Dział NewsWydawnictwa książkowe

Ukaże się biografia Kanye’a Westa



Wydawnictwo In Rock prezentuje kolejną biografię znanej gwiazdy. Tym razem czytelnicy dowiedzą się więcej o życiu rapera Kanye’a Westa.

Kontrowersyjny artysta i kontrowersyjny tytuł książki. Na półkach polskich sklepów niedługo znajdzie się książka Kanye West: Bóg i potwór. Ukaże się ona już za dwa tygodnie. Biografia trafi do sprzedaży 14 czerwca dzięki wydawnictwu In Rock. Cena książki to 49,90 złotych.

Jej autorem jest Mark Beaumont, dziennikarz muzyczny, który w przeszłości pisał książki m.in. o Muse czy The Killers. Tłumaczeniem biografii zajął się Robert Filipowski. Książka zawiera informacje o przeszłości Westa, o rozwoju jego kariery, ale znajdą się w niej też cytaty wielu ważnych osób w życiu artysty.

TYLKO U NAS, FRAGMENT KSIĄŻKI:

Wstęp

Niedobrze. Wtrącę się, ale… ten klip kosztował milion dolarów, ziomek! Mam w nim Pamelę Anderson, skaczę przez kanion i inne takie! Hej, jeśli nie dostanę nagrody, program straci swoją wiarygodność. Doceniam to, nie mam nic przeciwko tobie, chłopie. Nie widziałem twojego klipu, nie mam nic przeciwko tobie, ale no kuuurde, no nie! Kocham was.

Kanye West przerywa podziękowania Justice za Najlepszy Teledysk podczas gali MTV Europe Music Awards, Bella Centre, Kopenhaga, 2 listopada 2006 roku.

 

Reflektory uwypuklają rysy szczęki, odbijając się w połyskujących oczach. Kanye stoi w ciszy, która wypełniła pomieszczenie, kiedy ucichła muzyka z taśmy. Publiczność gapi się, podczas gdy on stoi zszokowany, zawstydzony, niepewny co ma zrobić.

Podnosi mikrofon, żeby coś powiedzieć.

Po raz pierwszy i ostatni z jego ust nie wydobywa się żaden dźwięk.

Siedmioletni Kanye West uciekł ze sceny, skrywając łzy pod ciemnymi okularami w stylu Steviego Wondera. Jego matka, Donda, która stała z boku sceny podczas tego konkursu młodych talentów, wytarła mu łzy i poprawiła doczepiane loki. Całymi tygodniami patrzyła, jak ćwiczy śpiewanie „I Just Called To Say I Love You” z playbacku. Wiedziała, że jako doświadczony uczestnik dziecięcych konkursów w Chicago czuł, że będzie gwiazdą wieczoru. I wiedziała, że człowiek obsługujący taśmę wyciszył muzykę w najgorszym możliwym momencie, kiedy zaczyna się ulubiona część Kanye’a: „No New Year’s Day…”.

W drodze powrotnej do domu Kanye przeżywał ten przejaw niesprawiedliwości. Jeszcze nie skończyłem! – krzyczał. – Mogłem wygrać! Donda go pocieszała: Wygrasz następnym razem. Wstąpiła w niego żelazna determinacja. Już nigdy nie pozwoli sobie, by umniejszano jego talent. Nigdy nie dopuści, by go nie doceniono ani nie wyrażono uznania, na jakie zasługiwał. A jeśli tak miałoby się stać, nie zawaha się zaoponować.

Rok później Kanye wygrał ten sam konkurs. Dwa lata później też. I trzy. Wygrywał co roku, aż organizatorzy zmienili zasady konkursu, w którym teraz miało już nie być zwycięzców i przegranych. Wiara w siebie Kanye’a została potwierdzona, tak jak głęboko zakorzenione przekonanie, że ciężka praca i talent powinny zostać sprawiedliwie nagrodzone.

