Jeszcze kilka miesięcy pewnie musiałbym Wam ich przedstawiać. Dzisiaj wszyscy wiecie, kim są Years & Years. Doczekaliśmy się w końcu momentu, kiedy możemy posłuchać ich debiutanckiego albumu. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie doskonale. No i jest. Z drobnymi potknięciami, ale jednak.

Higher Than Before – Did It Make You Feel Good?

Niezmiernie ciężko jest pisać recenzję albumów, które są doskonałe. Wiecie, gdy coś jest, chociaż odrobinę zepsute, można ponarzekać. Gdy jest naprawdę do dupy… o, wtedy to można się rozwodzić i pastwić się nad ofiarą. Prawić komplementy jest trudniej. Jednak, gdy bierze się do ręki wydawnictwo o nazwie Communion, a autorami tego dziełka są Years & Years trzeba znaleźć odpowiednie słowa, by nachwalić, a jednocześnie nie nasłodzić. Byście wiedzieli, że to jest znakomite, ale jednocześnie nie mieli odruchów wymiotnych czytając moje zachwyty. Spróbuję.

Już przed oficjalną premierą mieliśmy ogólny zarys tego, co dostaniemy na tym albumie. I nie mówię tu tylko o oficjalnych singlach – King czy Shine. Z wcześniejszych epek znaliśmy również Eyes Shut, Real, Take Shelter czy Memo. Panowie podsycali również atmosferę wydając m.in. Desire, Worship czy Foundation. Prawie cała płyta była znana, jednak mimo to czekaliśmy. Brakowało tej jednej finalnej kropki na i (i kilku utworów).

Seek Yourself in Another Way

Całość nie brzmi dobrze. Wszystkie utwory, słuchane raz po raz męczą. Wszystko zlewa się w jeden wielki densowy twór i powoduje uczucie znużenia. Jest tutaj naprawdę sporo kawałków w stylu King, a mało spokojnych jak Memo. To jest moje pierwsze odczucie. Osobno każdy z utworów brzmi jak arcydzieło, wspólnie – nie do końca. Jednak słuchając płyty piąty raz, dziesiąty raz czy piętnasty – uczucie „głośności” i „przeprodukowania” płyty znika. Zaczyna się wyłapywać wszystkie małe i drobne smaczki. Zaczyna się dostrzegać perfekcję w produkcji. Tu nie ma żadnej pomyłki, każde brzmienie jest starannie dopracowane, każdy wokal idealnie wpasowany, każdy bębenek, cymbałki, elektroniczne pierodlety – są na miejscu.

Rozdrabniając się na kawałki – z tych, które poznaliśmy przed premierą – kocham Take Shelter (ta buńczuczność, dzikość), Eyes Shut (wyciszenie, spokój) czy Memo (po prostu… wszystko!). Rozumiem przebojowość King i Shine. Innego wyboru na single nie mogło być (no może Ties…). Te kawałki są doskonałe. Nie do końca zaprzyjaźniłem się z Worship, tak już chyba zostanie.

Everybody’s Screaming Out Your Name… Are You Scared?

Panowie zaskoczyli mnie faktem, że wszystko, co nam pokazali, to wcale nie wszystko, co najlepsze. Ties zdecydowanie wyszło na prowadzenie wśród najlepszych utworów, jakie stworzyli. Zachwyciło również Gold oraz rozpaliło Border (będące dla mnie trochę takim następnym poziomem w ewolucji Take Shelter). I tu również znalazło się miejsce dla piosenki, z którą nie do końca od razu się pokochałem – Without. Jednak widzę, że z czasem nabierze dla mnie takiego samego znaczenia jak wielbione przeze mnie Memo. Zupełnie nowego znaczenia i przebojowości nabrało Desire, a rozpoczynające całe wydawnictwo Foundation pokazało talent Olly’ego i jego kolegów. Trochę żałuję, że Foundation to jedyny taki utwór na albumie, że jest tak krótki i takiej magii, tajemnicy i poczucia niepokoju jest tutaj tak mało. To zdecydowanie coś, z czym Years & Years powinni poeksperymentować przy kolejnych wydawnictwach.

