Po dwóch latach od podróży w The Beyond/Where the Giants Roam Stephen Thundercat Bruner, wszechstronnie utalentowany basista (Hip-hop? Jazz? Funk? Thrash metal? Bez różnicy, Bruner grał na basie chyba w każdym możliwym gatunku…) i laureat Grammy powrócił z nowym, jakże „przyziemnie” zatytułowanym krążkiem Drunk... W jakie rejony tym razem zabiera nas przesympatyczny, paradujący z pióropuszem na głowie koncertowy killer (przekonamy się w tym roku aż dwukrotnie…) Thundercat? Skosztujmy więc…

Bo jest co kosztować – Drunk to aż 23 utwory koktajlu soulu, R&B, funku, hip-hopu – i oczywiście absolutnej wirtuozerii gry na gitarze basowej (posłuchajcie tylko basu w A Fan’s Mail czy brawurowej solówki w Uh Uh)Drunk to swoisty album konceptualny – strumień świadomości Thundercata, przegląd kalejdoskopu emocji… Od niekoniecznie poważnych opisów rozkładu dnia (Captain Stupido), numeru dedykowanego swojemu kotu (A Fan’s Mail, druga część Tron Song z albumu Apocalypse), czy ody do wszystkiego, co japońskie w Tokyo (Goku fucking ruined me – współczuję i rozumiem doskonale, sam wychowałem się na Dragon Ballu…) Thundercat przechodzi niepostrzeżenie w rejony poważniejsze, konfrontację z własnymi słabościami, refleksję o życiu i śmierci (choćby w Lava Lamp, najpewniej dedykowanym bliskiemu przyjacielowi Stephena, zmarłemu w 2012 roku muzykowi jazzowemu Austinowi Peralcie).

Koncept jest zacny – niestety, z jego realizacją jest odrobinę gorzej. Głównym problemem jest rozpisanie go na wspomniane 23 utwory. Większość numerów nie przekracza długości 3 minut, mijają one w mig, nie rozwijając czasem świetnych muzycznych rozwiązań – brzmią bardziej jak muzyczne szkice, z których mogły powstać klasyki. Są tu momenty genialne, żonglujące stylistyką – jak jazzowy pojedynek Thundercata i Dennisa Hamma Uh Uh, z lekka futurystyczny Tokyo i soczysty, funkowy singiel Friend Zone… Są też jednak i zupełnie zbędne wypełniacze – jak Day & Night czy Blackkk. Są wreszcie numery, które, gdyby je wydłużyć, byłyby sztosami najwyższej próby – przede wszystkim Jameel’s Space Ride.

Nie da się także ukryć, że jako wokalista Stephen nie dysponuje dużym spektrum umiejętności. Jego głosu, zwykle okraszonego wdzięcznym pogłosem, słucha się przyjemnie, acz na każdym utworze śpiewa on w zasadzie tak samo (co w przypadku 23-utworowego albumu może znużyć bardzo szybko). Niekiedy jego głos gubi się w bogatym akompaniamencie, jak np. w Show You the Way (w którym oprócz Stephena występują jego najwięksi idole – Kenny Loggins Michael McDonald). Obok nich z wizytą wpadli zacni MC’s – Kendrick Lamar z jak zwykle kapitalną zwrotką na Walk on By, Wiz Khalifa z dosyć standardowymi imprezowymi rapsami w Drink Dat oraz Pharrell z silną, „zaangażowaną” i interesująco zarapowaną/zaśpiewaną zwrotką…. Osobiście z chęcią przywitałbym odrobinę więcej rapu (jak i w sumie innych gatunków, by uczynić Drunk jeszcze bardziej eksperymentalnym miksem – Thundercat grał wraz z bratem w Suicidal Tendencies, czemu więc nie dorzucić szczypty cięższych brzmień? Rozumiem jednak, że to tylko pobożne życzenia…) – Stephen współpracował m.in. z Mac Millerem, Childishem Gambino czy Vikiem Mensą, oni na pewno dodaliby do całości interesujące spostrzeżenia…

Odrobinę zdziwiło mnie umieszczenie na albumie znanego już od blisko dwóch lat singla Them Changes (swoją drogą, rewelacyjnego – gra basu w tym numerze to majstersztyk, dodatkowo świetne saksofonowe wstawki dorzucił kolega Thundercata z Brainfeeder, Kamasi Washington…), jednak doskonale pasuje on do „scenariusza” albumu… Well played, Thundercat. 

Drunk, mimo że daleko mu do spójności Apocalypse czy The Beyondto solidny album, zwariowana przejażdżka po orbitującym w swoich własnych galaktykach umyśle S. Brunera (Bizarre Ride II The Brunerside, jeśli wolicie – fani rapu załapią) – i w pewnym sensie najbliższa eklektycznej i zakręconej osobowości Thundercata, w pewien sposób najbardziej osobisty jego album… Nie jest to jednak materiał doskonały, jak i nie jest to najlepszy wstęp do poznawania dyskografii Stephena – „nowym” proponowałbym posłuchać najpierw wspomnianej EPki The Beyond/Where the Giants Roam. 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEd Sheeran w Berlinie. Relacja Jakuba Madeja
Następny artykułEurowizja 2017. Islandia i „Paper”