Młody, obiecujący wokalista. Sięga po klimaty bliższe jego starszym kolegom po fachu. Charyzmatyczny, cholernie utalentowany, mający za sobą prezentację debiutanckiego materiału. Wkrótce będzie o nim głośno, choć rozpoznawalność zdobywa szturmem już teraz. Zapraszam do przeczytania wywiadu z Piotrem Ziołą.

Łukasz Jaćkiewicz: W dłoniach trzymam Twój debiutancki krążek. Na okładce jawisz mi się jako wycięty z lat 50. czy 60. amant, bożyszcze damskich serc, trochę taki James Dean z najlepszych lat. Do tego skóra, papieros w ustach i zawadiacki kosmyk włosów. Taki image Cię kręci czy to może po prostu koncepcja okładki? Jak to jest z tym Piotrem Ziołą?

Piotr Zioła: Taki wizerunek mi odpowiada. Zawsze zabiegałem o to, żeby był on spójny z muzyką, którą prezentuję. Jest nieco bardziej niegrzeczny niż jawię się na co dzień, ale na scenie jak najbardziej się z nim utożsamiam.

Łukasz Jaćkiewicz: Inspiracja muzyką tamtych dekad słyszalna jest od pierwszego utworu. Jesteś jednak bardzo młody, skąd więc zafascynowanie tamtym okresem? Wiesz, nie każdy umie i chce czerpać z tego co było…

PIOTR ZIOŁA: Żyjemy w postmodernizmie. Tworzenie muzyki bez czerpania z przeszłości wydaję mi się niemożliwe, jednak u mnie jest to na pewno bardziej dosłowne. Prawdopodobnie wynika to z tradycji muzycznej, w której zostałem wychowany przez rodziców. Nabrałem szacunku do starego brzmienia, głównie za sprawą Amy Winehouse, która pomogła mi sięgnąć po twórczość artystów z przełomu lat. 50. i 60. ubiegłego wieku. Wtedy wymyśliłem siebie.

Łukasz Jaćkiewicz: W tamtym okresie muzyki słuchało się przede wszystkim z winyli. Teraz, gdy po latach do nich sięgamy, zachwycamy się wyjątkowym dźwiękiem, czymś co teraz nie jest spotykane. Jakie Ty masz wspomnienia z winylami? A może jest jakiś utwór, który po raz pierwszy dzięki niemu usłyszałeś i się w nim zakochałeś?

PIOTR ZIOŁA: Gdy przyszedłem na świat dominowały kasety, a następnie płyty CD. Powtórna moda na winyle nastała stosunkowo niedawno. Moi rodzice również odkurzyli swoją kolekcję i sukcesywnie ją pomnażają. Nie pamiętam pierwszego dźwięku z adaptera, wiem jednak, przy sprzątaniu najlepiej tańczy się do Elvisa Presleya.

Łukasz Jaćkiewicz: Jeśli jesteśmy już przy muzycznych throwbackach to modne jest teraz wracanie do tego, co było. Tak zrobiła Natalia Przybysz przy znakomitym big-beatowym Prądzie, w którym połączyła to, co było i to, co jest teraz. Słuchając takiej muzyki czujesz, że jest nam to w jakiś sposób potrzebne, że słuchacz tego pragnie?

PIOTR ZIOŁA: Tak! Nie zdecydowałbym się na taki krok, gdybym uważał inaczej. Czerpanie z poprzednich pokoleń to nic złego. Gdy słucham muzyki sprzed półwiecza, odczuwam pewien sentyment i nostalgię. Chciałem przemycić tę cząstkę na swojej płycie. Mam nadzieję, że nie jestem osamotniony w tej potrzebie.

Łukasz Jaćkiewicz: Słyszę jednak tu pewną nowoczesność, więc lekcję z łączenia klimatów zdałeś na piątkę z plusem. Zdradź mi zatem, co Piotr Zioła jako zwykły nastolatek słucha w domowym zaciszu i co w takim wypadku pomogło Ci uzyskać tę eklektywność dźwięków na płycie?

PIOTR ZIOŁA: Pomimo mojego zamiłowania do twórczości nieboszczyków, staram się być na bieżąco. Chodzę na koncerty i chłonę nowe brzmienia. Kradnę coś dla siebie i wykorzystuję w odpowiednim momencie. Dużo wynika z zabawy dźwiękiem. Na płycie, razem z moim producentem, zarejestrowaliśmy eksperymentalne hałasy na instrumentach, na których gra była mi obca.

Łukasz Jaćkiewicz: Współpraca z Natalią Przybysz musiała być dla Ciebie spełnieniem marzeń i muszę przyznać, że sam Ci tego zazdroszczę. Nagrywając Zapalniki czułeś jakąś presję, że nagrywasz utwór z tak wszechstronną, doświadczoną i utalentowaną wokalistką? Jaka Natalia okazała się w studiu?

PIOTR ZIOŁA: Jako dzieciak byłem fanem Sistars. Nigdy nie przypuszczałbym, że nagram wspólną piosenkę z jedną z sióstr. Pamiętam, że bardzo stresowałem się wizytą Natalii w studio. Jej obecność wywoływała we mnie onieśmielenie. Na szczęście wszystko z czasem ustąpiło, a Natalia okazała się bardzo pomocna. Jestem wdzięczny, że zgodziła się pojawić  na płycie.

Łukasz Jaćkiewicz: Właściwie jak to było z tym utworem? Zapalniki są polską wersją CFTCL czy na odwrót? Która wersja powstała jako pierwsza i dlaczego zdecydowałeś się na dwujęzyczność? Jaka jest historia tego utworu?

