Pomimo, że szerokiej publiczności pokazała się dopiero przy okazji ostatniej edycji The Voice of Poland, to na rynku muzycznym jej nazwisko znane jest już od dłuższego czasu. Przed zbliżającym się koncertem w Poznaniu zapytaliśmy Anię o wrażenia po programie, nadchodzącą płytę oraz niespodzianki jakie już w piątek, 3 marca, usłyszymy w poznańskim klubie B17. Z Anią Karwan rozmawiała Dominika Mrówczyńska.

Dominika: Zacznijmy od gratulacji za uzyskanie tytułu finalistki The Voice of Poland! Pomimo, że nie udało Ci się wygrać programu, na pewno znacząco wpłynął on na Twoje muzyczne i pozamuzyczne życie. Jakie zmiany najbardziej odczuwasz?

Ania: Bardzo dziękuję ! Względem wygranej – ja czuję co innego. Ja ten program wygrałam na swój sposób, bo wygrałam w nim…siebie.  The Voice of Poland odmieniło moje życie nie tylko zawodowe. Odczuwam to na każdym kroku również prywatnie. Odblokowała się zapora, pod którą stałam kilka lat i którą próbowałam przeskoczyć.  Puściły wszystkie blokady i dzięki programowi mogłam pokazać kim i jaka jestem. Dostałam tam dużo czasu, żeby zapracować na zaufanie ludzi, bo nie był to jednorazowy występ, ale cała historia, wywiady, zwierzenia. Miałam szansę podzielić się z widzami tym, co czuję i myślę. dzięki, temu (mam nadzieję) stałam się im bliższa i teraz proponując moją muzykę ludziom, oni chcą ją sprawdzić, czekają co zrobię, jakie to będzie. Program pomógł mi dotrzeć do szerokiej publiczności, na której tak bardzo mi przez lata zależało, bo przecież dla nich śpiewam…

Dominika: Pomijając jednak czas, jaki pochłonął program – nie było to Twoje jedno z pierwszych spotkań ze sceną i mikrofonem. Od dawna pracujesz z wieloma polskimi artystami, jednak do tej pory w roli chórków czy featuringów. Dlaczego to talent show musiało przeciąć Twoją drogę, abyś całkowicie ukierunkowała się na solową karierę?

Ania: Pamiętam to jak dziś w jakim stanie psychicznym przyszłam do tego programu. Byłam w depresji. Czułam się jak dziecko zagubione we mgle. Było mi i smutno i przykro, bo wydawało mi się, że cokolwiek nie robię, nikt tego nie zauważa. Musiałam myśleć o wszystkim tylko nie  o śpiewaniu. Jak zarobić? Jak sprzedać ofertę? Jaką drogę obrać? Jaki gatunek muzyczny? Jak się promować? Wszystko mnie odciągało od tego, że chciałam przecież po prostu… śpiewać. Podjęłam więc decyzję, że idę na przesłuchania w ciemno, żeby zaśpiewać sobie tak jak chcę i lubię, bez myślenia co będzie potem. I naprawdę w trakcie śpiewania „Purple rain” odpłynęłam. Nie pamiętam tego, jak zaśpiewałam. Czułam, że zalewa mnie fala radości, spokoju i spełnienia, czyli czegoś za czym tak tęskniłam. Włączyłam GPS’a i znalazłam siebie.

Dominika: 3 grudnia w warszawskiej Miłości zagrałaś swój pierwszy po programie koncert, na który bilety sprzedały się w ciągu kilku chwil. Spodziewałaś się tak pozytywnego odbioru?

Ania: Absolutnie się tego nie spodziewałam. Byłam pewna, że przyjdzie 40 zaprzyjaźnionych osób i zrobimy kameralny koncert podsumowujący mój udział w programie z premierą koncertową singla „W prezencie” ,jako szczęśliwy kopniak na nowej drodze życia. Tymczasem bilety sprzedały się w ciągu niecałej doby, a ostatecznie zadzwoniło do klubu 1600 osób z chęcią kupienia kolejnych biletów. To jest dla mnie szok do dzisiaj. Nie do opisania jest satysfakcja, radość i wdzięczność. Nie przeszkadzało mi zmęczenie, brak snu wyczerpanie ze stresu – nic nie było ważne. Ten koncert zapisał się w moim sercu z wielu powodów… Będę go wspominać do końca życia.

Dominika: Premierowo zaprezentowałaś wtedy singiel W prezencie, stworzony przez Natalię Kukulską oraz Michała Dąbrówkę. Możemy spodziewać się klipu do tego utworu?

Ania: Oczywiście ! Scenariusz do klipu powstał bardzo prędko. Nie mogę zdradzić kto go napisał, bo dopóki szukamy sponsorów do współpracy, nie mam prawa chwalić się tym cudownym człowiekiem. Powiem tylko, że to, co przeczytałam na temat tego teledysku przekroczyło moje marzenia i wyobrażenia. Ten wspaniały artysta jest odpowiedzialny za najlepsze klipy w tym kraju, ma niezwykły talent do interpretacji utworu obrazem i wspaniale rozszyfrował kim jestem i jaką mam misję wobec słuchaczy. Wierzę w cuda i afirmuję codziennie, że to się uda. Będziemy się chwalić tym obrazkiem na całym świecie.

Dominika: Jeśli już mowa o video, niedawno w sieci pojawiło się pierwsze nagranie z grudniowego koncertu w Warszawie. Z tego, co słyszałam pojawią się jeszcze kolejne…

Ania: Za ten materiał odpowiedzialne jest CONE Media Group, czyli rodzinna ekipa Błażeja Szychowskiego, który z wielkim sercem trzymał rękę nad tym materiałem. Poprowadził to nagranie w najbardziej bliski dla mnie sposób, pokazał moje emocje, moje łzy, a nawet moje potyczki, które jego okiem były urocze. Światowe spojrzenie, dojrzałe, z ogromną klasą i montażem, po którym widać jak bardzo ktoś zna się na muzyce na żywo, którą odbiera się też oczami. W przygotowaniu są jeszcze trzy piosenki, w tym oczywiście singiel. Ciekawa jestem tego klipu, bo rozpłakałam się podczas śpiewania i pewnie sama będę zaskoczona jaka jestem, kiedy śpiewam i nie zwracam uwagi na łzy płynące po twarzy. Jestem bardzo wdzięczna za zaangażowanie i serce tej ekipy. Uwielbiam ich i planujemy pracować ze sobą możliwie często.

Dominika: Po koncercie w Warszawie, przyszedł czas na Poznań. Ostatnio gościem, który towarzyszył Ci na scenie była Natalia Kukulska. Jakich niespodzianek możemy spodziewać się tym razem?

Ania: Mam niezwykłą niespodziankę, bo zgodził się zaśpiewać ze mną Adam Stachowiak, który ukradł moje serce podczas przesłuchań w ciemno w mojej edycji. Płakałam jak bóbr podczas jego wykonania „Mamo”, i jestem ponownie wzruszona, że będę miała okazję zaśpiewać z nim tę piosenkę podczas koncertu. Cudowna dusza, wrażliwość i dobroć.

Dominika: Program programem, koncerty koncertami, ale kiedyś musi przyjść czas na wydanie debiutanckiego krążka. Jak długo będą musieli jeszcze czekać zniecierpliwieni fani, żeby płyta znalazła się w ich rękach?

Ania: Kończę pisać i zbierać piosenki na płytę. W większości piszę melodie i teksty sama, warstwą harmoniczną i aranżacyjną zajmuje się mój pianista Tomasz Świerk, moja bratnia muzyczna dusza. Kontrakt płytowy i data wydania wciąż przed mną. Rozmawiamy z kilkoma wytwórniami na temat warunków. Sama mam nadzieję, że sprawy potoczą się szybko i pomyślnie i będę mogła w 2017 roku trzymać swoją płytę w rękach i spotykać ją w największych sklepach muzycznych.

Dominika: Pojawi się na niej tylko Twój własny materiał, czy wzbogacisz ją również o covery? I przede wszystkim, kto zajmie się produkcją albumu oraz znajdzie się w roli zespołu muzycznego Ani Karwan?

Ania: Myślę o coverach, ale trochę się ich już boję. Przylgnęła do mnie łatka śpiewania cudzych piosenek i chciałabym pokazać, że mam swoje i są one równie dobre, ale mam co najmniej dwie piosenki, które zaadaptowałam już dawno temu i jeśli autorzy się zgodzą, to w hołdzie mojej przeszłości umieszczę je na debiutanckim krążku jako pamiątkę.

Dominika: Wracając do tematu koncertów. Czy po tych dwóch wydarzeniach, przyjdzie kolej na jakąś małą trasę po Polsce? Te prawie 50 tysięcy fanów na Facebooku na pewno czeka abyś odwiedziła też Pomorze, czy udała się w stronę polskich Tatr.

Ania: Jak najbardziej skupiamy się wraz z moim managementem, żeby w tym roku zagrać jak najwięcej koncertów, tych małych i tych dużych. Koncerty to dla mnie najważniejszą forma przekazu i spotkania z ludźmi. Tak jak powiedziałam, mam misję. Chcę uzdrawiać dźwiękami i zabierać ludzi do magicznego świata emocji. Pokazać ich kolory i różnorodność –  to dla mnie priorytet w śpiewaniu. Daję wtedy ludziom dowód na to, że jestem taka jak oni, że wiem, co czują i potrafię to zrozumieć. Mogę o tym opowiadać godzinami, a jeszcze dłużej o tym śpiewać, więc już teraz zapraszam wszystkich w podróż ze mną po muzycznych doświadczeniach i do zobaczenia WSZĘDZIE :)