Dział PublicystykaRecenzje

Various Artists – The Greatest Showman: Original Motion Picture Soundtrack (2017) – recenzja Christiana Cieślaka

Chyba w światowej (czyli głównie amerykańskiej) kinematografii nie ma roku, w którym do kin nie trafiłby choć jeden musical. Na przełomie roku 2016 i 2017 triumfy święcił pamiętny „La La Land” autorstwa Damiena Chazelle. Natomiast w tym sezonie, na kartach box office’owej historii swoje piętno odciska „The Greatest Showman”, reżyserski debiut Michaela Gracey’a. I chociaż filmu nie miałem szansy jeszcze zobaczyć, co nadrobię jak już napiszę tą recenzję, to trzeba przyznać, że ścieżka dźwiękowa do dzieła Pana Gracey’a sprawia, że jeszcze bardziej chciałbym ujrzeć jego realizację na ekranie.

By wprowadzić was nieco w arkana tej produkcji, to warto powiedzieć o czym ona tak naprawdę opowiada. Głównym bohaterem „Króla Rozrywki”, jak brzmi polski tytuł tego filmu, jest Phineas Taylor Barnum, w którego rolę wciela się sam Wolverine, znany zwykłym śmiertelnikom jako Hugh Jackman. Co istotne, postać w którą wcielił się Jackman istniała naprawdę. P.T. Barnum był współzałożycielem objazdowego cyrku „Ringling Bros. and Barnum & Bailey Circus”, określanego na ówczesnych plakatach reklamowych jako „The Greatest Show on Earth”, czyli najlepsze widowisko na świecie. Cyrk został założony dokładnie 10 kwietnia 1871 i istniał aż do dwudziestego pierwszego maja 2017 (!!!), co daje nam ponad 146 lat, w dodatku nieustannego, działania i radowania swojej wielopokoleniowej publiczności. Jeśli to wam nie wystarczy, by ukazać istotną rolę osoby P.T. Barnuma, to warto dodać, że jego postać pojawiła się w jeszcze kilku filmach, w tym „Gangach Nowego Yorku” w reżyserii Martina Scorsese. Z tego powodu, nie dziwi mnie fakt, że film, jak i jego soundtrack, cieszą się tak ogromną popularnością.

Po tej krótkiej lekcji historii, możemy w końcu przejść do konkretów. Album The Greatest Showman z pewnością brzmi dobrze, żeby nie powiedzieć, że świetnie. Soundtrack trzyma wysoki poziom i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Łącząc współczesne podejście do muzyki pop oraz klasycznego spojrzenia na musicalowe ballady, dostajemy naprawdę przyjemne czterdzieści minut filmowej muzyki. Czy to dobrze? W istocie tak. Jednak jeśli szukamy „czegoś wyjątkowego”, to tego raczej tu nie dostaniemy.

The Greatest Showman nie jest, i jeśli dobrze zrozumiałem intencje twórców, nie miał być musicalem, które zmieni oblicze tego gatunku. Film miał po prostu bawić, tak samo jak jego energetyczny soundtrack. Muzyka ta ma dawać radość, co potwierdzam, że otrzymałem w stu dziesięciu procentach. Najjaśniejszym dla mnie punktem tej ścieżki dźwiękowej jest piosenka otwarcia, czyli The Greatest Show. Jest to kompozycja dynamiczna, interesująca i rzecz jasna bardzo filmowa, co czuje się już od jej pierwszego dźwięku. Na moje ciepłe słowa zasługują też This Is Me, które w filmowej wersji wykonuje Keala Settle, a w wersji promocyjnej KeshaRewrite The Stars, duet Zaca EfronaZendayi, oraz Tightrope, w interpretacji filmowej żony Jackmana, czyli Michelle Williams.

Zanim jednak podsumuję swoje wynurzenia na temat tego albumu, to chciałbym poruszyć jeszcze jeden jego aspekt. Muzyka z musicali to coś, co do mnie nie przemawia. To w sumie jest tak jak z Eurowizją – albo się ją kocha (tak jak ja), albo nienawidzi, albo po prostu nie ma się o tym zielonego pojęcia. Co tyczy się natomiast soundtracku The Greatest Showman, to mamy do czynienia z kolejną dobrą ścieżką dźwiękową. Wszyscy ją lubią, ale za dwa lata wszyscy o niej zapomną i na tym polega problem. Brakuje tu już wspomnianego „czegoś wyjątkowego”, co sprawiłoby, że te piosenki stałyby się hitami numer jeden na liście Billboard 100 i wpisały się w popkulturę XXI wieku. Niestety, ale The Greatest Showman tego nie zrobił, więc pozostaje mnie i wam dalej czekać na musical, który rozwali ten show-biznesowy system.

Tym samym muszę przyznać, że soundtrack do filmu „Król Rozrywki” to świetna rozrywka na najbliższe tygodnie, może miesiące. Tylko co z tego, że album jest dobry, skoro praktycznie wszyscy go za taki uważają, kiedy prawdziwymi gwiazdami stają się muzycy, który niekoniecznie zyskują wszelakie laury. Potencjał był, ale zmył się wraz z tylko jedną do Oskara za wyłącznie dobrą piosenkę This Is Me.

Tags
Show More


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *