Dział Publicystyka Zalewski śpiewa Niemena w Warszawie, relacja Marty Umiejewskiej

Zalewski śpiewa Niemena w Warszawie, relacja Marty Umiejewskiej

Kilka miesięcy temu miałam okazję być na spotkaniu z Krzysztofem Zalewskim z okazji wydania płyty winylowej „Zalewski śpiewa Niemena” i już wtedy narobił mi on apetytu, mówiąc, że „obecne wersje koncertowe są jeszcze lepsze niż wersje z albumu”, a już te z płyty uważałam za znakomite. Potem apetyt zaostrzyły niezwykle pochlebne opinie, które znalazłam w Internecie: „niezapomniany koncert”, „wspaniały głos” „spędzenie wieczoru z takimi ludźmi było przyjemnością dla ucha i oka”.

Wiedziałam, że koncerty w Warszawie są już wyprzedane, więc powoli zaczynałam tracić nadzieję, że usłyszę te nieśmiertelne utwory na żywo. Ale w końcu się udało.

Gdy weszłam do teatru, był on przepełniony ludźmi. Cała sala z niecierpliwością czekała na pierwszą piosenkę, żeby trochę posłuchać, a trochę ocenić wykonania Krzysztofa. Osoba, która porywa się na (jak to określił sam Zalewski) „świętość narodową” musi się niestety liczyć z tym, że będzie porównywana do oryginału. Na szczęście zespołowi, który pracował nad tą płytą, udało się odnaleźć własne brzmienie i własne interpretacje znanych utworów, a przy tym nie narazić na zbyt ostrą krytykę ze strony melomanów wiernych Niemenowi i jego twórczości.

Na koncercie publiczność ponownie wyraziła swoją aprobatę i uznanie. Dla trio Zalewski – Przybysz – Przybysz był to podwójny sprawdzian, ponieważ na widowni siedziała Natalia Niemen. Nowe aranżacje ewidentnie jej nie zawiodły – do każdej piosenki podchodziła bardzo entuzjastycznie, biła brawo, a nawet wykrzykiwała słowa pochwały (oraz radosne „łuhuu!”) w stronę sceny.

Niewymuszony profesjonalizm Zalewskiego był przełamany powściągliwym, ale jednak szaleństwem sióstr Przybysz, które choć stały w chórkach, to zdecydowanie nie stały w cieniu. Miały zresztą okazję popisać się swoim wokalem, samodzielnie wykonując dwie piosenki. W pozostałych tworzyły bardzo ciekawe i potrzebne utworom tło muzyczno-taneczne.

Urokiem występów na żywo jest to, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Również na tym koncercie pojawiły się pewne przeszkody natury technicznej – Zalewski zerwał strunę i przez chwilę nie działał mu mikrofon. Wokalista z typowym dla siebie wdziękiem poinformował o tym publiczność i bardzo zwinnie uporał się z problemem.

Bardzo miłym akcentem na koniec koncertu było wręczenie całemu zespołowi Złotej Płyty. Krzysztof Zalewski przyznał, że obawiał się odbioru tego krążka, więc nagroda sprawiła mu piękną niespodziankę. W ramach zwieńczenia całego wydarzenia, zgromadzona w stolicy publiczność odśpiewała wspólnie z artystami „Warszawski Sen”.

Popularne