PIOTR ZIOŁA: Pierwotna jest wersja angielska. Z czasem, razem z producentem, doszliśmy do wniosku, że piosenka ma potencjał by zabrzmieć również
w języku polskim. Długo szukaliśmy odpowiedniej partnerki do duetu, ale teraz nie wyobrażam sobie by mógł to zaśpiewać ktoś inny niż Natalia. Zdecydowaliśmy się zamieścić na płycie obydwie wersje utworu, uzyskując tym samym kompozycję zamkniętą.

Łukasz Jaćkiewicz: Teksty napisali Ci i Karolina Kozak i Gaba Kulka. Jest też Kamil Durski i Radek Łukasiewicz. Masz wrażenie, że nad Twoją płytą współpracował taki wymarzony dream team, o którym marzy wielu młodych, początkujących artystów?

PIOTR ZIOŁA: Mam od kogo się uczyć, kogo podpatrywać. Trafiłem szczęśliwie. Jestem ogromnie wdzięczny, że otaczają mnie takie osoby.

Łukasz Jaćkiewicz: Twoją muzykę ciężko jednoznacznie zakwalifikować w szufladki. Mamy tu balansowanie na granicach stylistyki northern soulu, słychać dźwięki starego rhythm and blues, bigbit, rockową duszę. Nie chcesz być wkładany w ramy typu „Piotr Zioła – artysta bluesowy albo rockowy”? Chcesz być po prostu muzykiem i prezentować to, co czujesz?

PIOTR ZIOŁA: Cieszę się, że nie potrafisz przypiąć mi łatki. Osobiście bardzo tego nie lubię. Nie na tym polega wolność artystyczna.

Łukasz Jaćkiewicz: Muszę przyznać, że na pierwszy plan wysuwa się także Twój charyzmatyczny wokal, taki zadziorny, dziki, nieujednolicony, niski, momentami zachrypnięty. Uświadomiłeś sobie już, że to Twój wielki atut, którym zdziałać możesz wiele, bardzo wiele?

PIOTR ZIOŁA: Kiedy przechodziłem mutację, wcale nie uważałem tego za atut. Wcześniej moja skala była zdecydowanie większa. Bałem się, że przestanę śpiewać. Dopiero z czasem uświadomiłem sobie, że mogę wykorzystać to jako zaletę.

Łukasz Jaćkiewicz: Mówią o Tobie polski Paolo Nutini, wyróżniają Twoją muzyczną dojrzałość, gratulują świetnego throwbacku do poprzednich dekad. To motywujące porównania, które sprawiają, że chcesz jeszcze lepiej, jeszcze więcej, a tym samym uświadamiasz siebie samego, że wybrana przez Ciebie droga to był strzał w dziesiątkę?

PIOTR ZIOŁA: Uważam, że jestem we właściwym miejscu. Mając wspaniałych ludzi wokół siebie, mam nadzieję, że dalej będę realizować się w tym kierunku. Presja nie odstępuje na krok, ale staram się przekształcić ją w coś dobrego. Nie zabieram się jeszcze za drugą płytę, ale gdy to zrobię, dam z siebie wszystko.

Łukasz Jaćkiewicz: A gdy już jesteśmy przy Twojej dojrzałości to na co dzień wciąż jesteś nastolatkiem z głową w chmurach, skłonnym do robienia głupot i próbującym życia?

PIOTR ZIOŁA: Nie jestem pewien czy jestem dojrzały, ale wiem, że chciałbym nigdy nie dorosnąć.

Łukasz Jaćkiewicz: Wszyscy zgodnie też twierdzą, łącznie ze mną, że należysz do tych artystów, których powinno się prezentować bardziej w radiowej Trójce niż w eterach stacji komercyjnych. To jest ten klimat, to tam docenia się najlepszych. Taka droga Ci odpowiada i tym samym czy nie marzy Ci się wypłynięcie do szerszego grona show biznesu muzycznego?

PIOTR ZIOŁA: Cieszy mnie fakt, że zadebiutowałem na antenie Trójki. Tym bardziej, że to jedyne radio, którego od lat słuchają moi rodzice. Nie mam nic przeciwko promowaniu mojej muzyki w komercyjnych stacjach radiowych i jeżeli zdarzy się taka okazja, nie będę tego utrudniać

Łukasz Jaćkiewicz: Show biznes wiadomo jaki jest, potrafi zmieniać ludzi o 180 stopni. Potrafi zmieniać to, co tworzą. Jaka jest więc Twoja recepta na pozostanie sobą – dojrzałym artystą z dobrym krążkiem, który po prostu tego nie spieprzy, będzie szedł wyznaczoną drogą i nie uderzy mu woda sodowa do głowy?

PIOTR ZIOŁA: Ufam sobie, a jeżeli zwątpię, mogę liczyć na wsparcie przyjaciół i najbliższych. Trzeba wymagać przede wszystkim od siebie.

Łukasz Jaćkiewicz: Myślisz powoli o tym co będzie czy wolisz podążać kolejnymi ścieżkami, koncentrując się nad tym, co tu i teraz?

JPIOTR ZIOŁA: Jeżeli pytasz o drugi album, to nie, jeszcze o nim nie myślę. Sporo czasu spędziłem w studio i przez chwilę nie zamierzam się w nim zamykać ponownie. Długo czekałem na moment, w którym skonfrontuję materiał z publicznością podczas koncertów. Obserwuję i wyciągam wnioski. Przede mną występ na Open’erze i jesienna trasa. Nie mogę się doczekać!

  • Ciekawy wywiad ze świetnym artystą. Bardzo miło się czytało. Na pewno będę śledziła losy tego artysty. ;)