Niedawno wydała swoją pierwszą płytę pod własnym imieniem i nazwiskiem. Od lat porównywana do swojej siostry Natalii, wciąż podąża ścieżką, którą sobie wyznaczyła. Naturalna, wiecznie uśmiechnięta i ciesząca się życiem. Zapraszam do przeczytania zapisu mojej rozmowy z Pauliną Przybysz.

Łukasz: Marta Kosakowska, czyli Marika powiedziała mi kiedyś, że potrzebowała czasu, musiała dojrzeć, aby wydać płytę pod swoim imieniem i nazwiskiem. „Chodź tu” to także Twoja pierwsza płyta bez pseudonimu. Masz podobne odczucia?

Paulina: Nie wiem, czy dojrzałam (śmiech). Od zawsze kochałam być częścią składów i być częścią bandy. Przez te wszystkie lata lubiłam mieć wokół siebie ludzi, którzy byli moją drugą półkulą. Natomiast jest to bardzo trudno pchać wózek do przodu, gdy każdy ma inne zajęcia.

Łukasz: Każdy muzyk gra także z innymi i ma różne równoległe priorytety.

Paulina: Priorytety priorytetami, ale muzyka jest na tyle trudna, że musisz z czegoś żyć, jeżeli nie chcesz być hobbystycznym muzykiem. Więc każdy muzyk gra z innymi muzykami i ma powypełniany kalendarz datami. Poczułam, że chcę zrobić coś, co ode mnie będzie zależało i to mój kalendarz będzie decydował, czy trasa będzie, czy też nie (śmiech). Wszystko jest bardziej autonomiczne, wręcz autorytarne z mojej strony. Mam to w garści i mam nad tym kontrolę, mimo że jest to bardzo ciężkie mając dwójkę dzieci, wiadomo ale jest to bardzo konkretne i pozwala prowadzić jakąś narracje, wizję z jednego centrum dowodzenia. Bardzo mi się to obecnie podoba bo wiem co chcę powiedzieć.

Łukasz: A czujesz, że to trochę dla Ciebie taki nowy start?

Paulina: Zawszę tak czuję przy każdej nowej płycie. Jest to dla mnie nowy start, ale nie nowa sytuacja.

Łukasz: Początki Twojego solowego grania to Pinnawella. Wydałaś dwie płyty i mam wrażenie, że jest to już dla Ciebie temat zamknięty. Pinnawella odeszła w zapomnienie?

Paulina: Szczerze, nie wiem co będzie dalej, ale faktycznie mam frajdę teraz z bycia sobą bez większych szyfrów w nazwach.

Łukasz: Mam takie wrażenie, że to trochę była taka wersja demo Twojej twórczości.

Paulina: Myślę, że tak. Pinnawella była bardzo osobistym projektem, ale tworzyłam go wieku 22 lat i dla mnie były to takie studia. Do tej pory uwielbiam wiele piosenek z tamtych płyt, ale było to dla mnie ćwiczeniem warsztatu. Teraz już dobrze czuję się ze swoim głosem i już bez większego kontrolowania, co jest poprawne a co nie, robię w muzyce to, co lubię i mam z tego frajdę, korzystam z narzędzi, które zdobywałam przez te lata.

Łukasz: Potem była uwielbiana przeze mnie Rita Pax. Te nowe piosenki były trochę tworzone w trakcie tamtego okresu, prawda?

Paulina: Te piosenki powstawały przez trzy lata i miały różne kształty. Początkowo płyta miała być stworzona w całości z Night Marks Electric Trio, po drodze wielu kolaboracji kompozytorskich włączyło się w ten projekt kilku innych muzyków- producentów. Wśród nich Zamilska, z która finalnie nagraliśmy Dzielne Kobiety – pierwszy singiel, trochę rozbiegowy, dość szokujący, ale przyznam, że taki właśnie miał być. Potem pojechałam do Tallina, na których poznałam dwóch Estońskich producentów Noepa i Sandera Mulldera i z nimi nagrałam dwa utwory. Jest też współpraca z Teielte. Za miks odpowiada Jacek Antosik.

Łukasz: Na okładce płyty krzyczysz. Lubisz krzyk?

Paulina: Lubię! U mnie jest tak, że przynajmniej raz dziennie muszę na coś nakrzyczeć, i tak na przykład dziś krzyczałam na samochody przede mną, nie ze złości tylko z racji budzenia swojego instrumentu ale krzyk jest wyrażeniem wielu emocji, które się zbierają we mnie i frustracji na przykład związanych z korkiem (śmiech). Mam też dzieci, które o 22 mówią „yyy na jutro miałam zrobić referat” i wtedy mówię „coooo?!” (śmiech). Oprócz tego krzyk jest dla mnie dobrą formą rozśpiewania i czuję, że mam bezpieczne, wymasowane struny głosowe.

Łukasz: I też prowadzisz zajęcia głosowe!

Paulina: Czasami jestem proszona przez różne instytucje warsztatowe o prowadzenie zajęć. I tak, krzyk jest bardzo ważny, o czym przypomina mi mój nauczyciel śpiewu. Spotykam go od dziesiątego roku życia, co kilka lat przypomina mi właśnie, że nie otwieram buzi. Prozaiczne mówienie o otwieraniu buzi, jest przez wielu wokalistów nieznane, a jest to przecież podstawa.

Łukasz: Wróćmy jednak do płyty. Wyszła ona spod skrzydeł Kayaxu, mimo, że ostatnie dwie płyty Rity Pax ukazały się nakładem Twojej własnej wytwórni. Skąd ta zmiana?

Paulina: Zrobiłam sobie rachunek czasu, w którym wychowywanie dzieci plus robienie muzyki i udział w rynku, wymaga poświęcenia czasowego czyli wywiadów, prób, koncertów czy przejazdów. Jest to wbrew pozorom bardzo czasochłonne i nie jestem w stanie być wytwórnią, artystką i matką jednocześnie.

Łukasz: Jak mówiłaś, płyta powstawała przez kilka lat. Pierwszą piosenką były Dzielne kobiety, które miały być częścią innego projektu.

Paulina: Parę lat temu spotykałam się z muzykami, którzy grali ze mną w składzie Pinnawelli i chcieliśmy stworzyć polskojęzyczny zamysł tej piosenki. Faktycznie powstał tekst zwrotek, bo refren powstał później.

Łukasz: Dlaczego ten projekt nigdy nie uzyskał światła dziennego?

Paulina: Było tu dużo osobowości, bardzo zajętych i konkretnych ludzi. To po prostu wszystko się rozmyło i nie doszło do skutku.

Łukasz: Ta piosenka powstała z Zamilską. Jak doszło do Waszego spotkania?

Paulina: Nie mogę sobie przypomnieć, gdzie po raz pierwszy się spotkałyśmy. Natomiast, gdy się poznawałyśmy i zaczęłyśmy się dogadywać, miałyśmy ideę, że musimy coś razem stworzyć i faktycznie zakończyło się to tym utworem. Najpierw Zamilska zrobiła remix do Psycho Soul z płyty Rity Pax i to było takie nasze pierwsze muzyczne spotkanie. Dość dziwne spotkanie gatunków (śmiech).

Łukasz: W teledysku występuje także Twoje siostra Natalia, Ty natomiast śpiewasz na jej płycie w Mandali. Siła sióstr nadal trwa i nigdy nie przestanie?

Paulina: Tak i nic się tu nie zmieniło. Uwielbiamy pracować razem.

Łukasz: Na Twojej płycie znajdziemy jednak piosenkę z Kasią Nosowską. To taki Twój duet marzenie?

Paulina: Myślę, że tak, choć w przypadku tej płyty miałam odczucie, że brakuje tu jakiegoś gościa. Zastanawiałam się potem nad utworem i to właśnie Papadamy okazały się numerem, który porusza tyle ciekawych wątków. Jednocześnie miałam wrażenie, że wartość tego, co gość może dopisać od siebie może być fascynujące. Kasia wydawała się na tyle wielko umysłową postacią, że miałam zagwozdkę, co ona z tym zrobi.

Łukasz: Bo Kasia właśnie dopisała swoją zwrotkę?

Paulina. Tak i wybrnęła z tej sytuacji bardzo szczerze i jednocześnie nadając nowy sens utworowi.

Łukasz: Kasia, wraz z zespołem Hey, ogłosili niedawno zawieszenie działalności. Ty również do przeżyłaś z Natalią i chłopakami przy Sistars. Ty, jako artystka, rozumiesz ich decyzję?

Paulina: Rozumiem, bo wiem co to znaczy. Może nie w takim stopniu co Hey, bo oni są z nami 25 lat. Ja pamiętam jakie uczucia miałam w sobie po raptem 4 latach z jednym zespołem w busie.. Sam fakt obcowania z tymi samymi ludźmi, nawet jeśli ich kochamy, może być poniekąd wypalający i faktycznie chcesz się przekonać kim jesteś osobno, tak autonomicznie. Patrząc jednak z muzycznej strony, Kasia udziela się teraz w większej ilości projektów i otwiera się na różne nowe połączenia.

Łukasz: Wieści niosą, że szykuje się na przyszły rok solowa płyta Kasi.

Paulina: Dokładnie. I ja osobiście jestem bardzo podniecona tym faktem. Wiem jak emocjonalnie jest to dla niej ważne i jestem wyostrzona co nam pokażą poszczególni muzycy zespołu.

Łukasz: W jednej z piosenek śpiewasz, że to jest jeden z najmniej radiowych kawałków. Mam wrażenie, że i cała płyta na szczęście nie trafi do komercyjnych stacji.

Paulina: Z mojej strony jest to trochę autoironia, bo te piosenki zaczynają być grane w takich radiach jak Kampus, i mnie to bardzo cieszy. Nie spodziewam się jednak, że te numery będą grane w totalnym mainstreamie, bo jestem rzetelna względem samej siebie. Nie idę na kompromisy i robię muzykę, jaka mnie kręci, a że słucham dziwnej muzyki, to moja też jest taka. Mam jednak bardzo miły odbiór ludzi, którzy sięgają po nią. Słyszę, że ktoś się popłakał przy Pirxie albo Drewnie, a czyjeś dzieci śpiewają Kryształowe dzieci. Jestem z tego bardzo zadowolona.

Łukasz: Ta płyta jest naprawdę różnorodna – jest i trap, i hip hop, i R&B, i soul i jakieś dźwięki spod szyldu M.I.A. W takiej czarnej muzyce czujesz się najlepiej?

Paulina: Nie, M.I.A. jest akurat ze Sri Lanki (śmiech). Wychowywałam się na takiej muzyce i takiej muzyki po prostu słucham. Chociaż mam też tygodnie na przykład z The Black Keys czy Beckiem i nie jestem zamknięta na inne stylistyki. Gdybym miała wybrać jeden gatunek, który zabrałabym na bezludną wyspę byłby to jednak hip hop.

Łukasz: Ta płyta choć muzycznie jest elektroniczna, nie stroni od żywych instrumentów. Sama podobno zagrałaś na trzech wiolonczelach?

Paulina: Tak, bo nie mam nigdy zamysłu, że ta płyta będzie taka i taka. Dany utwór woła o coś i piękne aranże uzupełniają na przykład sample, które Marek Pędziwiatr znalazł i ma zdolności kojarzenia z którego winyla pasują one do danego numeru.

Łukasz: Tym bardziej, że sample w takiej stylistyce są bardzo znane, choć w Polsce jeszcze nie tak często używane jak na Zachodzie.

Paulina: Wśród hiphopowców bardzo często. W ogóle uważam, że mamy bardzo mocną drużynę takich osób i chociażby Wasz toruński projekt Steve’a Nasha prezentuje duży poziom mistrzów świata w skreczowaniu i samplowaniu. Nie uważam, że jesteśmy gdzieś w tyle (śmiech).

Łukasz: Chwalisz naszych hiphopowców, a co sądzisz o naszym rynku hiphopowym?

Paulina: Myślę, że nie jestem na tyle obiektywna w tym temacie, bo nie znajduję tyle czasu, aby słuchać sobie luźno polskiego hip hopu. Tyle się na świecie dzieje w muzyce, że trochę się nie dokopuje. Są jednak momenty, gdy wejdę gdzieś głębiej na przykład w Łonę. Mam często tak, że coś mi się spodoba, ale cała płyta danego artysty mi nie wchodzi.

Łukasz: Kobieta w polskim hip hopie to w ogóle rzadkie zjawisko. Najczęściej śpiewają tylko refren…

Paulina: Tak choć przed wczoraj dostałam wiadomość od Mesa, który pochwalił moje rymy, używając słowa „wybitne” co mnie oczywiście rozbawiło ale mocno też podkarmiło moje ego.

Łukasz. Jeżeli chodzi o Twoje teksty, to mam wrażenie, że to taki trochę manifest kobiety, która dzieli się tym, co się dzieje w jej życiu. A w Twoim życiu dzieje się dużo, prawda?

Paulina: Nie lubię takich określeń jak manifest czy feminizm, bo każda szanująca się istota jest tak naprawdę feministą. Dla mnie czy to jest manifest czy nie, jest jak szukanie w religiach, że to i tamto jest najprawdziwszą prawdą. Ta płyta jest natomiast szczerym wyrażeniem o kobiecie, o swoim życiu i o emocjach. To jest super subiektywne i zaprasza do akceptacji różnorodności a nie ma na celu utwardzaniu jakichkolwiek poglądów.

Łukasz: I w końcu wyrażasz to w dużej mierze po polsku, od czego stroniłaś w ostatnich latach.

Paulina: Faktycznie w tym projekcie, który tworzyłam z chłopakami i nie doszedł do skutku ta szufladka była otwarta. Po prostu dany moment woła do mnie, aby coś było po polsku. Nie mam też takiej dużej rozdzielności, że tworzę muzykę, a potem słowa. Biorąc się za kawałek robię te rzeczy na raz i są to dla mnie równoległe światy. Czasami jest to więc po polsku, a czasami po angielsku. Nie oznacza to jednak, że coś jest po angielsku, bo czuję się gwiazdą międzynarodową. Po prostu słucham dużo muzyki zagranicznej i czasami ta linia inspiracji brzmi dla mnie po angielsku i koniec.

Łukasz: Ja też słucham dużo zagranicznej muzyki, ale przyznam się szczerze, że byłem jakiś czas temu w kinie na Zwierzogrodzie, gdzie śpiewasz piosenkę Gazeli.

Paulina: To było dla mnie tez trochę szokujące, bo nie łatwo było mi się przerzucić na taki styl. Dla dobra bajki i myśląc sobie o dzieciach, zrobiłam to i mam wrażenie, że dzieciaki uwielbiają tę piosenkę. Ostatnio powstał nawet teledysk, w którym ja i głuchonieme dzieciaki z fundacji Kultury bez Barier śpiewamy też utwór migając. Bardzo się cieszę, że to powstało.

Łukasz: Słowa, których używasz w piosenkach są proste.

Paulina. Tak, bo lubię język codzienny i streetowy – on mnie po prostu fascynuje. Lubię szorstką rzeczywistość.

Łukasz: Jesteśmy już trochę po premierze Twojej płyty. Jaki odzew uzyskujesz od swoich fanów?

Paulina: Ja jestem teraz trochę w takiej bańce mydlanej i wiem, że trudno teraz komuś podejść do mnie i powiedzieć, że płyta jest chujowa (śmiech). To, co ja słyszę od ludzi jest sympatyczne i z tego się cieszę.

Łukasz: W dobie jednak hejtu różnie to bywa…

Paulina. Tak i najbardziej zauważyłam to przy Dzielnych kobietach. Ludzie nie wiedząc czemu wiązywali go z Natalią i jej sprawą…

Łukasz: … albo feminizmem. W mediach się to bardzo wyolbrzymia.

Paulina: Feminizm jest dla mnie jak powietrze. Musi być,
jest. Wciska się to między lewicę, wegetarian i rowerzystów (śmiech). Ale czasami ludzie byli przestraszeni tym numerem i pomimo, że go obejrzeli czy też zmusili się do obejrzenia go, chcieli jeszcze na niego narzygać. Myśleli, że jest o wściekłych lewicowych feministycznych kobietach i naprawdę nie wiem, czy śpiewanie „chcemy do łóżka” jest w 5 procentach tak wulgarne jak treść które siedzą w rapie o suczkach, sukach, bitches and whores. Wydaje mi się, że i tak jesteśmy w tyle jeśli chodzi o jakąkolwiek przedmiotowość. Zupełnie serio, odkryje tajemnice, kobiety lubią seks.

Łukasz. Wyruszyłaś w trasę. Przed nami jeszcze kilkanaście koncertów. Czego możemy się spodziewać na tej trasie?

Paulina: Będzie to głównie materiał z płyty, ale myślimy jeszcze nad jakimś szałowym coverem, którego chcemy stylistycznie włączyć do repertuaru. Myślę, że to będzie dobre i tego się trzymajmy (śmiech).