Dział PublicystykaWywiady

„Zawsze kochałam muzykę i jej potrzebowałam, to oczywiste” – wywiad z Soniamiki

Jej debiutancki album – 7pm – ukazał się w 2009 roku nakładem niezależnej niemieckiej wytwórni. Trzy lata później, tym razem już w Polsce, światło dzienne ujrzała kolejna płyta artystki – SNMK, jednak oba wydawnictwa przeszły u nas bez większego echa. Przełomem okazał się rok 2016. W kwietniu bowiem odbyła się premiera Federico – pierwszego albumu Soniamiki, bo o niej mowa, wydanego przez dużą wytwórnię. Ukrywająca się pod tym intrygującym pseudonimem artystycznym Zosia Mikucka to kolejna perła polskiej sceny alternatywnej. Zapraszam do przeczytania wywiadu z artystką.

Jonatan Paszkiewicz: Zosiu, tytuł Twojego najnowszego albumu został zainspirowany postacią Federico Felliniego. Czym urzekł Cię ten artysta i co sprawiło, że zainteresowałaś się jego osobą?

Soniamiki: To nie do końca tak, że album jest zainspirowany Fellinim. To jest po prostu adres, pod którym może mieszka ta płyta, to mój od dawien dawna ukochany artysta.

JP: Płyta „Federico” to niemal wyłącznie Twoje autorskie dzieło – ­ od muzyki, poprzez warstwę tekstową, na produkcji skończywszy. Czy samodzielna praca czyni Twoją twórczość bardziej osobistą?

Soniamiki: Tak, na pewno, ale czasem to trochę pułapka. Są plusy i minusy takiej samodzielnej pracy.

JP: Jak powstawało „Fantazi”? Dlaczego właśnie tę piosenkę wybrałaś na pierwszy singiel i skąd zaczerpnęłaś pomysł na ten jakże słodki teledysk do niego?

Soniamiki: „Fantazi” to piosenka, która w ostatnim momencie pojawiła się w zestawie tych wszystkich piosenek. Jest najmłodsza na „Federico”. A dlaczego singiel? To wspólna decyzja moja, mojej manager i wytwórni. Wszyscy czuliśmy, że będzie dobra na start.

Teledysk to rzeczywiście mój pomysł i spełniałam tu moje od dawna noszone w sercu marzenie – teledysk w teatrze i woda zrobiona z folii (tak jak u Felliniego w „Casanova” albo „A statek płynie”). Postacie z teledysku, ogromny lizak z diamentem, to fikcyjne postacie pochodzące z serii opowiadań, które pisałam i piszę, a opowiadam czasem na koncertach.

JP: Która piosenka z nowego albumu jest Twoją ulubioną i dlaczego?

Soniamiki: „Good Dogs”… bo w moim odczuciu jest baśniowa…

JP: „Federico” to pierwsza płyta, którą wydałaś nakładem dużej wytwórni. Jakie dostrzegasz różnice pomiędzy promocją płyt „7pm” i „SNMK” a „Federico”?

Soniamiki: Na razie nie wiem, bo promocja dopiero się zaczyna. Zobaczymy :)

JP: Swoją twórczość określasz mianem złamanego popu (broken pop). Dużo w nim nieoczywistych, elektronicznych brzmień. Długo szukałaś swojej drogi, czy wręcz przeciwnie ­ – od zawsze wiedziałaś w jakim kierunku muzycznym chcesz podążać?

Soniamiki: Zawsze kochałam muzykę i jej potrzebowałam, to oczywiste, ale moja forma wypowiedzi to jest jakaś droga i poszukiwanie. Wydaje mi się, że trzeba się mocno w siebie wsłuchać, bo to chyba nie zawsze jest tak, że gramy muzykę dokładnie taką, jakiej słuchamy. To jest coś poza gustem, wynika z czegoś, czego nie umiem nazwać. Ja na przykład wiem, że ten rodzaj moich oszczędnych polskich tekstów zadomowił się w pewnej formie muzycznej, której trochę szukałam. Mam sporo piosenek z czasów, gdy szukałam tego połączenia, które miało okazać się moim kluczem.

JP: Czy Twoje utwory są owocem długiej i żmudnej pracy, czy też pisanie piosenek przychodzi Ci z łatwością, pod wpływem chwili?

Soniamiki: Główna melodia i treść to chwila, impuls. Produkcja i brzmienie to już kolejne etapy, ale przychodzą też same, tak jak melodia.

JP: Jesteś wszechstronnie utalentowaną artystką – ­ piszesz teksty, grasz na instrumentach, projektujesz swoje okładki i reżyserujesz teledyski. Efekty Twojej pracy sprawiają wrażenie dopracowanych co do jednego, najmniejszego szczegółu. Czy uważasz się za perfekcjonistkę?

Soniamiki: Chcę się uważać za perfekcjonistkę, chciałabym nią być, ale też nie zawsze, bo to czasem męczące i „nerwicze”­.

Nie jest tak, że projektuję swoje okładki – do tej pory zaprojektowałam jedną z trzech moich okładek – „SNMK” – więc raczej mniejszość :)

Trochę rysuję, ilustruję naokoło moich muzycznych działań. Teledyski reżyseruję, ale to też często na kolejnych etapach współpracy z ludźmi – tak było w przypadku „Fantazi”. Na pewno chciałabym mieć jeszcze więcej czasu i móc na przykład robić sama animowane teledyski, od czasu do czasu :)

JP: W swoich utworach zdarza Ci się łączyć język polski z angielskim. Bywa też, że polskojęzyczny utwór tytułujesz po angielsku. Czy jest jakiś głębszy przekaz takich zabiegów?

Soniamiki: Nie ma w tym głębszego i wydumanego przekazu, ale to taki jakby charakter pisma, nie zmieniam pewnych tytułów, bo w tak mocny sposób przylegają do danej piosenki, że dla mnie też stanowią jej sens.

JP: Wielu artystów przyznaje, że piosenka po angielsku jest znacznie łatwiejsza do napisania i wykonania niż piosenka po polsku. Jakie są Twoje odczucia? W którym języku jest Ci łatwiej siebie wyrazić?

Soniamiki: Łatwiej chyba po angielsku, bo jest tu więcej miejsca na abstrakcję i łatwiej wyśpiewuje się emocje. Ale ja lubię pisać po polsku, bo to dla mnie bardziej przylega, do tego świata, który ja stwarzam.

JP: Jakie uczucia towarzyszą Ci, kiedy wychodzisz na scenę i grasz dla ludzi, którzy przyszli specjalnie na Twój koncert?

Soniamiki: Bywa przeróżnie! Zawsze przed koncertem jest pewnego rodzaju radość i niewiadoma. Podczas koncertu staram się dawać z siebie całą energię. To mnie często wiele kosztuje, ja bywam bardzo nieśmiała, a scena jest miejscem, gdzie trzeba wyostrzyć emocje i dużo z siebie dać. To jest wyczerpujące, ale wspaniałe. Najbardziej nie lubię, gdy po koncercie nie jestem z siebie zadowolona, gdy wiem, że coś mi nie wyszło tak jak chciałam, bo to jest wyczerpujące.

JP: Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Czy na Twojej playliście jest miejsce dla utworów zgoła innych od twórczości zbliżonej do Twojej i wykonawców, którymi się inspirujesz?

Soniamiki: Przeważnie słucham muzyki zgoła innej niż to, co robię. Słucham bardzo mało elektroniki, elektropopu. Kiedyś sporo słuchałam Roisin Murphy i The Knife – to chyba jedyna elektronika, w jaką dość mocno wsiąkłam. Potem, na wiele lat, moim ulubionym zespołem był Gorillaz i w ogóle Damon Albarn. Zespołem ukochanym, takim top one, są Rolling Stonesi, których pokochałam w liceum i już pewnie zawsze tak będzie.

Kiedyś słuchałam dużo Nick Cave and The Bad Seeds, w podstawówce. Z nowych rzeczy słucham ostatnio Kinga Krule’a, Maca DeMarco, Perfume Genius. Ale ja zawsze uwielbiałam R&B, soul, Otisa Reddinga. Teraz sporo The Black Keys, Alabama Shakes, Unknown Mortal Orchestra.

JP: A czy masz jakichś ulubieńców wśród debiutantów na naszej rodzimej scenie?

Soniamiki: Lubię i cenię to, co robi Rebeka. To jest osobliwe, konsekwentne.

JP: Kończąc już, co sądzisz o polskim rynku muzycznym w kontekście czołówek list przebojów największych rozgłośni radiowych?

Soniamiki: Słucham czasem największych polskich rozgłośni muzycznych, żeby poznać klimat, którego pragnie większość ludzi, ale sprawdzam to z takich socjologiczno-ciekawskich pobudek. Ciekawi mnie to, czego chcą słuchać ludzie. Często nie umiem się tam odnaleźć jako słuchacz. Czasem się odnajduję, ale rzadko. Ostatnio najlepszą muzykę puszcza Czwórka.

Tags
Show More

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close