Co prawda YT Red jest dostępny na ograniczonym terytorium, jednak 1,5 mln subskrypcji w rok to nie jest wyczyn.

1,5 mln subskrypcji Red

Jak informuje magazyn The Verge YouTube Red – serwis on-demand audio Google’a – po roku od uruchomienia (28.10.2015) posiada 1,5 mln subskrypcji oraz 1 mln kont trialowych. Czy to dobry wynik? Zdaniem komentatorów, to wielka klapa. Daniel Sanchez z DMN zauważa, że dla porównania Tidal w pierwszym roku uzyskał 2,1 mln subskrypcji*. Jak dla mnie to stawia YT Red… w bardzo dobrym świetle!

Tidal od samego początku promowany był przez największe nazwiska w branży, a ich fani masowo zmieniali profilowe zdjęcia Social Media na cyjanowe plansze z hasztagiem #TidalForAll. Dodatkowo YT Red dostępne jest zaledwie w USA, Meksyku, Australii i Nowej Zelandii. Nie wiem jaki potencjał mają te wszystkie kraje, jednak w USA na koniec 2015 roku było 10,8 mln subskrypcji na 68 mln globalnie (dane RIAA i IFPI). Tak więc 1,5 mln jak na serwis kompletnie niepromowany to moim zdaniem sukces; argument, że na blisko miliard aktywnych userów to mało, można wsadzić między bajki, bo nawet 1% o YT Red nie usłyszało.

Pozostaje pytanie – dlaczego YouTube nie promował Red? Być może chodziło o spełnienie żądań wytwórni muzycznych i publisherów, którzy walczą z serwisem pod hasłem „Value Gap” – chociaż jak widać bez szansy na rozwiązania tego problemu.

* Rozumiem, że to liczba nowych subskrypcji uzyskanych w rok. The Verge po roku działalności Tidala poinformowało, że serwis miał 3 mln subskrybentów, z czego 1,35 mln Hi-Fi. Oznaczałoby to, że 3,0 mln – 2,1 mln = 0,9 mln subskrypcji było z poprzedniego serwisu WiMP.




Dlaczego wolę YouTube Red od Spotify?

YouTube Red powstało wskutek połączenia idei YouTube Key – usługi umożliwiającej słuchania muzyki z YouTube bez reklam, off-line na urządzeniach mobilnych wraz z funkcją „muzyka w tle” – z Google Play. W ten sposób użytkownicy YouTube Red mieli dostęp do katalogu Google Play (czyli muzyka „albumowa” taka jak w Spotify) rozszerzonego o muzykę z YouTube’a – zarówno piosenki niewydane jak i wykonania live.

Innymi słowy – YouTube Red oferowało prawie to samo co Spotify (katalog Google Play jest fakt faktem mniejszy) rozszerzony o prawdziwy ocean muzyki na YouTube (w tym też tej nielicencjonowanej). Szczerze mówiąc, gdyby Red był dostępny w Polsce, bez wahania wykupiłbym subskrypcję w zamian za Spotify. A Wy?

Nota redaktorska: Artykuł pierwotnie pojawił się na blogu Mateusza – PopRunTheWorld. Jednak jako, że współpracujemy z Mateuszem, przedruk pojawił się i u nas.