PIONA to polski duet muzyczny na który składa się dwójka doświadczonych muzyków. Kojarzyć możecie ich z utworu „Lawina”, który nagrany we współpracy z Ptakovą, zdobył uznanie słuchaczy. Porozmawiałem z chłopakami na temat ich planów na przyszłość, współpracy z innymi artystami oraz o tym czy polski rynek muzyczny gotowy jest na taką muzykę, jaką nam prezentują.

Paweł Markiewicz: Piona to duet, który dla niektórych jest znany, dla innych wciąż traktowany jako debiutanci. Jak byście się opisali w kilku zdaniach?

PIONA: Jako „zespół” faktycznie jesteśmy debiutantami. Na koncie mamy w sumie jedną całą epkę i jeden nowy singiel. Jesteśmy dopiero na etapie budowania rozpoznawalności Piony. Z drugiej strony, jako didżeje i ludzie od ponad 15 lat związani ze sceną klubową (Igor to połowa duetu Last Robots, a Tomek był częścią kolektywu Beats Friendly prowadzonego przez Novikę) jesteśmy wręcz weteranami. Niestety to nie przekłada się bezpośrednio na sukces Piony. Nasze doświadczenie oczywiście pomaga w wielu kwestiach, od finansowania naszych działań zaczynając, na ułatwionym kontakcie z mediami kończąc. Ale z nowym projektem mamy dokładnie tak samo pod górę jak wszystkie inne początkujące zespoły. To, że od 15 lat gramy muzykę w klubach pomaga nam w konstrukcji utworów, natomiast nie ma wpływu na to czy te piosenki spodobają się publiczności.

Paweł Markiewicz: Niektórzy artyści lubią iść utartymi ścieżkami i po odniesieniu sukcesu tworzą muzykę podobną do tej, która zdobyła listy przebojów. U Was tak się nie stało. Lawina znacznie różni się brzmieniowo od Listu. Myślicie, że nowa kompozycja zawładnie sercami Polaków?

PIONA: Lawina może jakimś super hitem krajowym się nie stała, ale bardzo cieszy nas jej dobre przyjęcie przez słuchaczy i stacje radiowe. Ludziom naprawdę ta piosenka bardzo się podoba, wiemy to, cały czas dostajemy takie sygnały. A jeżeli chodzi o media to rok od premiery nadal jesteśmy „królami nocy” w dużych stacjach radiowych. Co do Listu to nie wiemy jak będzie. Lawina ruszyła powoli, jak prawdziwa lawina, chwilę musieliśmy poczekać aż dotrze do odbiorców. My osobiście bardzo lubimy List, znamy tę piosenkę od dawna, mimo tego, że dopiero teraz ujrzała ona światło dzienne. Wierzymy w to, że się spodoba.

Paweł Markiewicz: Kolejny raz stawiacie na piosenkę z Ptakovą. Jak się poznaliście i jak doszło do Waszej pierwszej współpracy?

PIONA: Ptakovą poznaliśmy dzięki Karolinie Kozak. Tomek zniechęcony poszukiwaniem wokalistów do współpracy poprosił o pomoc Karolinę, a ta była akurat świeżo po obejrzeniu koncertu SOXSO, w którym śpiewa Natalia. Z Natką pracuje nam się super. Z innymi wokalistami, z którymi próbowaliśmy współpracować wyglądało to mniej więcej tak, że najpierw przechodziliśmy fazę „tak, tak, zróbmy coś razem”, potem przez dwa miesiące „potrzebuję jeszcze dwa tygodnie”, a potem „sorry, jednak mi się nie udało nic fajnego napisać”. Natalia pracuje bardzo szybko. Jeżeli podoba jej się piosenka, to w ciągu kilku dni, tekst, melodia i pierwsza zaśpiewana wersja jest już na naszym komputerze. Ważne jest też, że wytrzymuje nasze poczucie humoru i ma do nas cierpliwość.

Paweł Markiewicz: Zapewne macie takich artystów, których chcielibyście zaprosić do duetu. Kto Wam się marzy, kogo chcielibyście poprosić o współpracę?

PIONA: Przede wszystkim chcielibyśmy pracować z ludźmi, którzy nie są kojarzeni ze sceną klubową, wtedy taka współpraca ma większą wartość. Od momentu kiedy zrobiliśmy remix dla Sorry Boys chcielibyśmy współpracować z Belą Komoszyńską. Fajnie byłoby nagrać piosenkę z Krzyśkiem Zalewskim – jest chęć po obu stronach, ale trochę obawiamy się, że Krzysztof zmiażdży nas swoim talentem i multinstrumentalizmem ;). Julia Pietrucha jest super, mogłaby to być ciekawa współpraca. No i Brodka, ale jej to się boimy nawet zapytać ;)

Paweł Markiewicz: Nowy singiel zapowiada drugą EPkę. Czego możemy się na niej spodziewać? Znajdziemy na nich więcej instrumentali czy kompozycji śpiewanych? Zdradźcie nam coś!

PIONA: Druga EPka w chwili obecnej wygląda jak List plus utwory instrumentalne, bardziej wciągające, przestrzenne, może nawet trochę mroczniejsze. Natomiast nie jest powiedziane, że tak będzie wyglądała jej finalna wersja. Ciągnie nas zawsze w dwie strony – jedna to piosenki – my uwielbiamy melodie, a druga to oczywiście historia bardziej zbliżona do tego co gramy w klubach.

Paweł Markiewicz: Jeden mini-album już jest, drugi niedługo. Kiedy doczekamy się debiutanckiego longplay’a?

PIONA: Już ponad rok temu, przychodząc do Kayaxu, zapowiedzieliśmy im, że album ukaże się w 2020 i tego się trzymamy. Zważywszy na nasz tryb życia i pracy ten termin wydaje się najbardziej realny, ale też obawiamy się, że niewiele czasu już zostało i nie jesteśmy przekonani, że się wyrobimy ;)

Paweł Markiewicz: Jest Was dwóch. Razem spędzacie czas, razem tworzycie. Zapewne niejednokrotnie mieliście odmienne zdania co do finalnego brzmienia danej kompozycji. Jak sobie wtedy radzicie?

PIONA: No cóż, wtedy nie rozmawiamy ze sobą przez kilka tygodni, a sporny numer finalnie kasujemy, chyba, że jeden z nas wcześniej specjalnie skasuje piosenkę na złość temu drugiemu. Tak serio to nic takiego nie ma miejsca. Jeżeli widzimy podczas pracy, że jeden lub drugi traci zainteresowanie to odpuszczamy temat całkowicie i robimy nowy numer. Na szczęście na ogół zdajemy sobie sprawę, że to nie to w tym samym momencie.

Paweł Markiewicz: Teraz głównie przesiadujecie w studiu nagraniowym i nie występujecie przed szeroką publicznością. Fani czekają na trasę koncertową. Planujecie klubowe tournee?

PIONA: Bardzo byśmy chcieli grać koncerty. Mamy za sobą jedynie wizyty w telewizjach śniadaniowych i w naszym wykonaniu jest to jednak bardziej rodzaj performance’u na granicy z pantomimą, niż występ. Do tej pory problemem była ograniczona liczba gotowych utworów, teraz jest już lepiej, mamy wystarczającą ilość do zagrania normalnego koncertu. Mogliśmy już wielokrotnie pójść na łatwiznę i grać jako „PIONA dj set” lub „PIONA Soundsystem” z nami za dekami i Natalią na mikrofonie, ale to nie to co byśmy chcieli robić, byłoby też zbyt blisko do tego co zawsze robiliśmy. Koncerty to jednak święto, powinny dobrze brzmieć, dobrze wyglądać, a my nadal jesteśmy jednak projektem studyjnym. Wejście na scenę będzie wymagało od nas dodatkowej pracy, ale chętnie to zrobimy.

Paweł Markiewicz: Tajemnicą nie jest, że Wasza muzyka oscyluje na granicy house’u i dance’u. Myślicie, że polscy słuchacze są gotowi na takie brzmienia?

PIONA: Wydaje nam się, że nasza muzyka jednak bardziej tańczy na granicy między housem, new disco i popem. Czy publiczność jest gotowa na takie rzeczy? Pewnie tak – wystarczy popatrzeć na sukces Disclosure, Duke’a Dumonta, Gorgon City, Rudimental etc.

Paweł Markiewicz: Jak oceniacie nasz rynek muzyczny w tej kwestii. Mamy się czym pochwalić czy daleko nam jeszcze do standardów zachodnich?

PIONA: Na skalę polską mamy świetnych artystów, dużo ciekawych rzeczy dzieje się w polskiej muzyce. A czy to się podoba na zachodzie to już tamtejszy rynek na bieżąco weryfikuje.

Paweł Markiewicz: Na co dzień również słuchacie takiej stylistyki czy są to odrębne brzmienia?

PIONA: Na co dzień oczywiście jesteśmy na bieżąco z muzyką elektroniczną, przygotowujemy się przecież m.in. do setów didżejskich oraz audycji radiowej, bookujemy też artystów na koncerty i festiwale – ze względu na specyfikę naszej pracy musimy być na czasie. Dodatkowo w wolnym czasie Igor jest specjalistą w słuchaniu setów didżejskich new disco, Tomka muzycznie znosi bardziej w stronę alternatywy oraz smutnych dziewcząt i chłopców z gitarami.