Two Door Cinema Club - Gameshow
  • Data premiery:
    14 10 2016
  • Wytwórnia:
    Parlophone / Warner Music Poland
  • Gatunek:
    dance-punk, synth, electronic, funk pop, indie pop
  • Single:
    Are We Ready? (Wreck), Bad Decisions, Gameshow, Ordinary
Najlepsze utwory:
Gameshow, Ordinary, Are We Ready? (Wreck)
Najsłabsze utwory:
Fever, Lavender, Good Morning

Północnoirlandzkiemu zespołowi daleko do statusu debiutantów. Właśnie mija dziesięć lat od założenia grupy. Dwa pierwsze albumy chwalono za interesujące połączenie indie i popu. Udało im się nawet nagrać niemałe hity jak What You Know czy Something Good Can Work. Na trzeci krążek fani Two Door Cinema Club musieli czekać aż cztery lata. Co tym razem wymyślili?

Okazuje się, że album Gameshow prezentuje nieco inną odsłonę zespołu z Wysp Brytyjskich. Muzycy odeszli od typowych dźwięków rockowych czy indie popowych i postanowili przenieść się w dźwięki wyjęte wprost z lat osiemdziesiątych.

Trzeba przyznać, że przeskok z muzyki głównie alternatywnej na – bądźmy szczerze – popowe melodie to dość odważny ruch ze strony Two Door Cinema Club. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o własnych fanów, którzy mogli nie spodziewać się tak radykalnej zmiany. Disco a indie to spora różnica. Mówi się, że zespoły muszą się rozwijać i eksplorować nowe obszary. Faktycznie, nie ma nic lepszego jak stopniowy progres w muzyce.

Problem pojawia się jednak wtedy, gdy drastyczna zmiana kierunku nie przynosi dobrych rezultatów. Ukłoń w stronę „daftpunkowych” dźwięków okazał się nie być tak świetny. Kierunek, który obrało Two Door Cinema Club nie przemówił do mnie. Mimo sympatii do tej grupy i kilku prób przekonania się, Gameshow nie sprawiło mi żadnej przyjemności. Co więcej, dźwięki zawarte na tej płycie zmęczyły mnie.

Słychać, że w trakcie czteroletniej przerwy zespół szukał czegoś nowego i ewidentnie chciał urozmaicić swoją twórczość. Najnowsze kawałki zalewają syntezatory oraz charakterystyczny falset Alexa Trimble’a, który zamiast przyciągać – dość szybko męczy uszy. W momencie poznawania Fever czy Bad Decision wydawało mi się, że nie słucham Two Door Cinema Club, tylko niegrających już wspólnie Amerykanów z Scissor Sisters. No cóż, zdecydowanie wolę falset Jake’a Shearsa.

Odwołania do disco i pop funku są dzisiaj bardzo popularne – przede wszystkim za sprawą fenomenalnych płyt Daft Punk, którzy odradzają w udany sposób muzykę lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Irlandczycy z TDCC, wchodząc na nowy dla siebie tor, mieli pewnie nadzieję na pomyślną syntezę starego z nowym. Jak słychać, nostalgiczne granie nie każdemu służy.

Miało być ryzykownie i nowatorsko, wyszło dość pospolicie. Album Gameshow to przeciętne (!) dzieło, które dużo hałasuje, ale mało mówi. W utworach Je Viens De La, Surgery czy Lavender muzycy próbują eksperymentować z zadziornymi, często nadpobudliwymi gitarami. Niby jest energicznie i tanecznie. To wszystko nie brzmi jednak świeżo. Zespół nie wykorzystał swoich poprzednich dokonań. Nie dodał własnego pierwiastka do tej muzyki, przez co wyszedł album, który jest pozbawiony jakiejkolwiek osobowości.

Na dwóch poprzednich albumach znalazłem wiele utworów, które działały na słuchacza jak filiżanka mocnej kawy. Two Door Cinema Club naprawdę potrafią bawić się gitarami. Tym razem wyszło bardzo nijako. Na szczęście udało się wyciągnąć z trzeciego krążka coś wartego uwagi. Szybko okazało się, że główny singiel Are We Ready? (Wreck) to jednocześnie jeden z lepszych akcentów na całej płycie. Świetną robotę zrobił tu chór dziecięcy, który pojawia się wyraźnie w trakcie utworu.

Warto zwrócić uwagę także na Ordinary i Gameshow – obok takich gitarowych riffów nie wolno przejść obojętnie. Jest gwałtownie, wyraziście, konkretnie! Two Door Cinema Club słucha się dużo lepiej, gdy wyciągają pazury.

Czteroletnia przerwa miała przynieść zespołowi z Irlandii Północnej dużo dobrego. Efekt wyszedł zupełnie odwrotny. Two Door Cinema Club zaprezentowali na albumie Gameshow dość leniwą miksturę melodii lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Mogło się wydawać, że grupa po dziesięciu latach funkcjonowania będzie miała dużo więcej do zaoferowania. Próbowanie nowych rzeczy to dobry pomysł. Warto jednak dołożyć wtedy też coś od siebie. Irlandczycy chyba o tym zapomnieli i stworzyli „disco”, ale bez „fever”. Nuda.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Kiedy czujesz się rozdarty wewnętrznie, musisz to jakoś wyrazić, więc chwytasz za gitarę i zaczynasz tworzyć. I to jest najpiękniejsze w pisaniu piosenek.” Wywiad z Kensington
Następny artykułBea Miller wydała EPkę
Piotr Krajewski
Kontakt: piotrkrajewski11@gmail.com