie nagrodą za najgorszy zespół, specjalizujace się w jechaniu po wielkich gwiazdach dało Malikowi 4/5, podobną recenzję wystawiło The Guardian. Billboard co prawda recenzji nie napisał, ale promuje płytę ZAYNA, np. ‚Wrong’ znalazło się na liście utworów, które trzeba przesłuchać, podkreslajac jak dobry, mroczny, inny stylistycznie od 1D ten utwor jest. Wejdziesz na metacritic, bardzo dobra ocena od uzytkowników, wejdziesz na tt, wpiszesz ” zayn’s album” kilkadziesiat tysiecy mega pozytywnych komentarzy i to nie od jakis fangirls, wejdziesz na profile tych osob i zobaczysz zwyklych ludzi, tweetujacych o polityce, zyciu spolecznym, a nie jakis ladnych chlopcach. W skrocie, album jest swietny, racja teksty 9/10 moze za wysoko, bo sa wzloty i upadki, ale mysle ze nizsza ocena strasznie zanizylaby ocene tak dobrego albumu jakim jest M.O.M i autor recenzji z tego powodu nie dal nizszej noty.

    2. Zgadzam się, że research słaby i zakłamany. Najlepsza nota jest od EW – 83/100, dodatkowo tylko 4/10 recenzji są pozytywne i aż 6/10 mieszane. Średnia ocen to 67/100 – do arcydzieła trochę brakuje. (dane z metaritic). Nazwanie tego albumu najlepszym debiutem to też duża przesada (zwłaszcza, że Zayn nie do końca debiutuje, bo nagrał 4 płyty z 1D). Aby znaleźć lepszy debiut wcale nie trzeba daleko szukać, bo debiutancki album Troye Sivan (grudzień 2015) ma wyższą notę (80/100), nawet dostał 5 gwiazdek od The Guardian, czyli o jedną więcej od Zayn. Natomiast z twoim komentarzem się zbytnio nie zgodzę, gdyż Rolling Stone zjechał teksty, ale wychwalał też wokal, który cały czas krytykujesz :/ Tak w ogóle recenzja naczelnego jest na poziomie Interii :| (czytałem ją, więc wiem o czym mówię :P)

    3. Kacper Rudnik byłem gotowy na rzeczową dyskusję z Tobą, bo widziałem, że masz wiele zarzutów do tego krążka. Widząc jednak, że wciąż operujesz tymi samymi komentarzami i tekstami, które stosujesz w większości komentarzy do artystów, którzy Ci się nie podobają – daruję sobie.

      @Jarek Walczak – pierwsza części recenzji jest lekko informatywna, później piszę o najlepszym debiucie ostatnich lat. Łatwo zauważyć, że to zdanie o najlepszym debiucie – tyczy się moich odczuć, moich opinii i mojego przekonania. Masz prawo mieć inne.

    4. Oczywiście, że każdy ma własne zdanie, dlatego jestem w stanie zrozumieć ten najlepszy debiut. Jednak ta część „lekko informatywna” była nielekko sfałszowana :/

    5. Jest masa recenzji albumu w internecie, a nie tylko wliczajacych sie w srednia metacritic. Można jednak zauważyć jedną zbieżność, dzienniki słabo oceniające album są raczej pro-Trump. Wszyscy wiemy jaką religię wyznaje Malik, także nie ma co się dziwić. Jednak średnia na podstawie opinii użytkowników jest już naprawdę ładna. Jednak fajnie byłoby jeśli tych recenzji na metacritic trochę doszło, album Biebera ma średnią na podstawie około 30 recenzji, więc wszystko jest wiarygodniejsze, dobrze byłoby jakby i tu dotarły kolejne.

    6. „dzienniki słabo oceniające album są raczej pro-Trump” 😂 Przy okazji dodam jeszcze, że przytoczony w recenzji Pitchfork dał 5.9/10. No więc dalej nie widzę tych zachwytów :/