Nie po raz ostatni młody Kanye walczył o sprawiedliwość.

W siódmej klasie postanowił, że będzie grał w szkolnej drużynie koszykówki. Nie dostał się za pierwszym razem, ale troskliwa Donda utwierdzała go w przekonaniu, że osiągnie wszystko, jeśli tylko będzie ciężko pracował. Ćwiczył więc intensywnie całe lato, aż dostał się do amatorskiej, letniej drużyny jako rozgrywający i pomógł jej zdobyć puchar. Podczas sprawdzianów kwalifikacyjnych w ósmej klasie był tak dobry, że trafiał do kosza za każdym rzutem. Ale gdy pobiegł do tablicy, przeczytać nazwiska osób, które zakwalifikowano do drużyny, nie znalazł tam siebie.

Zapytałem trenera, o co chodzi, a on odpowiedział coś w stylu: „Nie nadajesz się”, więc zacząłem tłumaczyć, że trafiłem za każdym razem – powiedział. Nie poddał się i dostał się do drużyny juniorów rok później, ale nigdy nie zapomniał twarzy tego trenera, który nie przyjął go do drużyny, mimo że na to zasługiwał. Za każdym razem, kiedy nie przyznano mu nagrody, nie był traktowany poważnie przez projektantów mody, czy został skrytykowany przez recenzentów, miał przed oczami twarz tego trenera, który mu mówi, że się nie nadaje.

W ósmej klasie nie czułem się na tyle mocny, żeby wykłócać się, że trafiłem za każdym razem i że zasługuję na bycie w drużynie, dlatego teraz wyładowuję to na każdym, kto mnie nie docenia – powiedział. – [Skoro trafiałem do kosza za każdym razem] macie mnie przyjąć do drużyny. Korzystam z mojej pozycji, żeby wytknąć ludziom brak sprawiedliwości. Każde z tych wydarzeń, które obiegło cały internet, było walką o sprawiedliwość. Sprawiedliwość. A kiedy mówię o sprawiedliwości, nie mam na myśli wojny. Sprawiedliwość może oznaczać wytyczanie ścieżek osobom, które mają marzenia. Może chodzić o tworzenie równych zasad gry na polu, po którym się poruszam. Skoro Michael Jordan może krzyczeć na sędziów, to ja, Kanye West – Michael Jordan muzyki – mogę powiedzieć: „To jest złe”.

Kiedy więc Kanye wtargnął na scenę podczas gali EMA 2006, przerywając elektronicznemu zespołowi, jak na ironię nazywającemu się Justice (sprawiedliwość), podziękowania za nagrodę za Najlepszy Teledysk i spojrzał surowo na publiczność, mówiąc, że to on powinien wygrać z teledyskiem „Touch The Sky”, początkowo odebrano go jako najbardziej egoistycznego ważniaka w świecie rapu, podczas gdy on podążył za swoim wrodzonym instynktem walki ze zniewagami wobec jego talentu i wysiłków. „Touch The Sky” nawiązuje do nieudanego skoku Evela Knievela przez kanion nad rzeką Snake w 1974 roku. To niezwykła produkcja w stylu blaxploitation[1], w której Kanye wciela się w rolę Evela Kanyevela, motocyklisty-kaskadera, przygotowującego się do skoku życia Rakietą Śmierci ponad Wielkim Kanionem. W klipie pojawia się orkiestra dęta Booker T Washington High School, ekipa wiadomości telewizyjnych, Lupe Fiasco, a także komiczna wstawka nawiązująca do jego wypowiedzi podczas Concert For Hurricane Relief, że George Bush nie troszczy się o czarnych ludzi. W klipie dziennikarz pyta go: Kanyevel, czy masz świadomość, jaki oddźwięk mają twoje komentarze pod adresem prezydenta Nixona? W rolę jego apodyktycznej żony wcieliła się Pamela Anderson, a jego wściekłej, byłej dziewczyny – Nia Long. Bez wątpienia był to drogi teledysk. Rozgniewanemu Kanye’owi być może pomylił się koszt produkcji z jakością, a wiarygodność ceremonii z komercyjną popularnością. Po uściśnięciu członków Justice zszedł ze sceny i kontynuował swoją tyradę w wywiadach. Kompletna ściema – powiedział. – Zapłaciłem milion… Zdjęcia trwały miesiąc. Stałem na szczycie góry. Leciałem helikopterem nad Vegas… Zrobiłem to, żeby stać się królem wideoklipów. Przyznał też, że „troszkę” wypił… Przemawiała przez niego niewielka część ogromnego talentu, ambicji i potencjału, który świat dopiero zaczynał dostrzegać.

