Wystarczyć posłuchać ich dowolną piosenkę, aby przekonać się o sile ich muzyki. Wystarczy wybrać się w ciemno na ich koncert, aby zostać ich oddanym fanem. Holenderska grupa Kensington niedawno powróciła do Polski w związku z promocją najnowszej płyty i trasą Control. Na dzień przed swoim koncertem w warszawskiej ProgresjiEloi Youssef oraz Casper Starreveld    znaleźli czas na szczerą rozmowę o eksperymentach z brzmieniem, uporze w realizacji marzeń, czy niebywałym sukcesie w rodzimej Holandii. Nikt jednak nie spodziewał się, że z przyjazdem do naszego kraju wiąże się nie lada niespodzianka. Najwyższy czas odsłonić kolejne muzyczne karty z Kensington!

Justyna Rojek: Cześć chłopaki! Witajcie w Polsce!

Eloi, Casper: Cześć!

Justyna Rojek: Kiedy pierwszy raz pojawiliście się w Warszawie w 2015 roku byliście tuż przed wielkim sukcesem waszej trzeciej płyty Rivals. Teraz wracacie z kolejnym obiecującym materiałem. Możecie mi powiedzieć jak zmieniliście się jako muzycy przez ostatnie lata?

Eloi: Przez ostatni czas poszukiwaliśmy swojego brzmienia. Próbowaliśmy to już osiągnąć trzy albumy wcześniej, ale właśnie z Rivals udało nam się to odnaleźć. Wtedy dopiero mogliśmy zrobić krok wstecz i zanurzyć się od nowa w proces pisania piosenek. Dzięki temu z Control pokazaliśmy siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – ukazaliśmy swoją wrażliwszą stronę.

Casper: Albumy, które powstały przed płytą Control to tak jakby patrzenie przed siebie i przyglądanie się temu co nastąpi, gdzie chcielibyśmy być. Z kolei Control została stworzona tu i teraz, przez co jest bardziej introspektywna i szczera.

Justyna Rojek: Produkcją waszej najnowszej płyty Control zajął się Michael Beinhorn. Michael słynie z bycia bardzo wymagającym producentem, który potrafi „wyciągnąć” zespół ze swojej strefy komfortu. Jak układała się wam współpraca?

Casper: Z Michaelem mieliśmy jeden problem – nie mogliśmy znaleźć dla niego właściwego lunchu (śmiech). Był bardzo specyficzny jeśli chodzi o jedzenie. Tak naprawdę jest bardzo miłym i szczerym facetem, choć jednocześnie może doprowadzić cię do szału.

Justyna Rojek: Co zatem stanowiło waszą strefę komfortu?

Casper: Myślę,że naszą strefę komfortu stanowiło poczucie zadowolenia z tego co stworzyliśmy np. refrenu, przejścia, melodii. Wtedy Michael stwierdzał: „Nie zgadzam się, nie uważam to za wystarczająco dobre, powinniście bardziej pocisnąć, zmienić to”. Natomiast nigdy nie mówił jak to zmienić: „to zależy od ciebie, ja nie jestem muzykiem. Jestem tylko po to aby sprecyzować czynniki, które myślę, że mogłyby być lepsze w muzyce”. Było to bardzo frustrujące. Musieliśmy wyciągnąć z siebie więcej i zobaczyć w jakim kierunku może to nas zaprowadzić. Wtedy właśnie przekraczaliśmy naszą strefę komfortu. Biorąc pod uwagę dźwięk, mogliśmy spędzić wiele dni na jednej małej rzeczy np. związanej z perkusją. W końcu nadchodziło znużenie, gdyż chcieliśmy wreszcie nagrywać materiał. On natomiast konsekwentnie poszukiwał perfekcyjnego brzmienia. Może zabrzmi to jak banał, ale trzeba poruszać się do przodu żeby poszerzać swoje horyzonty. Po prostu jest to niezbędne dla procesu twórczego. Michael stworzył wiele chaosu i niejasności, ale właśnie z tego powstała płyta Control – „jak Feniks z popiołów”.

Justyna Rojek: Czy czuliście jakąkolwiek presję podczas tworzenia nowego materiału? Mieliście coś do udowodnienia?

Eloi: Prawdę mówiąc nie. Gdy lubiliśmy jakąś piosenkę to po prostu tak było. Nie tworzyliśmy jej pod kątem wielkich tłumów. Staraliśmy się pisać najlepiej jak potrafimy.

Casper: Najzwyczajniej w świecie lubimy pisać. Nie traktujemy tego jako obowiązek. Na pewno z tą płytą presja była większa z powodu sukcesu Rivals i temu nie można zaprzeczyć. Czuliśmy też więcej presji od samych siebie, bo chcieliśmy stworzyć możliwie najlepszą płytę na tę chwilę. I wcale nie chodziło o tych wszystkich ludzi czekających na zewnątrz tej całej bańki mydlanej.

Justyna Rojek: Osobiście uważam Control za bardziej zróżnicowaną pod względem dźwięku, jak np. elektroniczna kompozycja Regret czy czysto hard rockowa St. Helena. Dlaczego zdecydowaliście się na tak ryzykowany krok? Większość fanów już przyzwyczaiła się do charakterystycznych dla was chwytliwych rockowo-popowych kawałków.

Eloi: Piosenki St. Helena nigdy nie umieścilibyśmy na naszej trzeciej płycie Rivals czy jeszcze wcześniejszej Vultures. Dopiero teraz uznaliśmy, że najwyższa pora, aby pokazać kolejne odsłony naszego zespołu. Podobnie jest z przyjaźnią, kiedy znasz kogoś bardzo dobrze, to znaczy, że poznałeś jego najpiękniejszą i najciemniejszą stronę. Natomiast kiedy twoja relacja dopiero się zaczyna nie widzisz pełnego obrazu. Również piosenka Regret pozwoliła nam na pokazanie naszej nowej bardziej elektronicznej strony. Niektórzy ludzie mogą uznać, że to zbyt wiele jak na jeden album. Ale jeśli postarają się to zrozumieć i będą chcieć w to naprawdę wejść to staną się fanami na całe życie. 

Justyna Rojek: Potraktowaliście to jako rodzaj testu jeśli chodzi o fanów?

Eloi: Tak, ale poniekąd też chcieliśmy nakierować ich na nowe brzmienie. Polubiliśmy kawałek St. Helena za jego bardziej rockową stronę i bardzo spodobała nam się wizja, że ludzie powrócą dzięki temu do rock’n’rolla.

Casper: Kiedyś kompozycję w stylu St. Helena gralibyśmy tylko w trakcie prób. Obecnie wykonywana podczas koncertów jest jedną z najbardziej ulubionych piosenek naszych fanów. skoro ludzie reagują na nią w taki sposób, to tylko wzmacnia nasze przekonanie, że była to właściwa decyzja.

Justyna Rojek: Interesuje mnie również piosenka Storms z bardzo osobistym tekstem dotyczącym ataków paniki. To była odważna decyzja!

Eloi: Piosenka jest faktycznie bardzo osobista i to jest główny powód dla którego należy ją przedstawić ludziom. Żyjemy w bardzo powierzchownych czasach. Ludzie zazwyczaj mówią: „wszystko jest takie wspaniałe!” Kiedy sprawdzasz ich instagram, to tam znajdziesz: „to jest piękne, moje życie jest takie perfekcyjne!” Oni to po prostu piszą i wciskają ten pieprz** klawisz. Natomiast jeśli coś uruchomi ludzi, np. piosenka, melodia lub jej tekst to wtedy chcą wyrazić siebie. „Skoro ten facet to zrobił, to ja mogę tak samo!” Tylko tak można przebić się przez ludzką psychikę. Natomiast nie ma czegoś takiego jak perfekcja. W twoim życiu jest to niemożliwe, bo masz zarówno ciemność jak i jasność.

Justyna Rojek: Nie masz problemu z pokazywaniem swojej ciemniejszej strony?

Eloi: Nie, w ogóle. Dla mnie przychodzi to bardzo naturalnie i to jest powód dla którego kocham pisać piosenki. Nie lubię i nie umiem pisać piosenek, które są radosne. Nie mam wtedy możliwości przejścia przez cały proces twórczy. Kiedy czujesz się rozdarty wewnętrznie, musisz to jakoś wyrazić, więc chwytasz za gitarę i zaczynasz tworzyć. I to jest najpiękniejsze w pisaniu piosenek.

Justyna Rojek: Ponieważ stajecie się coraz bardziej popularni czy możecie już zwolnić i wybierać między różnymi możliwościami czy nadal zabiegacie o uwagę?

Eloi: Przedtem decydowaliśmy się na wszystko. Na tę chwilę mamy całą listę rzeczy, które możemy robić. Jednak jest ona tak długa, że wybieramy tylko to co sprawia nam największą przyjemność. Tak czy inaczej jest to nadal czasochłonne, a my bardzo zajęci.

Justyna Rojek: Jak w związku z tym utrzymać równowagę między pozostaniem wiernym swoim celom/korzeniom i jednocześnie zachować swoją pozycję w przemyśle muzycznym?

Casper: Zauważyliśmy jedną zależność – im mocniej trzymaliśmy się tego co chcemy i co wiemy to w rezultacie wychodziło nam to lepiej. Jeśli próbujesz być kimś kim nie jesteś, to bardzo szybko to poczujesz. Oczywiście możesz też odnosić sukcesy przez kilka lat, ale potem poniesiesz błyskawiczną klęskę, ponieważ nie robisz rzeczy, które kochasz. Żeby całkowicie oddać się trasom koncertowym czy nagrywaniu płyty potrzebujesz dużo energii, bo to potrafi być pochłaniające. A jeśli nie robisz tego z pełnym przekonaniem to wtedy ciężko z realizacją. Pozostanie wiernym naszym celom oznacza, że chcemy być dumni z tego co piszemy, nagrywamy, chcemy wychodzić na scenę z uczuciem, że rozgromimy to miejsce. Z drugiej strony zdarza się robić rzeczy, które mogą być trochę nudne, ale nadal jeśli porównam to do regularnej 8-godzinnej pracy to mamy niezły układ (śmiech). Najlepszą rzeczą związaną z naszą karierą jest fakt, że nie musimy wybierać co chcemy robić. W Holandii możemy grać na stadionach, w Europie występujemy w tych fantastycznych klubach, bierzemy udział w festiwalach, czy nawet w światowych trasach z Arminem Van Buurenem.

Justyna Rojek: Ale czy tak naprawdę nie idziecie w komercję grając z takimi artystami…

Casper: Tak, to jest trochę komercja, ale z drugiej strony stoimy murem za tym co stworzyliśmy z np. wyżej wymienionym Arminem Van Buurenem. Dla nas piosenka Heading Up High stanowiła świetne połączenie dwóch różnych światów, a podczas wspólnej trasy koncertowej (która właśnie zbliża się ku końcowi) mieliśmy sporo zabawy. Być może nie zrobimy tego nigdy więcej, ale czasami też warto spróbować takich rzeczy. Wychodzimy z założenia, że jeśli na naszej drodze pojawia się okazja i my czujemy, że warto z niej skorzystać to czemu nie! Natomiast nie staramy się robić niczego na siłę.

Justyna Rojek: Podczas swojego pierwszego pobytu w Polsce uczestniczyliście w programie Must Be The Music. Był to swego rodzaju test dla naszego jury. Zanim osiągnęliście swój sukces, czy kiedykolwiek rozważaliście udział w tego typu talent show?

Casper: To był żart (śmiech).

Eloi: Nigdy nie braliśmy tego pod uwagę. Myślę, że jeśli naprawdę chcesz zaistnieć w przemyśle muzycznym musisz przepracować wiele godzin, a nawet robić wiele niewygodnych rzeczy przez wiele lat. Natomiast jeśli pragniesz tylko chwilowej sławy to po prostu idziesz do talent show i stajesz się znany, ale bez stoczenia żadnej walki. Jako zespół istniejemy już razem 10 lat, natomiast przez pierwsze 6-7 lat walczyliśmy o swoją pozycję. Dorabialiśmy na boku, wykonując różne prace, tylko po to żeby móc robić to co teraz! To był dla nas ciężki okres, kłóciliśmy się i jednocześnie zastanawialiśmy się czy tego właśnie chcemy. Jeśli poświęcisz wystarczająco dużo czasu aby urzeczywistnić swoje cele, jesteś skłonny osiągnąć sukces. To twój talent i klarowność sprawiają, że to co robisz jest właściwe. Jeśli ludzie chcą brać udział w talent show, to świetnie, tym lepiej dla nich.

