Współcześnie uznawana przez wielu za ikonę brytyjskiej sceny, jak i za legendę we współczesnym świecie R&B i jazzu. Zdobywczyni 5 nagród Grammy, która zdecydowanie za szybko pożegnała się z tym światem, nieszczęśliwie wpisując się w Klub 27. Amy Winehouse wciąż obecna zarówno w popkulturze, a także w pamięci innych muzyków (m.in. Emeli Sande, Adele). Dzisiaj pochylimy się na jednym z 2 wydanych za życia artystki albumów studyjnych, czyli jej debiutanckim Frank, który kończy w tym roku 15 lat.

W 2003 roku zaledwie dwudziestoletnia Amy debiutuje rynku muzycznym, jednak już jako czternastolatka chwyciła za gitarę i zaczęła pisać swoje pierwsze teksty. Sześć kolejnych lat upłynęło artystce na dorywczych pracach (np. dziennikarz rubryk rozrywkowych), by zarobić na swoje utrzymanie, a w wolnych chwilach oddawała się swojej prawdziwej pasji. Piosenkarka pobierała też nauki w BRIT School (słynna artystyczna placówka edukacyjna w Wielkiej Brytanii). W 2000 roku zaczęła występować, jako wokalistka z National Youth Jazz Orchestra. W 2002 roku, gdy nastąpiło zainteresowanie hipnotycznym głosem artystki, Winehouse regularnie występowała w Cobden Club, gdzie kolokwialnie mówiąc ‘śpiewała do kotleta’, standardy jazzowe. Rozwój i szczere oddanie muzyce zaowocowało kontraktem z Island Records (Universal Music), której pozostała wierna do końca.

 Frank miał swoją premierę 20 października 2003 roku w Anglii, a dopiero kilka miesięcy po premierze został on wydany i promowany w Europie, w tym w Polsce. Już na wstępie należy zaznaczyć, że album jest fuzją stylów. Jazz przeplatany z R&B, muzyką soul nieraz podbity hip-hopowymi bitami. Nie da ukryć się fascynacji wokalistki klasycznym jazzem, z resztą jak sama przyznawała jedną z jej największych inspiracji był Frank Sinatra, któremu oddała hołd, tytułując krążek imieniem muzyka. Mimo ciepłego przyjęcia albumu przez krytykę, sama promocja i sprzedaż nie poszły na pewno pomyśli Winehouse. Piosenkarka po latach wyznała, że jest rozczarowana efektem końcowym. Mówiła też, że nigdy nie myślała o płycie jako spójnej całości, co przynajmniej dla mnie jest odczuwalne przy odsłuchu albumu. Przejdźmy zatem do omówienia zawartości debiutu wokalistki.

Płytę otwiera Intro / Stronger Than Me rozpoczynające się od beztroskiego, improwizowanego nucenia Amy do zdawkowych dźwięków gitary, które trwa zaledwie pół minuty. Momentalnie zanikając, po sekundzie ciszy pojawia się kompletnie inny rytm. Słyszymy szorstki wokal artystki, wyśpiewujący niespełnione wyobrażenia kobiety, względem jej obecnego partnera. Powracająca w utworze gorzka fraza You should be stronger than me,  wyśpiewywana jest tu do prostego bitu, który czasem uzupełniany jest basem i trąbką, pojawiającą się w tle, jak i autonomicznie w solowych fragmentach. Pierwszy singiel z krążka idealnie oddaje styl Amy: w sposób przejmujący, jednak z dystansem i wyczuwalną momentami ironią, wokalistka przedstawia nam swoje życie miłosne we wszystkich jego odcieniach. Często myląco są one zgrabnie skomponowane z lekkimi, przyjemnymi i łatwymi w odbiorze aranżami, jazzującymi z nieskomplikowanymi bitami. Większość utworów jest wariacją przemyśleń Amy o jej ówczesnym związku z siedem lat starszym Chris’em Taylor’em. Tak wygląda także kolejny numer, czyli kolejna mieszanka dwóch kompozycji w jednym You Sent Me Flying / Cherry, stąd warto przejść do Know You Now, które jest następne na liście.

Już od pierwszych sekund rzuca się w ucho łudzące podobieństwo do utworu Janis Joplin Move Over. Chodzi mi o wybijany w tle jednostajny i powtarzalny rytm, taki sam, który pojawia się we wcześniej przywołanej pozycji z dorobku Joplin. Co prawda dwa tytuły różnią się na poziomie tekstowym, o tyle uważam za interesujące porównanie tych dwóch artystek. Obie zmarły w wieku 27 lat, zdobywając największą sławę po śmierci. Obie były kobietami nieszczęśliwymi, poszukujących zrozumienia i prawdziwego uczucia, jednak z mizernym skutkiem, przez co szukały one pocieszenia w używkach, które doprowadziły ich historie do tragicznych zakończeń. Wracając jednak do Know You Know opowiada o przelotnym związku, opartym na ulotnej fascynacji mężczyzn, którego artystka prawdopodobnie widzi po raz pierwszy i zarazem ostatni. Fuck Me Pumps z kolei jest popisowym numerem, jeśli chodzi o jego warstwę merytoryczną. Winehouse z szyderczym uśmiechem i nieskrywaną ironią w głosie, śpiewa o wszystkich ‘gwiazdeczkach’ chodzących do barów w krótkich, opinających spódniczkach, kręcących tyłkami do popularnej wtedy My Humps (Black Eyed Peas). Demaskując tym samym całą ‘magię’ kryjącą się za ‘szybkim’ klubowo-barowymi znajomościami, jedynymi wartościowymi uczuciami, jakie są w stanie zdobyć takie dziewczyny według artystki.

