Kilka tygodni temu swoją premierę miał najnowszy utwór Imiona Tajfunów autorstwa Patrick the Pan. Udało nam się porozmawiać z wokalistą na temat najnowszego singla.

Jagoda Haloszka: Twój najnowszy singiel, „Imiona Tajfunów” nawiązuje do obecnej sytuacji politycznej. Czy to w jakimś rodzaju Twój manifest polityczny?

Patrick the Pan:W pewnym sensie tak. Dodaję zwrot „w pewnym sensie”, bo piosenka ma na celu tylko zamarkować, że nie jestem obojętny na to co się w naszym kraju dzieje. Nie chcę jednak z tego powodu pretendować do miana upolitycznionego barda polskiej alternatywy.

Jagoda: Skąd pomysł na nazwę utworu? Czy te tytułowe tajfuny, to ludzie sprzeciwiający się obecnej sytuacji politycznej?

Patrick: Hasło „Imiona Tajfunów” miałem w swoim notatniku zapisaną już bardzo dawno, czekała na odpowiedni moment. Uważam, że to ciekawe zagadnienie samo w sobie, że jest ktoś kto to zjawisko meteorologiczne nazywa, personifikuje – czułem, że te słowa w parze z muzyką, mogą dać interesujący efekt. Gdy napisałem tę piosenkę to długo nie mogłem znaleźć tytułu – rozwiązanie znalazłem właśnie rozgrzebując stare zapiski. Uznałem, że ciekawie pasuje, daje pole do szerszej interpretacji i dopełnia ładunek liryczny piosenki.

Jagoda: Dlaczego zaprosiłeś Ralpha Kaminskiego do współpracy przy tym utworze?

Patrick: Z dwóch powodów – po pierwsze, jestem po prostu fanem Ralpha i jego debiutanckiej płyty. To piękna, odważna i organiczna płyta, która w pełni zasłużyła na swój sukces. Bardzo podoba mi się głos Ralpha – jest zarazem mocny i delikatny i ma w sobie dużo teatralnej maniery, ale jeszcze nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. „Imiona Tajfunów” zaś wymagały mocno i czysto zaśpiewanego refrenu, czego mój niewyszkolony głos nie mógł zrobić w stopniu mnie satysfakcjonującym. Pierwotnie miałem do piosenki zaprosić jakąś kobietę o niskim głosie, jednak złożyło się tak, że poznałem Ralpha po jego koncercie w Krakowie i mnie olśniło, że on by pasował tu jak złoto. Parę dni później zadzwoniłem, pogadaliśmy, zgodził się i jakiś czas później nagraliśmy go w Poznaniu podczas Spring Break’a.

Jagoda: Powiedz, skąd pomysł na teledysk z filmami z marszów i protestów nakręconymi przez innych ludzi, w tym Twoich fanów?

Patrick: Powstawanie teledysku do „Tajfunów” było wyjątkowo długie i pełne bólu. Pierwotnie piosenka miała wyjść na wakacje, czekaliśmy tylko na teledysk, którego zamysł też był kompletnie inny. Po ponad dwóch miesiącach dostaliśmy jednak informację od wybranego reżysera, że z powodów różnych rezygnuje on ze zrobienia tego klipu. Zostaliśmy z niczym a wakacje się kończyły. Musieliśmy działać szybko, pod presją, żeby nie mieć kolejnych dwóch miesięcy w plecy. Z pomocą przyszła moja dobra przyjaciółka Justyna, która zaproponowała by to fani i znajomi coś nakręcili. W końcu piosenka jest o energii a dokładnie o synergii. Ideowo się to w 100% zgadzało, taka forma – choć nie rewolucyjna- bardzo pasowała do tematyki piosenki. Zrobiliśmy burzę mózgów i postanowiliśmy tak to właśnie rozegrać.

Jagoda: Czy pisząc utwór Imiona Tajfunów nie obawiałeś się czasem krytycznej reakcji Twoich fanów? Do tej pory słuchali Twojej muzyki, aby właśnie odpocząć od rzeczywistości, która nie jest nam przychylna.

Patrick:Nie wiem czy moi fani tylko po to sięgają po moją muzykę, mam nadzieję, że nie. Obawiałem się krytyki, ale bardziej niż z fanami musiałem być fair ze sobą a ja chciałem tę piosenkę wydać w takiej formie. Uważam, że prawdziwe poszukiwanie siebie wymaga naginania różnych barier. Na drugiej płycie to były polskie teksty, teraz – na trzeciej – robię to m.in. idąc w takie tematy piosenek. Poza tym uważam, że moją rolą jako artysty jest opis, komentarz czy interpretacja rzeczywistości, tylko właśnie w „artystyczny” sposób.