Wraz z nowym rokiem, przyszedł czas na nową część słynnego melodramatu, jaką jest Ciemniejsza strona Greya. To kontynuacja powieści erotycznej pod tytułem 50 Twarzy Greya. Spotkała się ona ze sporym gronem odbiorców za pierwszym razem. Wszystko wskazuje na to, że druga część przyjmie się podobnie.

Pierwsza bez wątpienia kojarzyć się może z genialnym soundtrackiem, na którym usłyszeć można było gwiazdy takie jak The Weeknd, Ellie Goulding, Jessie Ware czy Skylar Grey. Niejeden utwór stał się hitem. Soundtrack do kolejnej części nie zwodzi, a poprzeczka postawiona została bardzo wysoko. Pod względem brzmienia, ale i wykonawców.

Na składance usłyszeć można takie gwiazdy jak: Nick Jonas, Sia, Nicki Minaj, Halsey, Tove Lo, John Legend czy Kygo. Co więcej, Taylor Swift oraz Zayna, których duet odbił się chyba największym echem jeżeli chodzi o najnowszą część Greya. Od pierwszego momentu pojawienia się w sieci, podbił serca i do dziś ma już ponad 58 milionów odtworzeń oficjalnego klipu, który swoją premierę miał pod koniec stycznia. Mniej oficjalna wersja miała ich podobną ilość. Zayn rozpoczął swoją solową karierę z dużym rozmachem, a wzięcie udziału w tak wielkim przedsięwzięciu, zapewniło mu bycie na pierwszych miejsca wielu słynnych, światowych notowań. Nie bez wątpienia to ta piosenka najbardziej kojarzy się z najnowszą częścią. Uważam ją za idealną pod względem muzyki, klimatu i dobranego wokalu. Tak, jak nie przepadam za Taylor, tak w tym utworze ją pokochałam. Tekst I Don’t Wanna Live Forever również wpisuje się w tematykę filmu. Da się wyłapać niejedno zdanie, które Ana mogłaby powiedzieć Christianowi.

Kolejny utwór nosi nazwę Not Afraid Anymore i śpiewany jest przez Halsey. Jej głos należy do tych wyróżniających się z tłumu. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych piosenek na tej płycie i bardzo się cieszę, że to właśnie Halsey możemy na niej usłyszeć. Z pozoru dość subtelna muzyka i delikatny wokal, którego dźwięki i słowa są wydobywane bardzo delikatnie i precyzyjnie, w kolejnych momentach zmienia swoje brzmienie na mocniejsze. Jeszcze nie widząc filmu, ale mając w głowie to, o czym mówiła książka, nie pod jedną scenę byłabym w stanie podłożyć ten utwór. Innym, wyjątkowym jest ten zatytułowany What Is Love?. Głównie słychać brzmienie pianina. Przy refrenie rozbrzmiewać zaczyna cała gama instrumentów. Orkiestra, która ma swój wkład w tę piosenkę idealnie dopełnia tekst i głos wokalistki. To pierwszy jej utwór, jaki miałam okazję usłyszeć.

Zatrzymując się przy damskich i wyjątkowych głosach, można wspomnieć również o Tove Lo, którą usłyszeć można w piosence Lies In The Dark. Jest ona bardzo w klimacie Tove. Przypomina mi jej wcześniejsze utwory. Zwrotki utrzymane w spokojnej, lekkiej tonacji, przybierają na sile wraz z refrenem. Lubię taką kombinację. Kiedy z jednej strony spokojny utwór, ma też tę drugą stronę. Takie rozwiązanie podejmuje Tove w swojej osobistej twórczości.  Sia również popisała się swoim wokalem w piosence Helium. To piękna ballada, która ma swój podniosły ton i niesie przekaz.

Wracając jednak do duetów, mamy ich na płycie kilka. Prócz wspomnianego wyżej Taylor i Zayna, na płycie znajdują się również duety Nicki Minaj i Nicka Jonasa, JRY i Rooty, The Avener i Marka Asari czy Kygo oraz Andrew Jackson. Pierwszy z nich, czyli ten Nicki oraz Nicka nie wydaje mi się dobrym typem na tę płytę. Utwór Bom Bidi Bom jest na tyle specyficzny, że nie wiem czy nawet za którymś razem wpadnie mi w ucho. Wydaje się być nijaki i niedokończony… Dodatkowo ich głosy nie brzmią mi tak jak np. JRY i Rooty. Utwór, noszący nazwę Pray, również specyficzny, ale już w klimacie filmu. Momentami przypomina mi jedne z utworów Christiny Aguilery. Duet The Avener oraz Marka Asari to najbardziej rytmiczny utwór, jaki znajdziemy na płycie. Mimo dość spokojnego wokalu i stonowanej muzyki, I Need A Good One wpada w ucho i mogłoby polecieć na nie jednej domówce. Kygo to jedna z gwiazd świata muzyki, która kojarzona jest z letnimi hitami, imprezowymi rytmami. Znalazł się on wśród artystów, współtworząc jeden z wymienionych duetów. Piosenka Cruise budziła we mnie największą ciekawość. Zastanawiałam się czy będzie ona wpisująca się w twórczość Kygo czy jednak złamie schematy. Było tak jak przewidywałam. Od pierwszego momentu dało się rozpoznać działania Kygo jednak nie uważam tego za złe rozwiązanie. Jego muzyka mieści się w wielu ramach i to właśnie udowodniła jego obecność na soundtracku do Greya.