W kolejnych latach Kanye cały czas udowadniał, że taka jawna arogancja nie jest bezpodstawna. Jego albumy przełamywały bariery – zarówno za sprawą brzmieniowej pomysłowości, głębi, jak i otwartości na ponadgatunkowe kooperacje. Zburzyły i zreformowały muzykę rap, aż stała się właściwie nierozpoznawalna pod względem tonów, stylów i uczuć. Kanye stał się pionierem zupełnie nowego podejścia, odniósł taki sukces, wzbudzając falę wielu imitatorów, a następnie wykonał totalny zwrot i zajął się czymś jeszcze bardziej ambitnym i rewolucyjnym. Stał się osobą o pozornie wybujałej opinii o sobie samym i o własnej muzyce, ale jego płyty dowodziły, że miał rację.

Tak oto Kanye stał się najbardziej kochanym, znienawidzonym, podziwianym, wyszydzanym, stawianym na piedestale, wykpiwanym i niedającym się zignorować raperem. Samozwańczym bogiem i pieprzonym potworem.

Uważajcie. Wypuszczamy go z klatki.

 

Rozdział 1

Narodziny supergwiazdy

 

Można powiedzieć, że imperium Westa zostało zbudowane na ćwierćdolarówce.

Pewnego popołudnia 1925 roku 25-centowa moneta trafiła w ręce dziewięcioletniego Portwooda Williamsa na głównym dworcu kolejowym w Oklahoma City. Wręczył mu ją ojciec, każdej z jego dwóch sióstr dając po dziesiątaku, a następnie wsiadł do pociągu, nie mówiąc nawet dokąd zmierza. Nieważne dokąd pojechał, bo i tak nigdy więcej go już nie zobaczyli.

Portwood bawił się monetą w spoconej dłoni, zastanawiając się nad jej wartością. Nigdy nie przestał kochać ojca – nikt z klanu Williamsów nie przestał – ale ten pożegnalny prezent symbolizował dla Portwooda determinację, aby nigdy nie rozłączać się z rodziną i by darzyć ją bezwarunkowym wsparciem i miłością. Portwood Williams nie opuściłby rodziny. Portwood by ją utrzymał.

Jako dziecko zarabiał, zbierając bawełnę, a w szóstej klasie rzucił szkołę, aby skupić się na utrzymaniu rodziny. Prace, jakich się podejmował, były niewdzięczne i na każdym kroku natykał się na rasizm. Jako pucybut, polerując buty za „co łaska”, był opluwany i przeklinany, a kiedy podjął pracę w dzielnicy Capitol Hill w Oklahomie, codziennie mijał znaki informujące o tym, że czarnym i psom nie wolno wychodzić po zachodzie słońca. Ale Portwood nigdy nie dał się ograbić ani z godności, ani z ambicji. Uzbierał wystarczającą sumę pieniędzy, żeby zająć się tapicerstwem. Jego biznes zaczął się rozkręcać i zanim się obejrzał, stał na czele przedsiębiorstwa, uhonorowany przez władze miasta tytułem Wyjątkowego Czarnego Biznesmana Oklahomy. Po latach ceniono u niego ujmującą osobowość i zdolności przywódcze, a także silne przekonania i poczucie humoru – nazywano go „Billem Cosbym z Oklahomy”. Rozpoczęły się lata prosperity.

