Choć muzyką zajmuje się już dobre kilka lat, dopiero niedawno ukazała się jego pierwsza oficjalna płyta, Synekura. W rozmowie z Bejfem – świeżą krwią w szeregach MaxFlo, rozmawiamy m.in. o drodze, jaką pokonał aż do podpisania kontraktu płytowego, studiu nagraniowym i pracach nad nowym materiałem.

  • Kamil Pawłowski: Jak wyglądały Twoje początki z muzyką?

Bejf: Mój początek z muzyką był podobny, jak u wielu raperów z tej branży, z którymi mam styczność. Pierwszy amatorski sprzęt w postaci cienkiego mikrofonu przyklejonego do kartonu, nakrywanie głowy kocem i rejestrowanie tego na komputer. Takie były początki techniczne. A osobą, która zainspirowała mnie do tego, że w ogóle zacząłem się tym zajmować był mój jedenaście lat starszy brat. Był maniakiem rapu, miał bardzo dużo kaset VHS z teledyskami – i zacząłem przesiąkać tą muzyką. Nie będę ukrywał, że pierwsze nagrania nie były zbyt wiele warte. Jeszcze wtedy nie miałem wiedzy, jak się tworzy muzykę, jak się pisze, ale powoli w ten świat wkraczałem, nabierałem doświadczenia, poznawałem ludzi.

  • Kamil Pawłowski: I wtedy trafiłeś na zespół Iron Town?

Bejf: Tak. Iron Town tworzyli znajomi z mojego miasta – Zabrza. Zaczęliśmy próby, pierwsze nagrania i okazało się, że pasuję do tego zespołu. Nagraliśmy amatorską płytę. Później nasze drogi się rozeszły i zacząłem działać solowo. W 2012 roku nagrałem dwa albumy Cztery strony i Moja wersja wydarzeń. Rok później pojawił się mixtape Still on track, który ja osobiście zaliczam jako pierwszy w mojej dyskografii. Ten album pozwolił mi nawiązać pierwsze ważne kontakty. Zaczęli odzywać się ludzie nie tylko z moich okolic, ale też z kraju. Pojawiły się pierwsze koncerty.

  • Kamil Pawłowski: Jak doszło do Twojej współpracy z MaxFlo?

Bejf: Przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy stwierdziłem, że jestem gotowy na wysłanie demo. Rozesłałem album po kilku wytwórniach i po jakimś czasie dostałem odpowiedź właśnie od MaxFlo. Nagrałem płytę W świecie plastikowych głów, która ukazała się za pośrednictwem MaxFloLab – programu promującego niszowych muzyków. Rok 2016 przyniósł moje pierwsze oficjalne wydawnictwo Synekurę.

  • Kamil Pawłowski: Bardzo często na solowych płytach raperzy zapraszają gości do nagrań. U Ciebie jest tylko jeden utwór z gościnnym udziałem wokalistki Udoo. To celowy zabieg?

Bejf: To wynika z cech mojej osobowości. Jestem indywidualistą, lubię pracować sam. Dobrze się czuję, kiedy jestem zamknięty w studiu i sam kieruję procesem powstawania kawałka od początku do końca. Rzadko się zdarza, że widzę kogoś, kto by mi pasował do koncepcji numerów, które nagrywam. Natomiast jeśli chodzi o utwór No rush, to od początku wiedziałem, że musi pojawić się wokalistka, która przełamie refren, dzięki czemu kawałek zabrzmi ciekawiej. To mój faworyt nie tylko na tej płycie, ale i z całej mojej dotychczasowej działalności.

  • Kamil Pawłowski: Czyli żadnych kolaboracji nie planujesz?

Bejf: Teraz zaczynam podchodzić do tego tematu trochę inaczej. Jestem ciekawy współpracy w studiu z innymi muzykami i nie mówię tutaj tylko o producentach. Interesuje mnie stykanie energii dwóch osobowości – z innym raperem czy wokalistką. Ostatnio pojawiło się kilka kolaboracji m.in. z Yappe i JazBrothers, wcześniej wspólny kawałek z chłopakami z Flaszek i Szlugów.

  • Kamil Pawłowski: Mocnym punktem Synekury jest utwór Zawód człowiek, który opisuje kondycję współczesnej cywilizacji. Jakie wydarzenie skłoniło Cię do napisania tego numeru?

Bejf: Mam często tak, że chodzą za mną jakieś myśli, zastanawiam się nad jakimś problemem, chodzi to za mną przez kilka dni. Jak już to przetrawię, to czuję jakąś wewnętrzną potrzebę, żeby wyrazić się w tym temacie i przelać swoje myśli na papier. Duży wpływ na ten kawałek miały luźne rozmowy z moim dobrym ziomkiem na tematy poruszające problemy kondycji współczesnego świata. Zebrałem swoje obserwacje i tak powstał ten kawałek.

  • Kamil Pawłowski: Miesiąc po wydaniu Synekury zacząłeś opisywać proces powstawania każdego kawałka i wrzucać na swojego fanpage’a. Skąd ten pomysł i co miał na celu?

Bejf: Sprawa jest prosta. Chciałem aby słuchacz zrozumiał jak najwięcej, z tego co mam do przekazania. Uchylałem mu rąbka tajemnicy, w jakich warunkach i sytuacji powstawał kolejny numer. Sam zawsze jestem ciekawy, jak powstają nagrania czy filmy. I wiem, że ludzie też są ciekawi tego, jak to wszystko wygląda od kuchni.

  • Kamil Pawłowski: W wielu swoich utworach śpiewasz w refrenach. Masz bardzo dobrą dykcję i flow. Dużo czasu poświęcasz na ćwiczenie techniki rapowania?

Bejf: Najzwyczajniej w świecie lubię śpiewać w refrenach. Lubię, kiedy utwór jest urozmaicony, nie jest jednostajny. Powodem bardziej rozbudowanych aranżacji są na pewno moje muzyczne inspiracje, ale nie jest to tylko hip-hop. Słucham wielu gatunków muzycznych i ciekawią mnie rozwiązania melodyjne, które później staram się wcielać do swojej twórczości. Jeśli chodzi o moją dykcję i flow, to dzięki ciężkiej, niemal codziennej pracy w studiu osiągnąłem poziom, jaki prezentuję teraz.

  • Kamil Pawłowski: Minęło kilka miesięcy od wydania Synekury, a nowy materiał już nagrywasz. Masz już wizję nowego wydawnictwa? Czym będzie się różnić od poprzedniego? Kto zajmie się produkcją?

Bejf: Na razie mogę zdradzić, że pracę nad płytą są w zaawansowanym stadium. Nowy krążek będzie się różnił przede wszystkim tym, że będzie bardziej melodyjny, bardziej rozbudowany kompozycyjnie, zróżnicowany stylistycznie niż poprzednie płyty. Na pewno nie będzie tak mroczny jak Synekura. Mogę zdradzić też, że muzyczną stroną zajmie się tylko jeden producent, ale jeszcze jest za wcześnie na ujawnianie szczegółów.

  • Kamil Pawłowski: Grałeś m.in. dwa razy na Hip-Hop Kempie oraz na Silesia Hip-Hop Festiwal. To duży kaliber. Preferujesz koncerty na plenerowych imprezach czy jednak wolisz bliski kontakt ze słuchaczem w klubie?

Bejf: Przede wszystkim lubię grać koncerty, gdzie by one nie były. Wychodzę z założenia, że muzyka musi bronić się na żywo. Jeśli jestem w stanie zainteresować słuchacza na koncercie, to jest to dla mnie największy sukces. Nie mamy jeszcze topowej rozpoznawalności i często grając supporty, musimy budować relację z publicznością, która do końca nas nie kojarzy, a jak kojarzy to raczej z płyt. To jest trudne zadanie, ale myślę że realizujemy je dobrze i powoli zaskarbiamy sobie zaufanie słuchaczy. Jeśli miałbym wybrać między plenerowymi koncertami a klubowymi, to postawiłbym na te drugie. Bliski kontakt z publiką sprawia mi dużą satysfakcję. Ale dobrze się czuję także na dużej scenie.

  • Kamil Pawłowski: Synekura zebrała bardzo dobre recenzje i opinie wśród słuchaczy, ale album przeszedł bez większego echa. Sam gdzieś ironizowałeś, że prawdziwa kariera zaczyna się od miliona wyświetleń na YouTubie. Masz jakieś pomysły, aby kolejna płyta została bardziej zauważona?

Bejf: Podstawowy warunek – muszę nagrać jeszcze lepszą płytę. Ta strategia będzie obowiązywała przy każdym kolejnym albumie. Nasz rynek obecnie jest bardzo wypchany. Ciężko przebić się do świadomości słuchacza. Jestem przygotowany na to, że droga bywa kręta, czasami kompletnie rozczarowuje, ale trzeba zacisnąć zęby, pracować i szukać pozytywnych stron. Mamy w zanadrzu kilka ruchów marketingowo-promocyjnych, dzięki którym nowy album będzie miał szanse wedrzeć się przebojem i narobić zamieszania. Tak jak wspomniałem wcześniej – jeszcze nie czas na zdradzanie szczegółów dotyczących nowego wydawnictwa.

  • Kamil Pawłowski: Prowadzisz studio nagrań. Mógłbyś opowiedzieć o tym coś więcej?

Bejf: Studio BejfRecords rozwijam od kilku lat, ale dopiero w tym roku udało mi się przekształcić je w coś dużo bardziej profesjonalnego. Zależało mi przede wszystkim na tym aby pracować w lepszych warunkach, które pozwolą mi na dalszy rozwój. Poza tym realizacja i produkcja nagrań jest czymś co mnie pasjonuje i sprawia mi przyjemność. Udało mi się uzyskać dofinansowanie z funduszów europejskich i dzięki temu studio doczekało się nowej lokalizacji i stało się miejscem oficjalnym.