    7. Łukasz Mantiuk, haha okej, rozumiem, że nie jestem godny odpowiedzi, w związku z tym, że nie trawię błahości i pójścia na łatwiznę i gdy je zauważam nazywam rzeczy po imieniu. Bo nie powiesz mi, że teksty pokroju ” Zgłupiałem przez ciebie i rzeczy, które robisz” , czy ” To tyyyyyyyyyyyy”, które zostały wyróżnione w Twojej recenzji, jako najlepsze ( i w sumie to smutna prawda, na tle reszty, której w związku z tym strach się bać) są choć odrobinę głębokie, odkrywcze, czy inteligentne. Skala jest szeroka : od 0 do 10 a zostały ocenione na 9, więc dla mnie osobiście jest to nieporozumienie, just sayin’.
      Jarek Walczak Tak, wiem, że The Rolling Stone wychwalał wokal, ale odwołałem się do krytycznej części recenzji w kontraście do „geniuszu, co do którego zgodna jest większość ważnych opinii.” i tylko w tym kontekście.
      No właśnie i tu zatrzymam się na moment, abstrachując już od tego, że z innych recenzji generalnie wynika wszystko OPRÓCZ tego, że ten album jest w jakikolwiek sposób przełomowy; otóż czy naprawdę to są nieomylne, wiarygodne źródła, w związku z tym to, co napisała np. recenzentka TRS musi być prawdą absolutną? Czy naprawdę nie mamy tyle własnego zdania, gustu, by rozróżnić mądry, dobrze zbudowany tekst od chłopaczka śpiewającego: ” on cię nie wy*ucha tak jak ja, bo nie zna twojego ciała „?
      Wokalu nie jechałem. Uważam go za łatwy do zapomnienia, bardzo przeciętny, na pewno za nic specjalnego. Są momenty, gdy brzmi świetnie ( FFY, beFour) a są momenty, gdzie brzmi nijak, bez polotu albo słuchamy transformersów z autotune’a, które też w recenzji zostały niebiańskim ozdobnikiem. Ozdobnikiem to jest autotune na koniec albumu u Natalii Nykiel w jednej piosence, albo u Brendona Urie, gdy na tym jest zbudowana, to jest jej tożsamość, wyróżnia się, ale nie, gdy wierci przez cały album, a potem mówi się o jego „wspaniałym głosie”.

    8. Twój argument, że”To tyyyyyy” to nie jest wybitny tekst, to trochę jak krążące w Internecie porównanie refrenu Run The World do zwrotki Bohemian Rhapsody i twierdzenie na tej podstawie, że Beyonce jest gorsza od Queen :/ Nie mówię, że tak nie jest (ani że tak jest :P), ale dowód trochę słaby ;)

    1. Agnieszka Paulina Bartosiewicz Codziennie? Nie sądzę. Wchodzę tam sporadycznie, chociażby z ciekawości ale miło że jestem na tyle interesującą personą że mnie śledzisz :).

    2. Agnieszka Paulina Bartosiewicz Nie dość że nie pamiętasz iż słuchasz komercyjnej muzyki, zarzucając mi iż również jej słucham, to jeszcze teraz te niby komentarze :D. Zresztą twoje słownictwo wiele o tobie świadczy, no cóż za niski poziom jak dla mnie, wracaj do tego co umiesz robić najlepiej do śledzenia osób oraz komentowania ich opinii. Widocznie szukasz uwagi, to smutne że nie masz nic innego do roboty, poza tym :).

    3. Jestem fanką i Zayna i 1D. Mysle ze takie komentarze świadczą tylko o tym, że ktoś poprostu nie moze pogodzic sie z tym, ze Zayn zrobil coś wspaniałego SAM bez 1D. Uwielbiam 1D całym sercem ale moim zdaniem MITAM jest gorszy od wcześniejszych płyt i umiem to przyznać. Teksty w MOM są o niebo lepsze od tych 1D i napewno to nie jest szajs. Jedni zatrzymali sie na Up all night a inni umieją docenić to co zrobil nasz Zayn.

  5. Produkcja trzeba przyznać jest świetna, ale cała reszta pozostawia dla mnie dużo do życzenia. Na pewno nie miał by takiego świetnego debiutu, gdyby nie niespodziewane odejście z 1D ;) A co do albumu Ellie Gouding to dla mnie jest on perfekcyjny, dużo jak nie wszystkie utwory mi się podobają, a stwierdzenie (które często słyszę) żę jest to mega rozczarowanie 2015 roku to dla mnie lekka przesada ;)

    1. Delirium to album który mógłby w większości nagrać każdy, pełen banałów i oczywistości. Nie wiem, czy słuchałeś poprzedniego albumu Ellie, ale wątpię. Jeśli tak, to nie jestem w stanie objąć umysłem, jak mógłbyś pochwalić ten. Serdeczne 4/10

    2. Do tej pory podobałą mi się cała dyskografia Ellie Goulding i po Delirium na pewno się to nie zmieni. Po prostu spróbowała czegoś nowego. Nie wyszło tak dobrze jak np. u Taylor Swift, ale myślę że „taka” Ellie też ma swoich zwolenników ;) A co do Halcyon – słuchałem i również bardzo mi się podoba :)

  6. Z płyty słyszałem tylko „Pillowtalk” i „It’s You” . Może zmienię zdanie, jak wysłucham całości. Podoba mi się „Pillowtalk”, „It’s you” do mnie nie przemawia.

  7. Łukasz Mantiuk, zgadzam się z Tobą. To co zaprezentował nam teraz Zayn jest bardzo dobre a chwilami nawet doskonałe i kropka. Co do tekstów. ..dajmy czas Zaynowi, w końcu dopiero co wszedł na solową ścieżkę. A Twoja recenzja – wow ! jak zwykle ;)

    1. Oczywiście, że majstersztyk, też pewnie byś doszedł do takiego wniosku gdybyś posłuchał album w CAŁOŚCI ! a zapewne oceniłeś na podstawie jednego czy dwóch utworów wziętych pierwszych z brzegu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close