Heart & Soul to polska supergrupa, która trzy lata temu nagrała płytę, oddającą w porywający sposób hołd twórczości Joy Division. Muzycy wracają z autorskim projektem. Niedawno wydali krążek Missing Link, o którym opowiedzieli nam trochę.

Michał Kaźmierczak: Mówią, żeby nie oceniać książki po okładce, ale nie sposób nie zwrócić uwagi na tę z płyty Missing Link. Kto jest jej autorem?

Dżabi: Autorem naszej okładki jest nasz znajomy jeszcze z czasów singla 2Cresky „Whoosh” Rafał Szczepaniak. Bardzo utalentowany i charakterystyczny artysta , który generalnie walczy zawsze o swoje wizje artystyczne, ale w przypadku naszej płyty wykazał elastyczność. Nasza współpraca będzie miała ciąg dalszy ponieważ zamierzamy zrobić z nim klip do „Parysa” – Sławomir Leniart

Bodek: Okładka do tego albumu to nie była łatwa rzecz do zrobienia. Jednak też potrzebowaliśmy czasu aby zrozumieć intencję Rafała. Po odbyciu kilku rozmów na temat muzyki, tego co jest zawarte Rafał wymyślił właśnie to. Kolorystyka przypadła nam do gustu, chcieliśmy żeby było coś innego niż ciągłe czernie I czerwienie a przy okazji, jako że papier jest matowy w dotyku, album czuje się jak starą mapę

Michał Kaźmierczak: Po EP-ce z Rykardą Parasol i płycie z piosenkami Joy Division wypuszczacie autorski materiał – dostrzegam tu pewną zależność, która podpowiada mi, że kolejny krążek będzie coverowy. To taka prawidłowość czy zwykły zbieg okoliczności?

Dżabi: To zbieg okoliczności ale mogę zapewnić, że na 100% następna płyta nie będzie coverowa. Mamy już serdecznie dość tego rodzaju działalności . W swojej twórczości mamy już chyba z coverów – .Wydaje mi się, że wystarczy. Poza tym mamy dużo do zaoferowania w temacie własnej twórczości i tego się będziemy trzymać.

Bodek: Covery towarzyszą nam od 1999 roku i jest to swego rodzaju zawsze szkoła, wyzwanie artystyczne a także to zawsze znakomita lekcja historii

Michał Kaźmierczak: Teledysk do singla „Lisbon” nagrany został w Portugalii. Jak nagrywało się za granicą i przede wszystkim – jak to się stało, że tam trafiliście?

Bodek: Hasło rzucone przez znajomego nie zostało pominięte. A brzmiało tak: dlaczego video do utworu “Lisbon” nie nakręcić w Lizbonie ? Maszyna poszła w ruch, najpierw pomysł, potem kontakty I pisma do Tourismo de Lisboa, zrozumienie sprawy przez Małgorzatę Biskup z firmy, która robi PR dla Lizbony, potem wysyłka materiałów, tłumaczenia tekstów itd. Muzyka się spodobała a także pomysł na pokazanie Lizbony. Tym sposobem otrzymaliśmy oficjalne zgody na kręcenie zdjęć, bilety lotnicze, hotele a także extra kumatego kierowcę z samochodem, dzięki któremu mogliśmy dotrzeć szybko w każde miejsce.
Nasz znajomy reżyser, Mariusz Palej, akurat zaplanował sobie święta Wielkanocne w Lizbonie, więc został tylko cztery dni dłużej, a my przywieźliśmy potrzebny sprzęt, czyli “Ronin” itd. Zdjęcia kręciliśmy w ciągu czterech dni. Potem montaż, kolorowanie. Musieliśmy wykonywać swego rodzaju polowanie na pogodę, bo Lizbona to znane słoneczne miasto I tak je chcieliśmy pokazać, a czasami padał deszcz albo było za dużo turystów. Jednak to wspaniałe miasto I będziemy chcieli tam wrócić na koncert. Ponadto jest tam, jak się okazuje, najpyszniejsze espresso w każdym miejscu i dużo taniej niż, np. w Warszawie.

Michał Kaźmierczak: Drugim tropem zagranicznym jest Maroko. Skąd pomysł, by użyć oud w piosence Sun & Gun?

Dżabi: „Sun &Gun” to kawałek inspirowany filmem Babel, którego jeden z wątków odbywa się w Maroko na trasie w górach Atlas. Tak się złożyło, że dwa lata temu byłem tam na wakacjach i długo się nie zastanawiałem nad tym, żeby coś stamtąd przywieść. Oczywiście nie było to Oud, ale kupiłem kilka instrumentów perkusyjnych , które wykorzystałem później w codzie tego utworu. Mieliśmy również szczęście ,że Hania Malarowska ,która śpiewa ten kawałek znała Mateusza Szemraja, który z kolei gra na różnych etnicznych instrumentach i tak się złożyło, że jest posiadaczem Oud. Więc sprawa rozwiązała się sama, a utwór dostał wiarygodnych rumieńców.

Bodek: Inspiracją dla mnie był kompozytor muzyki do filmu “Babel” – Gustavo Santaolalla. Na początku zrobiliśmy numer po swojemu, a potem staraliśmy się go pokolorować. Szukaliśmy OUD, ale nigdzie nikogo nie było. Potem znalazł się Mateusz. Było o niebo lepiej I prawdziwiej. Na samym końcu chciałem koniecznie jeszcze znaleźć Ronroco – gitarę argentyńską, ale nie udało się, więc z pewnością wrócimy do klimatu przy innych nagraniach. Ostatecznie też chodziło o zachowanie klimatu muzyki w miarę współczesnej, nie chcieliśmy tego zamieniać w etno, za żadne skarby.

Michał Kaźmierczak: Czy poza tymi dwoma wątkami inspirowaliście się jeszcze muzyką z jakiegoś obszaru świata?

Dżabi: Wiem, że Bodka inspirują rosyjscy kompozytorzy typu Rachmaninow czy Szostakowicz oraz nasi Lutosławski, Kilar czy Mikołaj Górecki. Myślę, że te inspiracje można usłyszeć partiach smyczkowych napisanych przez niego do tej płyty – szczególnie w „Parysie”. Ze swej strony mogę odpowiedzieć, że od wielu lat jestem fanem rytmów arabsko-afrykańskich. Gdyby się wsłuchać w pewne partie perkusjonaliów i programowań, to można tam znaleźć pewne wpływy z tych rejonów – oczywiście przetworzone przez nasz europejski klimat.
Dla mnie to, co dzieje się w muzyce, którą nazwałbym naturalną dla danego obszaru jest jedną wielką kopalnią inspiracji i mądrości muzycznej. Podróże to coś co nas ewidentnie wzbogaca i inspiruje.

fot. Jacek Poremba

Michał Kaźmierczak: Skład gości zaproszonych do nagrania płyty jest naprawdę imponujący. Czym kierowaliście się w ich doborze?

Dżabi: Generalnie przetarliśmy się i zaprzyjaźniliśmy przy pracy nad płytą z utworami Joy Division. Już wtedy zakwitła w nas myśl, że powinniśmy kontynuować współpracę z Belą, Hanią i Łukaszem, z którym już wcześniej mieliśmy przygodę na Męskim Graniu w 2013 roku (z projektem 2Cresky). Dobór repertuaru dla poszczególnych wokalistów okazał się również czymś niewymuszonym i naturalnym. Ci wokaliści maja tylko jedno ograniczenie – jest nim praca i zaangażowanie we własne zespoły. mam tu na myśli SorRy Boys i L.Stadt. Długo szukaliśmy rozwiązania dla kawałka „Raviolis a la Russe”, ale gdy przypomnieliśmy sobie Justynę Kabałę, z którą kilkanaście lat temu Bodek nagrał numer DM na składankę, było jasne, że ona to udźwignie. Pati Yang to nasza stara znajoma kumpela. Kiedyś nawet wspólnie pomieszkiwaliśmy i pracowałem jeszcze z Gregiem Crackiem[*] nad jej drugim albumem. Zaczynając pracę nad numerem „Wounded Healer” myślałem dużo o Grześku, który odszedł niedawno. W naturalny sposób powstał klimat, który bardzo przypomina mi dziś czasy, gdy wspólnie pracowaliśmy w studio nad płytą Pati. Tę piosenkę poświęciliśmy pamięci Grześka.

Michał Kaźmierczak: Jak przebiegała współpraca z nimi i co wnieśli od siebie do utworów?

Dżabi: Z Łukaszem była to tzw. szybka piłka, ale po długim czasie. Numery leżały trochę zanim się za nie wziął, ale jak zaczął pracę, to dosłownie na drugi dzień były gotowe wersje wokalu. Bela natomiast przekopała nam kompozycje początkową, zmieniając tonacje, poszerzając harmonie i generalnie dodając do tego, co zrobiliśmy czegoś, czego sami byśmy nie wymyślili. Hania natomiast nie naruszyła kompozycji, lecz dodała takie melodie, że kawałki „Świst” i „Sun & Gun” wyszły na światło i spowodowała uruchomienie Bodka, bo zainspirowała go do partii smyczkowych. Pati to artystka, która zawsze odnajdzie się, jeśli coś ją weźmie za serducho i myślę, że zrobiła coś, co idealnie zamyka album. Justyna, nasza znajoma z czasów Agressivy69, była długo oczekiwanym kandydatem do „Ravioli Ala Russe”. z racji tego, Że kawałek opowiada, jak zrobić pierogi ruskie (tekst jest mojej młodszej siostry – Dagmary), Justyna okazała się idealnym wyborem – właściwie jest to poważny kawałek muzycznie, ale żartobliwy tekstowo.