Ożenił się młodo – jego małżeństwo z Lucille Williams trwało 72 lata – i wraz z żoną stworzył solidną oraz niezawodną rodzinę. Lucille była fryzjerką, służącą i perforowała karty w bazie lotniczej Tinker. Nadmiar obowiązków nie przeszkodził jej urodzić czwórki dzieci, którym była bezwarunkowo oddana. Najmłodszą z nich, Dondę, nazywano „Dużą Dziewczynką” i obdarzano troską, uwagą, wpajano religię i krzepiono ducha. Kiedy nie recytowała fragmentów Biblii i nie przemawiała na konkursach oratorskich, jako nagradzana oratorka w Kościele Baptystów przy Piątej Ulicy, matka wpajała jej, aby piła wodę z kraników i przebierała się podczas regularnych wypraw na zakupy w przebieralniach „tylko dla białych”. W wieku dziewięciu lat razem z bratem, Portwoodem Juniorem, wzięła udział w pierwszej w USA demonstracji na rzecz umożliwienia dostępu do publicznych miejsc (takich jak place zabaw, sklepy i instytucje edukacyjne) dla Afroamerykanów. Donda była wychowywana w duchu wiary i walki.

Starano się też, aby nie odczuła niedostatku – niezależnie jak duże kłopoty finansowe miała rodzina. Lucille i Portwood potrafili wyciułać każdego drobniaka, żeby tylko zapewnić dzieciom dobra materialne. Zalewając ich miłością i pochwałami, starali się zaszczepić chęć odniesienia sukcesu w życiu. Donda dostawała dolara za każdą piątkę przyniesioną ze szkoły i była lekko karcona za każdą czwórkę. Rzadko więc przynosiła do domu czwórki.

Już wtedy wiedziała, że siła tkwi w umyśle. Marzyła o zostaniu aktorką, ale nie w głowie były jej randki, bo pilnie uczyła się, aż skończyła szkołę średnią w Douglass i została przyjęta na uniwersytet Virginia Union na czteroletnie studia licencjackie z anglistyki, częściowo pokryte z oszczędności rodziców. Głodna wiedzy, przeniosła się w 1971 roku do Atlanty w stanie Georgia, aby zdobyć dyplom magistra na tamtejszym uniwersytecie, kupić mieszkanie z dwoma sypialniami w szeregowcu, wpłacając 600 dolarów zaliczki i spłacając miesięcznie po 125 dolarów, które zarabiała utrzymując się z trzech etatów. Nauczała korespondencji biznesowej w Atlanta College Of Business, w przerwie na obiad zasiadała za biurkiem sekretarki w miejscowej kancelarii prawnej, a przez resztę bożego dnia pracowała jako asystentka przewodniczącego działu PR w Spelman College. Pracując dla Spelmana, poznała w 1972 roku fotografa zatrudnionego przez szkołę przy pracy nad broszurami i materiałami promocyjnymi. Dondę poruszyły prace Raya Westa.

Najpierw rozmawiała z nim przez telefon, zaskoczyło ją więc, że był czarny. Mówił zwięźle, nienaganną angielszczyzną, bo wychowywał się w wojskowej rodzinie i uczęszczał do szkół zdominowanych przez białych – ukończył uniwersytet Delaware. Wykształcony, utalentowany i pełen determinacji Ray przejawiał przedsiębiorczego ducha, którego Donda widziała u własnego ojca – był pierwszym afroamerykańskim fotografem w szeregach cenionej gazety „Atlanta Journal-Constitution”, został też nagrodzony za niesamowite zdjęcia z Polinezji i prowadził własny biznes fotograficzny. Miejsca w Spelman College cieszyły się dużą popularnością, zabiegali o nie studenci z całego stanu – zadaniem Dondy było rekrutowanie najlepszych studentów z okolicy, żeby wyrównać nabór. Regularnie więc jeździła z Rayem, reklamując szkołę wśród uczniów, aż ten zaproponował, żeby spotkali się po pracy. Donda nie miała żadnego doświadczenia w randkach, więc zaproszenie przyjęła chłodno, ale w środku aż kipiała z podekscytowania.