Patrząc od strony technicznej, ten album to mistrzostwo. Jak już wspomniałem, produkcja powala na kolana. Serio, jest tutaj tak dużo smaczków, tak dużo przeróżnych rozwiązań, dodatków, malutkich perełek i większych brzmień. Ojejku, pewnie jeszcze przez kolejne dni będę odkrywał nowe dźwięki. Kolejna sprawa, która tak właściwie przeświadczyła o tym, że tak bardzo pokochaliśmy ich i ich muzykę to głos Olly’ego. Przede wszystkim jest niepowtarzalny. A w czasach, gdy już wszystko słyszeliśmy, wszystko widzieliśmy – niepowtarzalność jest w cenie. Głos Olly’ego jest unikatowy, a produkcje są świeże. Unikalność + świeżość = sukces.  A do tego, jeśli jeszcze dorzucimy niesamowitą skromność całego bandu = Dużo sukcesu.

Kings

Co dalej? Zasłuchujmy się. Panowie już odnieśli sukces, podbili Wielką Brytanię, jak i całą Europę. Ze Stanami trochę jest inaczej, ale to nie do końca coś, co jest im potrzebne. Wydana została również wersja deluxe albumu, gdzie mamy m.in. akustyczne King czy naprawdę dobry utwór – I Want to Love. Osobiście żałuję, że nie dorzucono jeszcze kawałka Eyes Shut w wersji Vevo Lift (Stripped & Live) oraz akustyczne Memo ze Småll Sessions w Berlinie. Obydwa nagrania wrzucam pod recenzją. To między innymi dowód na niesamowitość, niepowtarzalność i… zajebistość (no co!) głosu Olly’ego. Niech mym ostatnim zdaniem będzie takie coś – nie czekajcie, idźcie do sklepów i sprawcie sobie radość. U nas będzie mnóstwo konkursów z tym albumem – ale nie czekajcie. Jak wygracie, to podarujecie radość znajomym. Z radością dla siebie nie czekajcie.

I Wanna Be Bigger Than a Life

  • nie jestem ich fanem, wydaje mi się że to co najlepsze zostało singlem a reszta która jest dla mnie nijaka jest normalnym utworem na albumie ;p

  • doskonały, zgadzam się :)

  • Zasadniczo robienie jakiejkolwiek recenzji nie ma dziś sensu, bo w zasadzie poznaliśmy większość materiału przed premierą albumu.
    Póki co pozostało nam kilka mniej osłuchanych utworów, ale chyba to co najlepsze już pokazali wcześniej. Niemniej album warto zakupić, bo chłopaki robią kawał dobrej roboty. Żałuję że jestem aktualnie odciety od świata i nie mam jak zakupić, ale chyba coś się dla mnie zostanie jak wrócę. :D

  • Perfekcja, absolutnie się zgadzam. „Ties”, „Gold” (przepiękne góry Olly’ego, ah!) i „I Want To Love” to spokojne, potencjalne single, a „Ready For You”, „Without” nieźle chwytają za serce. Najmniej mi się zarysowało w pamięci „Border” i „1977” ale jestem pewna, że to kwestia czasu :D O tym, co znaliśmy, to już nawet nie wspominam, bo wielbię od xxx miesięcy, haha. Produkcja produkcją, ale te teksy!

  • Dariusz Kozera

    W 99% zgadzam się z tą recenzją. Jedyne co mi nie pasuje, to te ,,małe potknięcia”. Moim zdaniem tego albumu nie trzymają się nawet najmniejsze potknięcia. Ten album to mistrzostwo i klasa sama w sobie. Od dawna nie spotkałem się z tak udanym debiutem.
    Cieszę się, że was również zachwyciło „Ties” oraz „Gold”. Osobiście cieszę się, że te dwie perełki nie zostały wybrane na single. Dzięki nim jeszcze przyjemniej odkrywało mi się cały krążek.
    No i jeszcze utwory z wersji deluxe :) Płyta od 1 do 17 kawałka jest niezwykła i polecam ją dosłownie wszystkim :D Jak dla mnie 10/10 :)

  • Trafnie zostało wspomniane,że jako całość piosenki z albumu trochę się zlewają i ten densowy zawrót głowy może być trochę męczący. Nie zgodzę się do końca,że jest to album jakoś specjalnie wybitny. Nie jest. Brak na nim różnorodności i jest trochę tak,jak się spodziewałem,że zagubią to jedyne w swoim rodzaju brzmienie z „Take Shelter” czy „King” i będzie to brzmiało trochę jak połączenie The Weeknd z Bastille. Myślę,że dwóch wcześniej wspomnianych utworów nic z pozostałych nie przebija,ale „Desire”,”Eyes Shut”,”Without” i „Border” są niczego sobie. Ja daję takie słabe 7/10.

  • Justine T.

    Jezu ten debiut to mistrzostwo świata! Już od dawna było czuć, że ten zespół naprawdę wyda COŚ, ale wiedzieć to a być przygotowanym – to dwie różne bajki. Zgadzam się w że może na początku całość się lekko męczyć, ale biorąc pod uwagę, że nieznane utwory pomieszały się ze znanymi to sprawiało, że ja się nie nudziłam, wręcz skakałam z radości i byłam w pozytywnym szoku! Z każdym kolejnym odsłuchem zwracałam uwagę na zupełnie inne dźwięki i to tylko potwierdza wyjątkowość tego krążka!
    Panowie wykonali kawał dobrej roboty, a Ties i Gold mnie po prostu zachwyciły! :D Zgodzę się, że na wersji delux mogły znaleźć się wspomniane przez Was wykonania, bo Olly na nich szaleje! A właśnie Olly.. Jego wokal to coś niesamowitego i zachwycał mnie z każdą kolejną piosenką coraz bardziej! Niezwykłe! 10/10! :D

  • Recenzja fajna. Ja na razie na temat płyty się nie wypowiem, gdyż całości nie słyszałem (choć wersja Deluxe już zamówiona). Jedyne co może mnie martwić, to to, że Years & Years stają się bardziej popularni, co może oznaczać, iż za jakiś czas staną się bardziej komercyjni, bardziej radiowi, że ich następne wydawnictwa zostaną „bardziej rozwodnione”, aby dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Nie chciałbym tego.

  • Recenzja fajna. Ja na razie na temat płyty się nie wypowiem, gdyż całości nie słyszałem (choć wersja Deluxe już zamówiona). Jedyne co może mnie martwić, to to, że Years & Years stają się bardziej popularni, co może oznaczać, iż za jakiś czas staną się bardziej komercyjni, bardziej radiowi, że ich następne wydawnictwa zostaną „bardziej rozwodnione”, aby dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Nie chciałbym tego.

  • A ja się zgadzam, uważam że album jest świetny i sam Olly robi swoim głosem połowę sukcesu. Jeśli miałabym wybrać najlepsze (moim skromnym zdaniem) utwory to byłyby to perełka ‚Memo’, a też ‚Gold’, ‚Eyes Shut’, ‚Without’ czy ‚Shine’. Jasne są też piosenki które mi do gustu nie przypadły (jedna czy dwie) ale umówmy się- nie da się zrobić albumu który zadowoli każdego w 100%. Niemniej jednak uważam, że jest to jeden z tych albumów który będzie walczył o nagrodę BRITs w przyszłym roku, ba jestem tego pewna! Świetny debiut i już jutro biegnę do empiku bo czas uzupełnić swoją płytotekę :)

    • Marta U

      a mnie zadowolił w 100% ^^

  • Szymon Kubik

    Bardzo wysokie oceny dla tego albumu nie wzięły się znikąd i Pan Łukasz próbuje nam to udowodnić i zachęcić do przesłuchania płyty ludzi, którzy jeszcze tego nie zrobili. Podpisuję się obiema rękami, a nawet wszystkimi kończynami pod stwierdzeniem, że w przyszłości Panowie z Years & Years powinni pójść w stronę „Foundation”. Rzeczywiście jest to najbardziej tajemniczy utwór ze wszystkich, jakie można znaleźć na płycie, trochę podchodzi pod The xx, ale tylko troszeczkę i tylko momentami. A takie inspiracje mi się podobają ;)