Od wydania jej debiutanckiego albumu minęło już 15 lat. W tym czasie nagrywała kolejne płyty, koncertowała, pisała utwory dla innych artystów. Dziś jest jedną z najbardziej charyzmatycznych i rozpoznawalnych osobowości światowej sceny muzycznej. Bilety na jej ubiegłoroczny grudniowy koncert w Warszawie rozeszły się w mgnieniu oka. W podobnym tempie podbiła szczyty polskich list przebojów. Z LP rozmawiała Katarzyna Turowicz.

Wywiad

Katarzyna Turowicz: Cześć LP, bardzo miło mi Cię poznać, to dla mnie ogromna przyjemność.

LP: Cześć, mi również.

KT: Na początku po prostu muszę zadać Ci to pytanie – dlaczego zdecydowałaś się wytatuować statek na swojej klatce piersiowej? Czy to ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

LP: /śmiech/ Tak, przechodziłam bardzo dotkliwy, trudny czas w moim życiu osobistym oraz zawodowym i odrzuciłam pomysł, by wytatuować sobie statek na moim ramieniu. Ale po prostu spodobały mi się te wszystkie marynarskie tatuaże i jednak polubiłam pomysł wytatuowania sobie statku oraz ideę podróży, i wszystkiego, co się z nią wiąże. Cała ta kwestia z podróżą zawsze mnie denerwowała, kiedy ludzie mówili: „Życie to podróż!”, ja odpowiadałam: „Zamknij się, do cholery!”. /śmiech/ Nigdy tego tak naprawdę nie lubiłam i nie traktowałam tego jako rodzaju wymówki lub czegoś, co mówisz sobie, gdy dzieją się złe rzeczy, ale kiedy przeszłam przez te wszystkie rzeczywiste zawirowania, kiedy kwestionowałam wiele spraw, pomyślałam „Nie, to rzeczywiście jest podróż”. Teraz naprawdę czuję się z tym dobrze i zaakceptowałam znaczenie podróży dopiero po tym wszystkim. /śmiech/ Wiesz, pamiętam, kiedy byłam w drodze do Rosji na swój koncert, przyglądałam się statkom, ponieważ po tym występie wracałam do Nowego Jorku i miałam zostać wytatuowana. To było jak „Wiesz co, zrobię go sobie na klatce piersiowej”. To wydarzyło się 3 lata po tym, jak powiedziałam „Może zrobiłabym sobie tatuaż na ramieniu” i później po trzech dniach było „Zzzzzzz” i wytatuowałam go sobie na klatce piersiowej.

KT: Bolało?

LP: Tak, to była najboleśniejsza rzecz jaką zrobiłam sobie w całym swoim życiu. /śmiech/

KT: Kiedy powiedziałam moim przyjaciołom, że się z Tobą spotkam, zaczęli śpiewać „Lost On You”. Dlaczego, Twoim zdaniem, „Lost On You” stało się tak wielkim przebojem?

LP: /śmiech/ Hmm.. Wiesz, trudno powiedzieć. Ludzie zadawali mi pytania w rodzaju „Oh, musiałaś wiedzieć, że to hit, kiedy to napisałaś?”. Nie wiedziałam i nie byłam pewna, nawet wtedy, gdy grałam tę piosenkę dla mojej wcześniejszej wytwórni Warner Brothers i oni wyrzucili mnie z niej miesiąc później. Najpierw zagrałam im tę piosenkę, zagrałam „Muddy Waters”, zagrałam im „Strange”, a oni mnie wykopali z wytwórni, więc nie wiem, co decyduje o staniu się hitem. /śmiech/

KT: Wiesz, to bardzo popularna piosenka tutaj, w Polsce.

LP: Tak, to interesujące. Nigdy nie wiesz, kiedy zagrasz komuś piosenkę, a oni całkowicie wywalą cię z wytwórni, podczas gdy inna wytwórnia zrobi z tego ogromny światowy przebój. Bardzo chciałabym wiedzieć, co przeżywało dwóch kolesi, którzy są odpowiedzialni za wyrzucenie mnie, co działo się w ich głowach. Nie obchodzi mnie, że wyświadczyli mi przy tym przysługę, nie ma w tym rozgoryczenia wobec nich. To zabawne, ponieważ gdybym z nimi została, czułabym się w pewnym sensie głupio. /śmiech/ Bo wydaje się, że ludzie z przemysłu muzycznego są zawsze wszechwiedzący, wiesz, sądzą, że wiedzą, co jest najlepsze. Nie wiedzą, nikt nie wie.

KT: Można powiedzieć, że gwizdanie jest Twoją cechą charakterystyczną, ponieważ gwiżdżesz także w swoim kolejnym singlu zatytułowanym „Other People”. Dlaczego wybrałaś ten utwór na kolejny singiel promujący Twoją najnowszą płytę?

