Agnes Obel- artystka niszowa, choć bardzo ceniona za swoje niepowtarzalnie oryginalne brzmienia. Z pochodzenia Dunka, na stałe mieszka w Berlinie, a obecnie podróżuje promując swój nowy album o tytule „Citizen of glass”. Trasa koncertowa objęła zarówno Europę, Stany Zjednoczone i Kanadę. W listopadzie odwiedziła Polskę dając dwa koncerty- w Gdańsku oraz w Warszawie (relacja z koncertu dostępna tutaj) . Przed występem w stolicy zgodziła się udzielić nam krótkiego wywiadu.

Ania Bruzgielewicz: A więc zacznijmy od samego początku- czy zawsze czułaś w sobie powołanie by być artystą?

Agnes Obel: Tak myślę. Bardzo wcześnie zdałam sobie sprawę, że mam w sobie coś na kształt szczególnej mocy, która wręcz unosi nad ziemią. Nie pamiętam dokładnie, kiedy ostatecznie ukształtował się pomysł by podążać tą ścieżką, ale zawsze wiedziałam, że chciałabym ją odkryć.

Ania Bruzgielewicz: Kiedy zaczęłaś tworzyć?

Agnes Obel: Kiedy miałam sześć lat rozpoczęłam naukę gry na pianinie. W szkole muzycznej brałam udział w różnych muzycznych projektach, ale nie byłam pewna czy wolałabym być instrumentalistką czy piosenkarką, odkrywałam dopiero jak lubię pracować. Potem zaczęłam staż w studiu nagraniowym w wieku siedemnastu lat. Przyszedł do mnie wtedy pewien mężczyzna by stworzyć swój własny album i fakt, że mógł tym sposobem opowiedzieć swoją historię wydał mi się niesamowity. Użył w swojej muzyce emocji jakie towarzyszyły mu po zakończeniu związku. Smutek i stratę zamienił w coś pięknego. Wtedy postanowiłam, że też muszę wydać płytę.

Ania Bruzgielewicz: A czy pamiętasz swoją pierwszą piosenkę?

Agnes Obel: Bardzo wcześnie zaczęłam pisać utwory na pianino, były jak ścieżka dźwiękowa do baśni w mojej głowie.

Ania Bruzgielewicz: Wolisz inspirować się własnymi doświadczeniami czy raczej poruszać abstrakcyjne tematy w swoich utworach?

Agnes Obel: Lubię je łączyć. „The Curse”, utwór z płyty Aventine porusza na przykład abstrakcyjną koncepcję jak ludzie nadają wszystkiemu znaczenie. Czytałam kiedyś książkę laureata nagrody nobla Daniela Kahneman’a, w której zauważa, że ludzie są jedynymi istotami na ziemi, które to potrafią. Nie ma innego gatunku, który tworzyłby sztukę, religię czy poezję. Z jednej strony to piękne, ale jest to też pewnego rodzaju przekleństwo-stąd tytuł utworu. Tworząc go byłam zafascynowana, że jesteśmy jak swojego rodzaju maszyny do wytwarzania znaczeń. Czułam, że jest to szczęście w nieszczęściu, ponieważ możemy nagle wymyślić coś niedobrego, nieprawdziwego- to jest niebezpieczne. „Trojan Horses” również jest abstrakcyjna, opowiada o moim doświadczaniu „bycia ze szkła”. Z kolei „It’s happening again” to bardziej prywatna piosenka o tym, czym dla mnie jest miłość oraz wina. Odkrywam to z pomocą dźwięków.

Ania Bruzgielewicz: Twój nowy album nosi tytuł „Citizen of glass”, termin ten w języku niemieckim jest używany to określania stopnia prywatności obywatela w danym kraju. Im bardziej „szklany” jest tym więcej o nim wiemy. Czy wydając tę płytę, dzieląc się tymi wszystkimi emocjami czujesz jakbyś stała się bardziej „ze szkła”?

Agnes Obel: Tak,ale…myślę, że wszystkie moje albumy są dość prywatne. Dzielę się w nich uczuciami, o których nie rozmawiam z przyjaciółmi, ale nie robię tego umyślnie- po prostu tak się dzieje.

Ania Bruzgielewicz: W nowych utworach użyłaś rzadko spotykanych instrumentów m.in. jednego z pierwszych syntetyzatorów „Trautonium”- skąd ten pomysł?

