Na polskiej scenie muzycznej pojawił się zespół, który sprowadza drogę muzyki elektronicznej w nieco innym kierunku. YU, który tworzą Kuba Krupski, Scott Andrews oraz Samanta Janas kilka dni temu wydał swój debiutancki album We Are Sorry. Dlatego też zapytaliśmy ich o początki zespołu, pracę nad płytą oraz równie interesującą, wizualną stronę tego projektu.

Dominika Mrówczyńska: Ze względu, że jesteście zespołem debiutującym na rynku muzycznym, nie mogę nie zadać pytania – w jakich okolicznościach powstał YU?

YU: To jest jak z układaniem puzzli. Musisz mieć wszystkie elementy, żeby powstał obrazek. Okazało się, że wspólnie tworzymy całkiem ładny.

D.M.: Minął prawie rok od czasu kiedy zaprezentowaliście swój pierwszy utwór Hejty. Od tamtej pory zniknęliście na chwilę, aby teraz zadebiutować z płytą We Are Sorry. Czy w tym czasie dopieszczaliście jeszcze album, czy czekał on na odpowiedni moment na premierę?

YU: Czekaliśmy aż nasz materiał przestanie być modny. Gdybyśmy wypuścili tę płytę  wtedy, kiedy była modna,  to by przepadła wśród tysiąca podobnych, równie trendy projektów.

D.M.: We Are Sorry jest płytą o bardzo specyficznym brzmieniu. Współczesny odbiorca raczej ciężko radzi sobie z taką trudną muzyką. Skąd więc pomysł na stworzenie tak odmiennego projektu?

YU: Pracując nad płytą We Are Sorry zadawaliśmy sobie tylko jedno cholernie ważne pytanie – jakiej muzyki słuchałaby Godzilla? I taką płytę zrobiliśmy.

D.M.: Często bywa tak, że w procesie twórczym uczestniczą nie tylko członkowie zespołów. Jak to było w Waszym przypadku? We Are Sorry jest od początku do końca Waszą pracą, czy może jeszcze ktoś przyczynił się do powstania krążka?

YU: Na pewnym etapie zorientowaliśmy się że w naszej układance brakuje kilku puzzli. Okazali się nimi Scott Andrews (brytyjski pisarz), Zbyszek Piotrowski (realizator) Odio tess i Jakub Pieczarkowski (projektanci mody) i Mateusz Machalski (grafik).

fot. Michał Polak

D.M.: Specyfika albumu skierowała mnie do pytania, skąd czerpaliście pomysły na te nieoczywiste dźwięki i równie niezwykłe teksty?

YU: Pomysły są wszędzie. Wystarczy się tylko dokładnie rozejrzeć. Najlepiej zaglądać w miejsca, do których inni nie zaglądają. Wszędzie tam, gdzie coś jest brzydkie, nieudane, gdzie powstał błąd jest kopalnia najlepszych pomysłów. Zbieraliśmy te rzeczy i je naprawialiśmy, ale nie tak, żeby zaczęły poprawnie działać, ale żeby zmienić ich funkcje. To tak jakby z zepsutego odkurzacza zrobić czajnik.

D.M.: W jednym z opisów promujących płytę można znaleźć stwierdzenia, że YU jest przeciwko wszystkim radykalizmom, fundamentalizmom i skrajnościom. Właśnie tego rodzaju buntem chcecie trafić do słuchaczy?

YU: Jak się jest przeciwko wszystkiemu, to jest się przeciwko niczemu. Dalej w tym opisie jest, że YU jest jak spódnico spodnie. Jesteśmy dokładnie pośrodku, pomiędzy skrajnościami, pomiędzy  spodniami i spódnicami.

D.M.: Odzwierciedleniem wcześniej wspomnianego buntu jest utwór Hejty, promujący krążek. Po jego premierze spotkaliście się zarówno z falą pozytywnych komentarzy jak i wielu tytułowych hejtów. Spodziewaliście się takiej reakcji ludzi?

 YU: Tak. Hejty są utworem do bólu szczerym z naciskiem na słowo ból, albo nie , jednak z naciskiem na słowo szczery.

D.M.: Teksty albumu We Are Sorry, są napisane zarówno w języku polskim jak i angielskim. Celujecie swoją muzyką zarówno na polski jak i zagraniczny rynek muzyczny?

 YU: Celujemy w ludzi a nie w rynek. Albo ktoś YU pokocha, albo znienawidzi i obie emocje są dla nas tak samo ważne.

D.M.: Wracając do utworu Hejty. Stworzyliście do niego dość nietypowy teledysk. Lubicie „bawić się” video artem, grafiką, czy nawet modą?

YU: Interesuje nas bardziej antysztuka niż sztuka, a najbardziej brak sztuki, ale nie jesteśmy pewni , czy to jest zabawa.

fot. Michał Polak

D.M.: Kuba, jesteś wokalistą, którego do tej pory kojarzyło się z zespołów jak Tune czy Kamień, Kamień, Kamień, a więc z szeroko pojętym rockiem. Co pokierowało Cię na aż taką zmianę stylu muzycznego, który prezentujesz? Czy premiera We Are Sorry oznacza przerwę w funkcjonowaniu Tune?

YU: Jedno nie wyklucza drugiego. Nie wiemy w którą stronę skręcimy w następnym projekcie. Może Techno.

D.M.: Kontynuując temat We Are Sorry, najczęściej wydaniu nowego krążka towarzyszy trasa koncertowa. Po premierze płyty planujecie serię koncertów? Wzbogacicie je o oprawę wizualną, w postaci kostiumów, wizualizacji, itp.?

YU: Najważniejsze, żeby ludzie się dobrze bawili na naszych koncertach. Wizualna strona projektu jest dla nas tak samo ważna jak muzyczna. Pierwsze koncerty już za nami. Zrobiliśmy sobie  specjalny keyboard na którym zamiast dźwiękami, gramy obrazami.