Bodek: w przypadku “ Lisbon” ja zaśpiewałem demo Lisbon I nawet myślałem, że może znowu coś zaśpiewam, ale zdecydowaliśmy, że poprosimy jednak Łukasza, gdyż, przede wszystkim, piosenka mu się bardzo spodobała, napisał tekst, jest doskonałym wokalistą śpiewającym na co dzień I to zdecydowało. Zresztą ten utwór wylądował na biurku jako pierwszy singiel. W przypadku “CYM” miałem po prostu intuicję, że to numer z wielkim potencjałem. Ponownie Łukasz, gdy już znalazł czas, zrobił wspaniały wokal nie ruszając w ogóle warstwy instrumentalnej – byłem w szoku. Wpisał takie melodie I harmonie, jak sam mówi – przywołujące echa zespołu Queen z czasów Innuendo. a przecież numer jest wręcz beatowy. Z DZIEWCZYNAMI było nieco inaczej – one pracowały same, a potem w studio rozwijały się pomysły I była synergia, bo inspirowały do dalszych zmian kompozycji.

fot. Jacek Poremba

Michał Kaźmierczak: Wasza płyta jest fenomenalna, ale ciężko usłyszeć ją w rozgłośniach radiowych. Jak czujecie się będąc, mówiąc może zbyt górnolotnie, pomijanymi?

Dżabi: Nie jest to komfortowa sytuacja dla nas, ale cóż. Mamy swoją drogę promocji i wskakiwania, gdzie się tylko da, ale pod warunkiem, że ktoś jest tym żywo zainteresowany i rozumie nasza muzykę. Są rozgłośnie regionalne, audycje autorskie oraz Trójka – oni nas grają. Jednakże nie ukrywam, że mamy na płycie przynajmniej dwa-trzy kawałki ,które mogłyby polecieć spokojnie w Zetce czy Rmf maxxx. Jest to jednak utopijna wizja, jak sądzę. Póki co musimy się zadowolić tym, co mamy oraz internetem.

Bodek: Nie do końca się zgodzę. Nie ma nas w stacjach Rmf I ZET, ale już, np. w Trójce byliśmy w trzech audycjach, singiel “Lisbon” był w Trójce dwa miesiące na playliście dziennej, w rozgłośniach regionalnych typu radio Gdańsk, radio Rzeszów, Białystok, Koszalin, Szczecin, Łódź nas grają. Podobno mamy być w Chilli Zet, stacje studenckie też się zgłaszają.
Cały czas pracujemy tak, jak pracowaliśmy nad albumem tzn. wykonujemy promocję I myślę, że potrwa to trzy miesiące. Potem kolejne video, a może drugi singiel radiowy.

Michał Kaźmierczak: Jakie są wasze najbliższe plany? Trasa koncertowa? Praca nad nowym materiałem?

 

Dżabi: Obecnie zaczynamy pracę nad próbami. Jest dużo pracy, bo materiał jest intensywny ale myślę, że doświadczenia nabyte w poprzednich składach i projektach nie poszły na marne, i ogarniemy temat szybko i sprawnie. Poszerzamy skład do koncertów o drugą gitarę i czasami bas, które to powierzymy Tomkowi Dąbrowskiemu z Sorry Boys. Dojdzie też perkusja, ale tutaj jeszcze trwają pertraktacje. Najbliższy zamknięty koncerto-event promocyjny odbędzie się 18 czerwca w Warszawie. Na jesień planujemy kilka koncertów, a co do trasy – Myślę, że to okaże po tym, jak pokażemy na co nas stać i wtedy będzie łatwiej to ogarnąć. Chcemy grać i wrócić po długiej przerwie na sceny. Nowe rzeczy robię cały czas. Mam rozgrzebanych, jak zwykle, kilka pomysłów, z których nie wiadomo jeszcze co wyniknie. Póki co skupiamy się na „Missing Link” i prozie życia .

Bodek: Podstawą jest teraz dotrzeć z albumem do ludzi, żeby nie przeszedł bokiem. Zbliżające się koncerty zmuszają nas też do pracy, żeby pokazać je bardzo interesująco.
To wyzwanie, bo w skład koncertowy nie wejdą wszyscy wokaliści a repertuar chcemy grać cały.

fot. Jacek Poremba