Agnes Obel: Chciałam stworzyć dźwięk szkła. W mojej głowie brzmiał on chłodno i metalicznie, eksperymentowałam by odnaleźć nowe brzmienia. Jeżeli chodzi o Trautonium- pokazał mi go kiedyś mój przyjaciel. Wiedział, że uwielbiam Hitchcocka, który przy tworzeniu ścieżki dźwiękowej do filmu „Ptaki”, użył właśnie Trautonium. Głosy ptaków na tym właśnie syntetyzatorze „grał” Oskar Sala.

Ania Bruzgielewicz: Wiem, że to dość wcześnie by pytać, ale czy masz już chociaż zarys planu na następną płytę?

Agnes Obel: Chciałabym nagrać EP-kę łącząc jedynie Trautonium z wokalem. Poza tym jest wiele utworów, które nie pasowały do nowego albumu, byłoby świetnie również z nich coś stworzyć.

Ania Bruzgielewicz: Czy jest ktoś kogo podziwiasz?

Agnes Obel: Tak. To może zabrzmieć zabawnie, ale jest to mama mojego chłopaka. Jest siedemdziesięciojedno-letnią artystką, która specjalizuje się w sztukach wizualnych. Tworzy także na komputerze i niedawno nauczyła się kodowania w języku HTML. Jest niezwykle mądra i kreatywna. Poza tym udziela się politycznie starając się o polepszenie sytuacji artystów w Europie. Podziwiam, że robi tyle dobrych rzeczy dla świata i stara się by każdy jej czyn miał znaczenie.

Ania Bruzgielewicz: Czy zmieniłabyś jakąkolwiek decyzję, którą dotychczas podjęłaś?

Agnes Obel: Żałuję, że nie zaczęłam wierzyć w swoją muzykę wcześniej, bo mimo tego, że dużo tworzyłam nie dzieliłam się nią z nikim. Myślę, że zbyt wiele rzeczy robimy jedynie po to by uszczęśliwiać innych. Gdybym mogła doradzić coś młodym ludziom to przede wszystkim by słuchali siebie. By nie dali się przytłoczyć otoczeniu, rodzicom. Chciałabym nauczyć tego moje dzieci- by podążały za głosem serca.

Prawdę mówiąc najbardziej żałuję rzeczy, których nie zrobiłam. Żałuję, że nie byłam lepszą przyjaciółką lepszą córką… Pokłóciłam się kiedyś z moją najlepszą przyjaciółką z nastoletnich czasów i od lat nie rozmawiałyśmy, a  potem dowiedziałam się, że zmarła na raka. Mieszkałam wtedy w Berlinie, więc nie wiedziałam, że jest chora i nagle po prostu… odeszła. Z perspektywy czasu wszystkie konflikty wydają się zupełnie nieistotne. Czas biegnie tak szybko, ludzie odchodzą i nagle zdajemy sobie sprawę, że już nigdy nie będziemy mogli z nimi porozmawiać i naprawić tego co poszło nie tak.

Ania Bruzgielewicz: Na koniec, podsumowując, czy jesteś szczęśliwa tutaj gdzie jesteś teraz, w świecie jaki stworzyłaś dla siebie przez te wszystkie lata kariery?

Agnes Obel: Bardzo się cieszę, że mogę tworzyć mój własny kosmos przy pomocy dźwięków. Jestem szczęściarą, że muzyka stała się moim sposobem na życie. Życie w trasie jest świetne, ale tęsknię za okresem w którym piszę piosenki. W podróży trudno się skupić, przywiązuje się większą wagę do praktycznych aspektów. Uwielbiam podróżowanie, zwiedzanie nowych miejsc- dzięki trasie odkryłam Warszawę, byłam tutaj już parę razy, a wczoraj po raz pierwszy odwiedziłam Gdańsk. Więź z publicznością jest bardzo głęboka i wiele dla mnie znaczy, ale nie mogłabym nieustannie koncertować. Ostatnio rozłożyło się to po 1,5 roku na pisanie i 1,5 roku na trasę-to idealne połączenie. Chociaż wolę tę „twórczą” część, to bardziej do mnie pasuje.

Ania Bruzgielewicz: Dziękuję bardzo za rozmowę!

Agnes Obel: To była przyjemność!