Tak jak we wcześniejszym soundracku do filmu, znalazła się zmodyfikowana wersja istniejącego już utworu Beyonce Crazy In Love, tak tym razem na płycie znalazł się utwór grupy Coldplay Scientist. Usłyszeć go można w jeszcze spokojniejszej wersji, instrumentalnej. Głos Corinne Bailey Rae bardzo do niego pasuje. Myślę, że to duży zaszczyt i docenienie. Móc zaśpiewać tak znany utwór słynnej grupy. Tak jak utwór Bom Bidi Bom wydaje mi się słabym wyborem na tę płytę, tak samo jest z tym pod tytułem Code Blue The-Dream. Doszukać się w nim można zlepki nie jednego gatunku, co powoduje, że nie pasuje do całej reszty.

Spoglądając po raz pierwszy na listę utworów, zauważyłam Johna Legenda. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu, ponieważ bez wątpienia kojarzy się on z pięknymi, klimatycznymi piosenkami o prawdziwym uczuciu, miłości. Jego głos znają chyba wszyscy. Piosenka, którą miał okazję zaśpiewać, nosi tytuł One Woman Man. Opowiada ona o wielkiej miłości, która z pozoru mogła się taka nie wydawać. Z czasem, z każdą podjętą walką o siebie wzajemnie, rośnie w siłę. Zaczynają się wspólne plany i przyszłość… Podobnie jak w przypadku bohaterów filmu. Innym utworem, który podobny jest do One Woman Man, jest ten JP Cooper pt. Birthday.

Najbardziej wyróżniającymi się na płycie pod względem klimatu i rytmów, które kojarzą się z ubiegłymi dekadami, są Empty Pack Of Cigarettes, What Would It Take, They Can’t take That Away From Me oraz No Running From Me. Jeden z artystów, a mianowicie Danny Elfman, miał okazję znaleźć się na soundtracku dwa razy. W piosence On His Knees oraz Making It Real. To bardzo wyjątkowe, dwa instrumentalne utwory, które mimo braku tekstu czy wokalu, który mógłby nadać więcej emocji, są niesamowite. Pod względem melodii wyróżniają się spośród całej reszty. Każdy dźwięk buduje napięcie na swój sposób. Przez chwilę słuchając pierwszego z nich, miałam wrażenie, że opowiada całą tę historię. Drugi utwór, w przeciwieństwie do pierwszego zawiera ciekawy punkt kulminacyjny. Oba są przepełnione muzycznością i melodycznością. Osobiście lubię, kiedy każdy pojedynczy instrument jest tak bardzo wyraźny i możliwy do wyłapania. Może nie bez wątpienia to one zamykają całą listę utworów na płycie?

Filmu jeszcze nie miałam okazji zobaczyć, ale soundtrack przesłuchałam niejednokrotnie. Zapowiadał się obiecująco i okazał się równie dobry jak ten z pierwszej części. Jest na nim wiele utworów, które nie do końca są w moim guście, ale ta mieszanka może zagwarantować to, że każdy znajdzie coś dla siebie. Na albumie wiele moich muzycznych faworytów takich jak Tove Lo, John Legend czy Kygo. Ciekawa jestem w jaki sposób muzyka dopełnia obraz na ekranie. W którym momencie jaką piosenkę można usłyszeć. Pod względem tytułów, płyta jest bardzo ciekawa. Wiele z nich pasuje do tematyki filmu i wydaje mi się, że w zachowanej kolejności opowiadają one historię. Ostatnie dwa utwory właśnie, bardzo mi się podobają. Przypominają mi instrumentalne kawałki na soundtracku do sagi Zmierzch, do których lubię wracać. Biorąc pod uwagę całokształt, ciekawa jestem jak przyjmie się sam film, ilu osobom z tego krążka, dany utwór przyniesie nagrody.

PRZEGLĄD RECENZJI
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Leonard Cohen. Życie sekretne” (2016) – Anthony Reynolds, recenzja Zuzanny Janickiej
Następny artykułSOHN kolejnym artystą festiwalu Tauron Nowa Muzyka 2017
  • Świetny soundtrack ;) Zayn & Taylor, Halsey, Tove Lo, Nick Jons & Nicki Minaj, SIA, John Legend i wiele, wiele innych

  • NeverGiveeUp

    Pray, Lies In The Dark, What Is Love? i Not Afraid Anymore – dla mnie najlepsze utwory na całej płycie, świetny soundtrack, zastanawiam się kogo usłyszymy w kontynuacji :D