Years & Years - Communion
  • Data premiery:
    10 07 2015
  • Wytwórnia:
    Polydor Records, Universal Music Polska
  • Gatunek:
    synthpop, electronica, house
  • Single:
    Real, Take Shelter, Desire, King, Shine
Najlepsze utwory:

Najsłabsze utwory:

Jeszcze kilka miesięcy pewnie musiałbym Wam ich przedstawiać. Dzisiaj wszyscy wiecie, kim są Years & Years. Doczekaliśmy się w końcu momentu, kiedy możemy posłuchać ich debiutanckiego albumu. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie doskonale. No i jest. Z drobnymi potknięciami, ale jednak.

Higher Than Before – Did It Make You Feel Good?

Niezmiernie ciężko jest pisać recenzję albumów, które są doskonałe. Wiecie, gdy coś jest, chociaż odrobinę zepsute, można ponarzekać. Gdy jest naprawdę do dupy… o, wtedy to można się rozwodzić i pastwić się nad ofiarą. Prawić komplementy jest trudniej. Jednak, gdy bierze się do ręki wydawnictwo o nazwie Communion, a autorami tego dziełka są Years & Years trzeba znaleźć odpowiednie słowa, by nachwalić, a jednocześnie nie nasłodzić. Byście wiedzieli, że to jest znakomite, ale jednocześnie nie mieli odruchów wymiotnych czytając moje zachwyty. Spróbuję.

Już przed oficjalną premierą mieliśmy ogólny zarys tego, co dostaniemy na tym albumie. I nie mówię tu tylko o oficjalnych singlach – King czy Shine. Z wcześniejszych epek znaliśmy również Eyes Shut, Real, Take Shelter czy Memo. Panowie podsycali również atmosferę wydając m.in. Desire, Worship czy Foundation. Prawie cała płyta była znana, jednak mimo to czekaliśmy. Brakowało tej jednej finalnej kropki na i (i kilku utworów).

Seek Yourself in Another Way

Całość nie brzmi dobrze. Wszystkie utwory, słuchane raz po raz męczą. Wszystko zlewa się w jeden wielki densowy twór i powoduje uczucie znużenia. Jest tutaj naprawdę sporo kawałków w stylu King, a mało spokojnych jak Memo. To jest moje pierwsze odczucie. Osobno każdy z utworów brzmi jak arcydzieło, wspólnie – nie do końca. Jednak słuchając płyty piąty raz, dziesiąty raz czy piętnasty – uczucie „głośności” i „przeprodukowania” płyty znika. Zaczyna się wyłapywać wszystkie małe i drobne smaczki. Zaczyna się dostrzegać perfekcję w produkcji. Tu nie ma żadnej pomyłki, każde brzmienie jest starannie dopracowane, każdy wokal idealnie wpasowany, każdy bębenek, cymbałki, elektroniczne pierodlety – są na miejscu.

Rozdrabniając się na kawałki – z tych, które poznaliśmy przed premierą – kocham Take Shelter (ta buńczuczność, dzikość), Eyes Shut (wyciszenie, spokój) czy Memo (po prostu… wszystko!). Rozumiem przebojowość King i Shine. Innego wyboru na single nie mogło być (no może Ties…). Te kawałki są doskonałe. Nie do końca zaprzyjaźniłem się z Worship, tak już chyba zostanie.

Everybody’s Screaming Out Your Name… Are You Scared?

Panowie zaskoczyli mnie faktem, że wszystko, co nam pokazali, to wcale nie wszystko, co najlepsze. Ties zdecydowanie wyszło na prowadzenie wśród najlepszych utworów, jakie stworzyli. Zachwyciło również Gold oraz rozpaliło Border (będące dla mnie trochę takim następnym poziomem w ewolucji Take Shelter). I tu również znalazło się miejsce dla piosenki, z którą nie do końca od razu się pokochałem – Without. Jednak widzę, że z czasem nabierze dla mnie takiego samego znaczenia jak wielbione przeze mnie Memo. Zupełnie nowego znaczenia i przebojowości nabrało Desire, a rozpoczynające całe wydawnictwo Foundation pokazało talent Olly’ego i jego kolegów. Trochę żałuję, że Foundation to jedyny taki utwór na albumie, że jest tak krótki i takiej magii, tajemnicy i poczucia niepokoju jest tutaj tak mało. To zdecydowanie coś, z czym Years & Years powinni poeksperymentować przy kolejnych wydawnictwach.

Patrząc od strony technicznej, ten album to mistrzostwo. Jak już wspomniałem, produkcja powala na kolana. Serio, jest tutaj tak dużo smaczków, tak dużo przeróżnych rozwiązań, dodatków, malutkich perełek i większych brzmień. Ojejku, pewnie jeszcze przez kolejne dni będę odkrywał nowe dźwięki. Kolejna sprawa, która tak właściwie przeświadczyła o tym, że tak bardzo pokochaliśmy ich i ich muzykę to głos Olly’ego. Przede wszystkim jest niepowtarzalny. A w czasach, gdy już wszystko słyszeliśmy, wszystko widzieliśmy – niepowtarzalność jest w cenie. Głos Olly’ego jest unikatowy, a produkcje są świeże. Unikalność + świeżość = sukces.  A do tego, jeśli jeszcze dorzucimy niesamowitą skromność całego bandu = Dużo sukcesu.

Kings

Co dalej? Zasłuchujmy się. Panowie już odnieśli sukces, podbili Wielką Brytanię, jak i całą Europę. Ze Stanami trochę jest inaczej, ale to nie do końca coś, co jest im potrzebne. Wydana została również wersja deluxe albumu, gdzie mamy m.in. akustyczne King czy naprawdę dobry utwór – I Want to Love. Osobiście żałuję, że nie dorzucono jeszcze kawałka Eyes Shut w wersji Vevo Lift (Stripped & Live) oraz akustyczne Memo ze Småll Sessions w Berlinie. Obydwa nagrania wrzucam pod recenzją. To między innymi dowód na niesamowitość, niepowtarzalność i… zajebistość (no co!) głosu Olly’ego. Niech mym ostatnim zdaniem będzie takie coś – nie czekajcie, idźcie do sklepów i sprawcie sobie radość. U nas będzie mnóstwo konkursów z tym albumem – ale nie czekajcie. Jak wygracie, to podarujecie radość znajomym. Z radością dla siebie nie czekajcie.

I Wanna Be Bigger Than a Life