Dział PublicystykaRelacje

Zalewski zaśpiewał Niemena w Warszawie. Relacja Karoliny Młynarskiej

Krzysztof Zalewski wyruszył w trasę promującą jego najnowszy krążek, Zalewski śpiewa Niemena. Pierwszym z przystanków był warszawski Teatr Roma. Wieczorem 5. lutego przestronna sala teatru zapełniała się widzami, na których twarzach rysowało się podekscytowanie zbliżającym się wydarzeniem. Krzysztof znany jest z fantastycznych występów na żywo. Tym razem również nie zawiódł.

Kiedy dowiedziałam się, że koncerty będą odbywać się na scenach teatrów tudzież filharmonii, byłam dość sceptycznie nastawiona. Nie przepadam bowiem za siedzeniem podczas takich imprez. Teraz jednak wiem, dlaczego zdecydowano się na taki ruch i uważam, że to była bardzo dobra decyzja. Repertuar pełen, jak to sam Zalewski określił, zaawansowanych utworów wymaga odpowiedniego nastroju, okoliczności i koncentracji publiczności. To wszystko zapewnia właśnie teatr.

Można powiedzieć, że Zalewski zaczął od końca, gdyż zgromadzona licznie widownia na początku usłyszała dźwięki Outro (inspirowanego Blue Community), wieńczącego cały album. Następnie zagrano Doloniedolę, a do wykonania Przyjdź w taką noc dołączyły siostry Przybysz, które towarzyszyły Zalewskiemu już do końca występu. Co ciekawe, każda z wokalistek wykonała piosenki Niemena, spoza tracklisty płyty – Natalia zaśpiewała Mów do mnie jeszcze, natomiast Paulina anglojęzyczne Ode to Venus. Naprawdę żałuję, że żaden z tych wykonów nie jest nigdzie dostępny!

Kiedy przyszedł czas na ostatnią piosenkę tego wieczoru, Domek bez adresu, całe audytorium wstało i tak spędziło też bis. A jeśli już o nim mowa – najpierw Krzysztof zaśpiewał Sen o Warszawie w akompaniamencie jedynie gitary i śpiewu publiczności, później raz jeszcze zagrano Jednego serca i Począwszy od Kaina. Pomiędzy Snem a Jednego serca na scenie pojawiły się przedstawicielki wytwórni Kayax z informacją, że Zalewski zdobył dwie złote płyty – za album Złoto oraz singiel Miłość Miłość. Jego reakcja, zaskoczenie przemieszane z wielką radością, była bezcenna. Został nagrodzony gromkimi brawami i odśpiewano mu Sto lat.

Ta seria koncertów jest wyjątkowa. Nie zazna się tutaj koncertowego szaleństwa, gdzie braknie oddechu i sił do skakania, ale przeżyje się prawdziwą muzyczną ucztę. Każdy utwór brzmi wyjątkowo, zarówno od strony wokalnej (Krzysztof i siostry Przybysz należą do tych artystów, którzy na żywo wypadają jeszcze lepiej niż na nagraniach studyjnych), jak i instrumentalnej. Bogate dźwiękowo Status mojego ja czy Pielgrzym zagrane na żywo to coś, co każdy meloman powinien przeżyć. Nie usłyszeć – przeżyć.

Niełatwo mi opisywać wczorajsze wydarzenia. Idąc na koncert, spodziewałam się, że to będzie coś wielkiego, ale rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. To był trzeci raz, kiedy miałam okazję zobaczyć Zalewskiego na żywo i nie był to ostatni raz – Krzysztof po raz kolejny pokazał klasę, wachlarz swoich ogromnych umiejętności, poczucie humoru i artystyczną wrażliwość. Jeśli zastanawiacie się, czy wybrać się na Zalewskiego śpiewającego Niemena, nie róbcie tego dłużej tylko idźcie. Idźcie i zachwycajcie się, bo naprawdę jest czym. https://i0.wp.com/funkyimg.com/i/2C3PS.jpg?resize=309%2C458

https://i2.wp.com/funkyimg.com/i/2C3PT.jpg?resize=354%2C311
fot. Magda Brodowska

Tags
Show More

Karolina Młynarska

Studentka filologii polskiej. Miłośniczka literatury, tenisa, grafiki komputerowej, Warszawy i historii XX wieku. Najczęściej słucha polskiej muzyki rockowej, alternatywnej i elektronicznej, choć nie lubi się ograniczać.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close