I Heard Love Is Blind mamy już do czynienie ze zdecydowanie bardziej stonowaną kompozycją, traktującą o zdradzie Amy z mężczyzną, który mimo wszystko nie był taki jak jej prawdziwy partner. Moody’s Mood for Love i (There Is) No Greater Love to jedyne utwory znajdujące się na Frank, które nie są autorstwa Winehouse. Są to dwa spokojne, dobrze zaśpiewane covery, z czym warto zwrócić uwagę na sposób nagrania drugiego z wymienionych tytułów. Otóż There Is) No Greater Love zostało wystylizowane na klimatyczne, stare nagranie, niczym prosto z pod igły. Słuchanie tego utworu wzbudza pewną nostalgię, którą wyzwala w nas nieco stłumiony dźwięk towarzyszący podczas odtwarzania starszych czarnych płyt. Po takiej wyciszającej i kojącej wycieczce, powracamy do klasycznej Amy, czyli In My Bed, w której dziewczyna opowiada nam o sypianiu z byłym tylko, że ona nie chce nic więcej po za seksem, a on, jak sam śpiewa nie potrafi oddzielić seksu od emocji (Its something I know you can’t do/Separate sex with emotion). Na uznanie w tym numerze zasługuje samo zakończenie: wysokie wokalizy piosenkarki połączone z wiodącym instrumentem, czyli trąbką akurat w tej części. Z Take The Box ponownie nieco zwalniamy, oddając się kolejnym refleksjom dotyczącym ostatniego związku dziewczyny z niejakim FrankiemOctober Song jest natomiast radosnym hymnem na cześć … zmarłego kanarka gwiazdy, a z którym była bardzo związana. W What Is It About Men piosenkarka rozważa jej sytuacje rodzinną, a dokładnie postępowanie ojca względem jej matki. Załamana powtarza tytułową frazę, przechodząc od tego jak kiedyś jej tata był oddany rodzinie, aż do jego zdrady i porzucenia rodziny. Pozostałe nagrania: Amy Amy Amy, Brother i Mr. Magic (Through the Smoke), wszystkie pozostają utrzymane w podobnej estetyce, co większość utworów na krążku, a także rozwijaj i poruszają problemy zawarte w poprzedzających je pozycjach.

Szczerze przyznam, że dopiero po sumiennym i wnikliwym odsłuchaniu Frank’a wysnułam pewne wnioski, z których niektóre mnie zaskoczyły. Pewnie wiele osób nie zgodzi się ze mną, jednak uważam, że mimo ciekawych aranżacji, chwytliwych melodii, tekstów wypełnionych intrygującymi analizami, utrzymanych w sarkastycznym tonie – w pewnej chwili doznałam przesycenia i pewnego zmęczenia tymi historiami. Także momentami wkrada się pewna monotonia, którą wychwytuje się dopiero po dłuższym słuchaniu utworu za utworem. Nie można odebrać albumowi uroku debiutującej Amy i szczerości, nieraz uderzającej swym wymiarem, którą przeniknięta była cała jej twórczość. Nie zmienia to jednak moich nieco mieszanych odczuć względem Frank’a. Rozumiem oczywiście, że było to jej pierwsze wydawnictwo, ale patrząc na nie przez pryzmat minionych 15 lat i porównując je do jej późniejszych dzieł Back To Black i  Lioness: Hidden Treasures, wypada ono, jako dość nierównomierny, nieco nieprzemyślany i nieoszlifowany diament. Według mnie piosenkarka w pełni rozwinęła skrzydła i rozbłysła wraz z drugim tytułem, to zarówno Stronger Than Me i Fuck Me Pumps niezmiennie podtrzymują moją sympatię do Frank’a.

 

 

Amy Winehouse - Frank
  • Data premiery:
    20 10 2003
  • Wytwórnia:
    Island Records
  • Gatunek:
    Jazz, R&B, Soul
  • Single:
    Stronger Than Me, Take the Box, In My Bed / You Sent Me Flying, Fuck Me Pumps / Help Yourself
Najlepsze utwory:
Intro/Stronger Than Me, Fuck Me Pumps, Help Yourself
Najsłabsze utwory:
-
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Damski odpowiednik Baby ('Baby Driver') - nie rozstaje się ze swoimi słuchawkami. Na co dzień uwielbia kadrować rzeczywistość. Jest AF - Anonimową Filmocholiczką. Wychowana na Dire Straits, Pink Floyd, U2, The Police. Oddana twórczości Cohen'a. Fanka OneRepublic, Mumford&Sons, Alabama Shakes, Imagine Dragons, Passenger, The Lumineers, Emeli Sandé, Alicii Keys, Selah Sue, a nawet Harry'ego Styles'a. Kocha muzykę przez pop, reggae, funk, soul, rock po jazz i muzykę klasyczną.
Poprzedni artykułEurowizja 2018. Serbia i „Nova Deca”
Następny artykułThrowback Thursday 129: Sting – Englishman In New York

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.