Dział PublicystykaRecenzje

VA – Fifty Shades Freed (2018), recenzja Marty Mrowiec


VA - Fifty Shades Freed
  • Data premiery:
    09 02 2018
  • Wytwórnia:
  • Gatunek:
    pop, electro,
  • Single:
Najlepsze utwory: Heaven, Never Tear Us Apart
Najsłabsze utwory: Come On Back

Z serią o Greyu jest różnie. Jedni nie mogą doczekać się kolejnej, trzeciej już części, inni omijają tę produkcję szerokim łukiem. W tym gronie jestem też ja. Jedno jest jednak pewne – na uwagę zasługuje muzyka, która w całym tym zamieszaniu wokół trylogii autorstwa E.L. James wydaje się najjaśniejszym elementem.

Nie będę wypowiadać się na temat filmu, gdyż nie oglądałam, ani jednej części i prawdopodobnie się na to nie zdecyduję. Książką rzuciłam w kąt po 50 stronach, za to dwie poprzednie ścieżki dźwiękowe do tej pory mi towarzyszą. Wraz z ostatnią częścią filmu doczekaliśmy się kolejnego soundtracku. Tym razem na ścieżce dźwiękowej znaleźli się tacy artyści jak Hailee Steinfeld, której kompozycja Capital Letters otwiera album. O wspólny numer pokusili się Rita Ora oraz Liam Paye. Dalej mamy między innymi Julię Michaels, Jessie J czy numer od Sii. Krążek składa się z 19 utworów oraz 3 bonus tracków, co ciekawe w jednym z nich usłyszeć możemy samego Jamiego Dornana (Maybe I’m Amazed), odtwórcę tytułowej roli.

Jak widać różnorodny dobór artystów sprawił, że cały krążek jest dosyć eklektyczny. Znajdziemy na nim kompozycje utrzymane w bardzo melancholijnym klimacie, jak i te bardzo żywiołowe. Gatunkowo znajdziemy tutaj popowe produkcje, nieco elektroniki a nawet kawałki z dyskotekowym zacięciem, jak chociażby Come On Back. To album, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Znajdziemy dla nich jednak wspólny mianownik. Klamrą spinająca jest tematyka blisko związana z fabułą filmu. I tak przewija się tutaj miłość, namiętność, pożądanie, fascynacja czy obsesja.

Your body’s sweating, dripping wet and I just can’t control myself.

Jak wspominałam album otwiera utwór wykonany przez Hailee Steinfeld. To jedna z pierwszych kompozycji, które poznaliśmy. Mocno radiowy hit. Następnie wyczekany duet, w którym Rita Ora pojawia się w towarzystwie jednego z byłych członków One Dirction. To kolejna energiczna kompozycja, która idealnie wpisuje się w radiowe trendy. Dopiero Sacrifice wprowadza nieco ponury klimat z mocno zaakcentowanym wokalem. Podobny nastrój panuje w Heaven wykonywanym przez Julię Michaels. Ścieżki dźwiękowe mają to do siebie, że brakuje im spójności. Patrząc na zwiastun filmu (tyle oglądałam), widać, że ta część jest bardziej dramatyczna, trzymająca w napięciu i z wieloma zwrotami akcji. Tak też jest z albumem, który jest sinusoidą dźwięków i nastrojów od kompletnej melancholii, przez żywiołowość aż po skrajne ponure opowieści.

Najnowsza, trzecia oprawa muzyczna do historii Greya, to krążek nierówny, jednak zawierający wiele utworów zapadających w pamięć. Zdecydowanie na plus wypadają ballady i nostalgiczne kompozycje. Wiele z tych utworów świetnie poradzi sobie w rozgłośniach radiowych i zapewne taki był ich zamysł. Nie ukrywajmy też, że jest to mocno komercyjny album, który ma zachęcić do zapoznania się z filmem. Mnie do tego nie zachęcił, ale na pewno będę do niego wracać. Patrząc na poprzednie części, najlepiej wypada pierwsza ścieżka dźwiękowa, a najsłabiej druga. Tak więc najnowszy soundtrack plasuje się gdzieś po środku.

Tags
Show More


Marta Mrowiec

Gdyby nie muzyka zapewne więcej pisałaby o książkach. Gdyby nie książki pewnie więcej pisałaby o muzyce. Słucha głównie rapu, ale jest też otwarta na to co dziwne, eksperymentalne i odkrywcze. Unika przeciętności i tego co akurat modne, chyba że jest dobre. Często wraca do starszych,polskich kawałków, które mają swój specyficzny klimat.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.