Casper: Porównałbym to do przygotowywania naprawdę dobrego posiłku – dbasz o właściwe składniki i spędzasz godziny w kuchni. Ostatecznie możesz zaprezentować to dobrze przygotowane danie i cieszyć się nim znacznie dłużej Lub po prostu wrzucasz coś do mikrofalówki i w sumie minutę później już nie smakuje to tak świetnie. Wszytko co dobre i trwałe wymaga czasu i wysiłku. Podobnie było z Adele czy Bruno Marsem – musieli włożyć bardzo dużo ciężkiej pracy, aby osiągnąć tę pozycję, którą obecnie zajmują. Nie można też zaprzeczyć, że talent show jest w stanie odkryć osobę, która w ciągu roku może się stać super sławna. Ale często w tym napięciu zapomina się o całym trudzie, który wkłada się w osiągnięcie celu. Człowiek bardziej skupia się na byciu w centrum zainteresowania i sławie. Tak to jest twoja sława, ale tylko przez dwie minuty.

Eloi: W talent show wszystko musi być perfekcyjne od razu. „Chcę być wielki natychmiast, chcę być na szczycie w tym momencie”. Wtedy zapominasz, że to tak nie działa. Na sukces musisz zasłużyć sobie ciężką pracą, tylko Wówczas szansa na przegraną jest znacznie mniejsza. Kiedy brałeś udział w talent show i ktoś widzi twoją płytę, to kojarzy cię przez pryzmat występowania w telewizji, a nie twojej muzyki.

Justyna Rojek: W jakim kierunku w takim razie muzyka zmierza obecnie i czy jest w stanie nadal nas łączyć?

Casper: Myślę, że prawie każda kombinacja muzyczna została już przerobiona, a ludzie w pewnym momencie zatracili w sobie prawdziwość. W radiu słyszymy wiele z tzw. prefabrykowanego popu. Oczywiście wszystko jest fajne, dobrze napisane, melodia jest odjazdowa, ale sześć miesięcy później nie pamiętasz już tej piosenki. Nie chcę być naiwny, ale sporo się pozmieniało w naszych głowach. sam często przeszukuje spotify. Natomiast kiedy dorastaliśmy, byliśmy w stanie słuchać tych samych płyt przez wiele lat. Wielka szkoda, że teraz też tak się nie dzieje. Mam jednak nadzieję, że autentyczność i kunszt na nowo odnajdą swoje miejsce w muzyce.

Justyna Rojek: Na co byście teraz bardziej postawili wybierając się na koncert?

Casper: Z pewnością brzmienia gitarowe zajmują trochę słabszą pozycję niż kiedyś. Ale mam nadzieję, że jeszcze powrócą jak to miało miejsce z St. Helena. Nie ma nic lepszego niż właściwie dobrany zespół. Kiedy więc np. widzę Arctic Monkeys jako główną gwiazdę festiwalu Glastonbury stwierdzam, że lepiej być nie mogło. Przy okazji mam nadzieję, że muzyka gitarowa będzie bardziej obecna w kolejnych latach.

Justyna Rojek: Myślę, że najlepszą rzeczą z jaką kojarzy mi się Kensington są koncerty. Sama stałam się waszą fanką kiedy wystąpiliście pierwszy raz w Warszawie – to był mały koncert, przypadkowo tam się pojawiłam, ale zrobił na mnie duże wrażenie. Gracie również duże wyprzedane koncerty jak np. Ziggo Dome w Holandii.

Casper: Nareszcie pytanie o Ziggo Dome (śmiech)!

Justyna Rojek: Chciałabym się dowiedzieć, czy jest coś więcej do osiągnięcia w rodzinnym kraju?

Eloi: To jest bardzo dobre pytanie! Jesteśmy na samym szczycie jeśli chodzi o ten moment.

Casper: Jedyną rzeczą, którą teraz moglibyśmy zrobić jest awans na stadion piłkarski (śmiech).

Eloi: W sumie czemu nie, ale dźwięk jest tam zazwyczaj straszny, więc nie zdecydowalibyśmy się na to.

Casper: Wolelibyśmy zagrać trzy noce w Ziggo Dome niż jedną na takim stadionie, gdzie wszyscy zastanawiają się „co on śpiewa?!”. W Holandii odnieśliśmy większy sukces niż się spodziewaliśmy! Choć może są tam jeszcze ludzie, którzy nas nie znają. Trudno powiedzieć! W sumie moglibyśmy skupić się bardziej na robieniu specjalnych rzeczy, jak np. akustycznych nagrań czy koncertów.

Justyna Rojek: To oznacza, że teraz bardziej niż dotychczas stawiacie na międzynarodowy rynek?

Eloi: Tak, właśnie dlatego jesteśmy w Polsce!

Casper: W Holandii wszystkie nasze zamierzenia zakończyły się powodzeniem. Dlatego trudno abyśmy mogli tam realizować inne cele na tak wielką skalę. To jest właśnie jedyny minus sukcesu – czasem dochodzisz do momentu: „Co możemy jeszcze zrobić?”.

Justyna Rojek: Czy w takim razie czujecie się „zabezpieczeni” na wypadek gdyby wasza kariera w Europie nie potoczyła się po waszej myśli?

Eloi, Casper: Nie!

Casper: W gruncie rzeczy nie przejmujemy się tym bardzo. W Holandii nadal wszyscy nas kojarzą przez pryzmat muzyki, bycia zespołem, a nie jako osobowości telewizyjne. Możemy spokojnie iść na zakupy do supermarketu nie martwiąc się o to, że ktoś nas rozpozna. To było naszym celem od zawsze! Natomiast niektóre gwiazdy faktycznie mają tendencję do skupiania się bardziej na „bywaniu” w telewizji – my nie!  

Justyna Rojek: Słyszałam, że dzisiaj gracie dla Sofar Sounds. Co myślicie o samej idei tych koncertów – sekretne występy z nieoczekiwanymi artystami za darmo? Czy to przywraca magię muzyki na żywo?

Eloi: Brzmi bardzo dobrze (śmiech)!

Casper: To jest świetny pomysł! Sama powiedziałaś, że kiedy w 2015 roku zagraliśmy koncert na który trafiłaś całkiem przypadkiem to przykuł twoją uwagę. Jak się okazuje cudownie jest usłyszeć artystę nie mając względem niego żadnych oczekiwań. Po prostu pojawiasz się na miejscu i sprawdzasz gdzie cię to wszystko zabierze.

Justyna Rojek: Jutro gracie w Progresji – jest to najlepsza okazja, aby spotkać się z polskimi fanami. Co jest w nas takiego wyjątkowego, że tu wracacie?

Casper: Pierwsze co przychodzi mi do głowy to oddanie oraz to, że robicie dużo flag (śmiech).

Justyna Rojek: Mam też jedną dla was …

Eloi: Naprawdę? Mówisz i masz (śmiech). Polscy fani są po prostu najlepsi. Nie dalej jak wczoraj podczas naszego koncertu w Berlinie spotkaliśmy kilku ze Szczecina!

Casper: Nie bez powodu znaleźliśmy się dzień wcześniej w Warszawie. To właśnie tutaj chcemy nakręcić teledysk do naszej najnowszej piosenki Bridges, a nasi polscy fani również będą mieć w tym swój udział. Więcej szczegółów wyjaśni się jutro!

Eloi: Polska publiczność zazwyczaj szaleje podczas naszych koncertów. Dlatego kiedy przyjeżdżamy tutaj to jesteśmy pewni, że spędzimy świetnie czas i przez to kochamy tu wracać!

Casper: Oni są dosłownie najlepszymi fanami jakich mamy. Myślę, że w Polsce będziemy jeszcze wielokrotnie!

Justyna Rojek: Dziękuję za rozmowę. Udanego pobytu oraz do zobaczenia na koncercie!

Eloi, Casper: Dziękujemy! Do zobaczenia!