Samochód, którym Ray podjechał pod mieszkanie Dondy nie wyglądał na wóz przebojowego przedsiębiorcy, raczej na auto, które właśnie zmierzało na złomowisko. Karoseria była obita, przednia szyba trzymała się na taśmie klejącej, a drzwi od strony pasażera się nie otwierały, przez co musiała wgramolić się do środka od strony kierowcy. Ale kierowca był dżentelmenem w każdym calu: w domu handlowym Greenbriar na południowym zachodzie miasta wziął Dondę za rękę i zaprowadził do kawiarni Paccadilly na kolację, podczas której mogła się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Był synem Fannie B Hooks West i wojskowego w stopniu sierżanta Jamesa Fredericka Westa, miał pięcioro rodzeństwa i wychowywał się w religijnej rodzinie, która często zmieniała adres zamieszkania, przemierzając cały kraj, w zależności od tego, gdzie przydzielono Jamesa. Przez pewien czas mieszkali nawet w Hiszpanii, aż osiedlili się w Delmar[2]. Donda sądziła, że ze względu na wojskowe wychowanie Ray nie doświadczył podobnych rzeczy, co inni czarni, jednak on też zetknął się z dyskryminacją. Kiedy z rodzicami podróżował po Stanach, często odmawiano im miejsca w motelach i restauracjach, co wzbudziło w nim wojownicze nastawienie. Rozumiał, jak to jest być dyskryminowanym, bo był czarny – napisał reżyser Steve McQueen w magazynie „Interview”. – Rozumiał też, jak to jest być dyskryminowanym przez czarnych, bo mówił jak biały.

Jako student związał się z kontrowersyjną organizacją Czarne Pantery, która działała w latach 60. i 70. Organizacja była wojowniczym odłamem amerykańskiego ruchu praw obywatelskich, sprzeciwiająca się brutalności policji wobec Afroamerykanów i walcząca o prawa czarnoskórych obywateli. Popularna była wśród biednych i uciskanych czarnych społeczności, ale używanie przez nią siły wobec policji i rewolucyjne zapędy sprawiły, że FBI za czasów J. Edgara Hoovera widziało w niej niebezpiecznego przeciwnika, przedstawiciela gangów, którego zawzięcie chciano zniszczyć. Ray nigdy nie uczestniczył w zamieszkach, które niekiedy wybuchały podczas manifestacji Panter, ale szczerze popierał ich 10-punktowy manifest, wzywający do zaprzestania stosowania przemocy przez policję, zapewnienia czarnym mieszkańcom godnych mieszkań, edukacji, opieki zdrowotnej i sądownictwa. Na jednym ze studenckich spotkań uniwersyteckiej Grupy Czarnych Studentów Ray, jako jej przewodniczący, wyrwał mikrofon z rąk rektora. Takie było jego zaangażowanie w sprawę.

Mój ojciec zawsze… stawał do konfrontacji z ludźmi – powiedział Kanye wiele lat później. – Przyjął wojskowe wychowanie. Żył w Niemczech, otoczony przez białych, a był ciemniejszy ode mnie. Przebywał w towarzystwie białych, więc mówił jak biały. A problem w tym, że czarni nienawidzą czarnych, którzy mówią, jak biali. W towarzystwie czarnych nie brzmiał jak czarny, więc go nie lubili. Biali też go nie lubili, bo nie był biały. W takiej sytuacji trzeba znaleźć jakieś miejsce, do którego będzie się pasowało, gdzie cię zaakceptują. Stać się częścią jakiegoś ruchu. Walczyć o coś. Tak też zrobił. Znalazł miejsce, w którym go zaakceptowali. Akceptowali jego energię. Potrafił wyrwać mikrofon komuś z ręki i stanąć na czele wiecu. Ale zaczął sobie zdawać sprawę, że nienawiść rodzi nienawiść, a według niego ta grupa kierowała się nienawiścią. Czarne Pantery nie powstały w wyniku nienawiści, tylko żeby chronić społeczność. Sęk nie w tym, że żadna grupa nie jest doskonała. Ale zastanówcie się nad tym. To było prawie jak [Ku Klux] Klan, który powstał, żeby chronić dobrych, białych ludzi przed wyswobodzonymi niewolnikami. Ale później zaczęli chodzić do domów czarnych ludzi, którzy nie zrobili nic złego i gwałcili, zabijali oraz palili ich. Pierwotnie była to jednak organizacja działająca w samoobronie. U źródeł miała dobre intencje. Pantery robiły dużo dobrego w szkołach. Ale pojawiła się koka… Chciałbym wiedzieć, kto wpadł na pomysł, aby czarnym dać kokę. Był geniuszem. Rasistowskim geniuszem. Koka nie tylko zniszczyła Pantery, ale zniszczyła całą czarną społeczność. Zabrała jej ojców, a bez ojców nie miał kto wychowywać rodzin. Synowie skończyli w więzieniu, bez perspektyw.

Tego dnia w centrum handlowym Donda podziwiała inteligencję Raya, jego talent i polityczną gorliwość. Lubiła także jego styl. Nie był jednym z wygadanych kombinatorów, sypiących przewidywalnymi tekstami, z którymi zwykle się spotykała. Był niezwykle szczery, chaotyczny i obsesyjnie zafascynowany tym, o czym mówił. Między nimi zaiskrzyło. Po kolacji szwendali się po centrum handlowym, a kiedy zatrzymali się przy fontannie, Donda zamknęła oczy i wrzuciła trzy pensówki do wody, myśląc życzenie, że kiedyś się pobiorą.

Trzy miesiące później, 1 stycznia 1973 roku, o świcie Donda i Ray pobrali się w Oklahoma City. Donda miała na sobie ręcznie robioną suknię. Przyjęcie odbyło się w kościelnej piwnicy, a na śniadanie zaserwowano kurczaka z rożna. Para nie planowała miesiąca miodowego, zabukowała za to apartament dla nowożeńców w hotelu Ramada, ale okazał się on paskudny, więc nie zatrzymała się w nim. Udali się wprost do Atlanty, gdzie Ray pozbył się swojego eleganckiego mieszkania na strychu w Greenbriar Village i wprowadził do Dondy. Oboje trudnili się nauczaniem. Donda uczyła języka angielskiego i sztuki przemawiania w Morris Brown College, a Ray fotografii i produkcji mediów w Clark College. W wolnym czasie przemierzali ulice Atlanty w poszukiwaniu domów, chcąc spróbować swoich sił w obrocie nieruchomościami. Wkrótce zamienili mieszkanie Dondy na podupadający dom z czterema sypialniami w dzielnicy Cascade Heights, popularnej wśród bardziej zamożnych Afroamerykanów, i samodzielnie go wyremontowali. Po roku przenieśli się do innej posiadłości, kilka przecznic dalej, a następnie do domu z czterema akrami ziemi, przylegającym do niego lasem oraz ogrodem, w którym Ray mógł hodować własne warzywa, a także z piwnicą, którą przerobił na nowoczesną ciemnię, gdzie tworzył eseje fotograficzne dla sąsiadów, samodzielnie wywołując wszystkie zdjęcia. Przygarnęli psa, którego nazwali JT – skrót od Jive Turkey – a na parkingu znaleźli kotka, którego nazwali Pan Smith.

Przez pierwsze miesiące Westowie prowadzili idylliczne domostwo, niczym przykładowa amerykańska rodzina[3], z jednym wyjątkiem. Ani Ray, ani Donda nie chcieli mieć dzieci. Donda napatrzyła się na siostry, które przez rodzicielstwo miały skrępowane ręce i nie zamierzała podzielić ich losu. Westowie chcieli zwiedzić świat i żyć pełnią życia, bez obowiązków.

Po uzyskaniu dyplomu magistra przed Dondą stanęła szansa studiów doktoranckich na uniwersytecie Auburn w Alabamie. Wizja dyplomu okazała się nie do odparcia, więc wyprowadziła się z domu, przez rok spotykając się z Rayem tylko w weekendy, aż ten przeprowadził się do niej, podejmując zawód nauczyciela ilustracji medycznej w pobliskim instytucie Tuskegee i edukację magisterską na kierunku studiów audiowizualnych i mediów. Zajmowali stancję dla studenckich małżeństw, obok kampusu Auburn, a surowsze środowisko powodowało tarcia. Podczas pobytu w Alabamie para kilkakrotnie zrywała ze sobą, żeby wrócić do siebie zanim popełni nieodwracalny błąd. Po jednym z takich zerwań kupowali razem meble do mieszkania, do którego Ray miał się wprowadzić w Tuskegee, ale stwierdzili, że nie chcą się rozstawać. Po ukończeniu studiów Dondy, jako para, wrócili z Alabamy do Atlanty, gdzie Donda miała dokończyć swoją pracę.

Pojawił się jednak problem. Po trzech latach małżeństwa Donda zmieniła swoje poglądy na temat potomstwa o 180 stopni. Nagle rozszalały się hormony, a instynkt macierzyński nie dawał jej spokoju. Błagała Raya o dziecko. Mimo że on sam miał wątpliwości co do własnych predyspozycji na ojca, po trzech miesiącach Donda zaszła w ciążę. Spieniężyła kosztowności, kupiła antyczną kołyskę i modliła się o zdrowe i inteligentne dziecko. Instynktownie czuła, że będzie miała chłopca, bo bardzo wiercił się w jej łonie. Rodzice darzyli ją nieprzerwanym wsparciem, a Ray, choć coraz bardziej obawiał się ojcostwa, po kilku miesiącach wcielił się w rolę troskliwego, przyszłego rodzica. Pomagał Dondzie w ćwiczeniach i wspierał w diecie, uczył ją jak zapomnieć o bólu, myśląc o spokojnej, wiejskiej okolicy, i robił zdjęcia każdego stadium ciąży.

Wybrali szpital w Douglasville w Georgii, w którego sali porodowej w ten wielki dzień mogli zmieścić się Ray, Lucille i kilku wybranych przyjaciół, i jak wszyscy świeżo upieczeni rodzice czekali aż ich świat wywróci się do góry nogami.

Nie zdawali sobie sprawy, że wydadzą na świat wybawcę hip hopu i że pojawi się w nieoczekiwanym stylu.

 

  • [1] Blaxploitation – popularne w latach 70. niskobudżetowe filmy, poruszające tematykę czarnoskórych Amerykanów i głównie do nich skierowane (przyp. tłum.).
  • [2] Rodzice Raya byli ze sobą tak mocno związani, że kiedy po 60 latach małżeństwa, po długiej chorobie zmarł James, Fannie zmarła następnego dnia (przyp. aut.).
  • [3] Wprawdzie, w swojej książce „Raising Kayne”, Donda pisała, że podejrzewała Raya o romans z kobietą imieniem Cynthia, ale nie miała dowodów, by do czegoś doszło (przyp. aut.).

Książkę można kupić:

https://vesper.pl/zapowiedzi/516-kanye-west-bog-i-potwor-mark-beaumont-oprawa-miekka-9788364373466

Tags
Show More


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.