LP: Oh, nie wiem. To znaczy myślę, że to w pewnym sensie asysta dla „Lost On You”, druga strona, ponieważ „Other People” jest bardziej stonowane. Wiesz, „Lost On You” ma wydźwięk w rodzaju „Nie mogę uwierzyć, że mi to robisz!”, jak w natychmiastowym szoku w takiej sytuacji, a „Other People” jest jak wtedy, gdy minie kilka miesięcy i po kilku drinkach mówisz „Wiesz co? Wal się! Proszę! Boom! Teraz jesteś szczęśliwa? Dobrze.” Yeah!

KT: Piosenki na Twoim najnowszym albumie jak „Lost On You” czy „Other People” w większości bazują na Twoich własnych doświadczeniach i wspomnieniach. Dlaczego zdecydowałaś się o nich napisać?

LP: Wiesz, po prostu myślę, że jestem bardzo emocjonalną osobą. Sądzę, że to największa część mnie. Myślę też, że staję się coraz lepszą autorką piosenek wtedy, kiedy moje serce w większym stopniu jest połączone z moim długopisem. Rozwijam się, gdy zmniejszam ten dystans, kiedy czuję, że redukuję go tak znacznie aż to, co czuję i myślę przenika do moich piosenek. To największa kwestia nad którą pracowałam w trakcie pisania piosenek. Myślę, że nie ma sposobu, by ktokolwiek mógł cię tego nauczyć. Sądzę, że to jest coś, kiedy zaczynasz rozumieć samego siebie.

KT: Więc łatwiej jest Ci pisać o Twoich własnych uczuciach niż o wymyślonych wydarzeniach.

LP: Tak, ale wiesz, potrafię też pisać o wyimaginowanych sprawach. Po prostu myślę, że czasami prawdziwe sytuacje są tymi lepszymi, najlepszymi. Tak jak wiedziałam to w przypadku „Other People” – miałam tytuł w swojej głowie i wiedziałam, o czym chcę pisać. Musiałam przygotować się do tego, ale w końcu napisałam o tym, to było jak „Pieprzyć wszystko, mam to”.

KT: To jest to!

LP: Tak, to było właśnie to, wiesz, wiedziałam, że muszę powiedzieć: „To jest niezłe”.

KT: Na Twoim ostatnim albumie miłość jest prawdziwie bolesnym, łamiącym serce doświadczeniem, ale wciąż daje nadzieję. Czy dzięki miłości masz więcej czy mniej do powiedzenia?

LP: Tak, zdecydowanie więcej. Wiesz, myślę, że w miłości zawiera się wszystko, ponieważ dużo miłości takiej jak bliskie związki są dla ciebie jak lustro. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że musisz to zrozumieć i czasami odpowiedzieć, i dlatego jest to tak trudne. Myślę, że największą rzeczą jest próbować zrozumieć tę drugą osobę, czasami po prostu musisz spróbować. Z niektórymi związkami jest tak, że są bardzo proste, błyskawicznie się rozumiecie, ale myślę, że nie zawsze musi tak być. Sądzę, że z czasem można się o sobie nawzajem wiele dowiedzieć i zacząć się nawzajem rozumieć, ale tak, uważam, że miłość zdecydowanie dała mi dużo więcej do powiedzenia, z pewnością.

KT: Pracowałaś z bardzo wieloma artystami jak Cher, Christina Aguilera czy Backstreet Boys. Czy zauważyłaś różnicę między tworzeniem utworów dla innych artystów a pisaniem dla siebie?

LP: Tak, wiesz, myślę, że ta różnica tkwi w tym, o czym czasami piszę. Lubię pisać utwory z osobą, dla której ta piosenka ma powstać, później próbować jak gdyby wniknąć w jej umysł. Rozmawiamy o tym, co dzieje się w jej życiu, ale ja tylko piszę i staram się nie ingerować. Pewnego razu napisałam piosenkę dla Leony Lewis myśląc w rodzaju „musi być bardzo smutna”, jak gdyby wczuwając się w jej nowy sposób myślenia, ponieważ usłyszałam, że rozstała się z kimś, i /śmiech/ kiedy się spotkałyśmy, ona po prostu powiedziała „Nie, właściwie to coś dobrego, to naprawdę świetne rozwiązanie dla nas obojga”. Pomyślałam wtedy „OK”.

KT: Czy dziś czujesz się zawstydzona którąkolwiek ze swoich piosenek?

LP: Zawstydzona? Nie. /śmiech/

KT: Powiedz mi, co inspiruje Cię najbardziej?

LP: Ludzie, codzienne sytuacje, relacje z moją drugą połową, z moimi przyjaciółmi, kumplami. Myślę, że ludzie są najbardziej inspirujący. I w podobnym stopniu miejsca. To znaczy uważam Kalifornię za całkowite odkrycie dla siebie, wiesz, przez ostatnich kilka lat nigdy nie wyobrażałam sobie życia na zachodnim wybrzeżu. Nigdy nawet nie myślałam o tym w ten sposób, mówiłam: „Nie, nie będę żyła na zachodnim wybrzeżu”. Ten sposób myślenia nigdy mi na to nie pozwalał, dopóki tego nie zrobiłam. To było jak „Cholera, kocham to miejsce. Zostaję”.

KT: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę, udanego pobytu w Polsce! Powodzenia!

LP: Dziękuję bardzo.