Dział PublicystykaRecenzje

Throwback Review: Madonna – Ray of Light (1998), recenzja Christiana Cieślaka

Madonna ma na swoim artystycznym kącie wiele zdumiewających dokonań. Pokazała całemu światu swoje kompletnie nagie ciało, tańczyła w stożkowatym staniku i całowała się z ulubienicą wszystkich nastolatek roku 2003, czyli Britney Spears. Poza tym, nagrała też masę fantastycznych piosenek, które nawet po tych kilkunastu latach na karu brzmią świetnie, a często nawet lepiej, niż niejeden aktualny hit list przebojów. Za jeden z najznamienitszych krążków w karierze Królowej Popu uznaje się wydany dokładnie dwadzieścia lat temu, tj. 22 lutego 1998 roku, Ray Of Light. Pytanie tylko, czy zasłużenie?

Na wstępie trzeba przyznać, że te wszystkie trzynaście utworów zupełnie się nie zestarzało, ba! nadal brzmią bardzo futurystyczne względem tego, co dziś mam przyjemność czasem słuchać na YouTube’ie czy Spotify’u. Siódmy studyjny album Madonny powstał głównie dzięki jej współpracy z trzema kompozytorami, a mianowicie Williamem Orbitem, który też odpowiada w pełni za jego produkcję, Patrickiem Leonardem oraz Rickiem Nowelsem. To właśnie dzięki ich muzycznemu talentowi oraz umiejętnością samej Królowej, możemy od równo dwudziestu lat cieszyć się tymi niepowtarzalnymi melodiami.

Zacznę może od oceny utworów powstałych przy udziale Williama Orbita, najważniejszej postaci dla powstania Ray Of Light. Orbit zaproponował Madonnie stosunkowo minimalistyczne, choć nader tajemnicze dźwięki. Drowned World/Substitute for Love oraz Mer Girl to idealne przykłady piosenek otwarcia i zamknięcia albumu. Mają za zadanie uspokoić i nastroić słuchacza, w przypadku pierwszej przed głównym daniem, a drugiej skłonić do refleksji nad tym co takiego tak naprawdę zjadł. Swim natomiast nadaje tempa w istocie tej tanecznej płycie, przy okazji cudownie przedstawiając nam obecnie już legendarny utwór, jakim jest Ray Of Light. Jednak moim ulubieńcem wśród tworów Madonny i Orbita jest Shanti/Ashtangi. Piosenka brzmi jak najprawdziwszy utwór towarzyszący bliżej nieokreślonym rytuałom mieszkańcom z zupełnie innej planety. Nie ma takiego drugiego utworu jak właśnie ten, chyba że jeszcze go nie znam, wtedy możecie dajcie znać. Co tyczy się Candy Perfume Girl, to mile zaprasza nas na bardziej dynamiczną część płyty, z którą odpowiada Patrick Leonard.



Moim skromnym recenzenckim zdaniem, to właśnie Leonard, do pary z Madonną, popełnił najlepsze utwory na Ray Of Light. Każda z czterech kompozycji napisanych przez ten duet, czyli Skin, Nothing Really Matters, Sky Fits Heaven i Frozen to dla mnie piosenki po prostu idealne. Wszystkie brzmią jak najwyższych lotów soundtrack do nowej wersji filmu „Mała Syrenka”, gdzie Księżniczka Ariel nie jest już taka mała, za to chce korzystać ze wszystkich uroków podwodnego życia młodych dorosłych. Chodzić na imprezy do białego rana, zażywać najróżniejszych podwodnych używek królestwa jej ojca i przeżyć swój pierwszy syreni raz. Patrick Leonard to prawdziwy geniusz i aż chciałoby się ponownie usłyszeć kompozycje w jego i Madonny wykonaniu.



Swoją cegiełkę do Ray Of Light przyłożył też niejaki Rick Nowels, które możemy obecnie kojarzyć ze współpracy z takimi gwiazdami XXI wieku jak Lana Del Rey, czy Lykke Li. Madonna w kompozycjach współtworzonych z Nowelsem prezentuje swoje najspokojniejsze oblicze. Najbardziej z trójki ich utworów przypadł mi do gustu To Have And Not To Hold, które mnie wręcz hipnotyzuje swoją tajemniczą i prawdziwie uwodzicielską melodią. Kolejny jedyny w swoim rodzaju utwór, będący prawdziwym muzycznym dziełem sztuki.

Nic dodać, nic ująć. Ray Of Light to prawdziwa muzyczna perełka od której nie sposób się tak łatwo oderwać. Elektroniczne rytmy połączone z mistycznymi praz tradycyjnymi elementami, to coś, czego we współczesnej muzyce brak, a dla Madonny okazało się być strzałem w dziesiątkę, zarówno twórczym, jak i czysto marketingowym. Jeśli nie mieliście jeszcze przyjemności zapoznać się z tym dziełem Królowej, to gorąco was do tego zachęcam, bo to podróż jedyna w swoim rodzaju.

Tags
Show More


Related Articles

6 Comments

  1. Koleżanka słucha płyt z cyt: YouTube’ie czy Spotify’u winszuję takie mamy pokolenie recenzentów, wiedzę i osłuchanie, w domu głośniki do komputera z biedronki. Tak właśnie kochamy i szanujemy muzykę, szkoda czasu. A kontenplacja pogłębiona? Witaj cyfrowy świecie i loudnesswar. Kto głośniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *