Dział PublicystykaRecenzje

The xx – I See You (2017), recenzja Agaty Omelańskiej

Nie jest łatwo odnieść sukces, gdy panująca moda dyktuje przesyt, bogactwo i ciągłą potrzebę bycia na świeczniku. The xx się to udało – minimalistyczne trio uczyniło z mgiełki tajemnicy swój znak rozpoznawczy, za który pokochali je fani. Najnowszy krążek, I See You, zdaje się kontynuować dobrą passę dwóch poprzednich albumów, a jednocześnie brzmi świeżo, ciekawie i ze smakiem. Kolejny raz mniej znaczy więcej.

Pierwsze wrażenie o I See You? Bardzo dobra, dopracowana i momentami zaskakująca płyta, której słucha się ze smakiem. Najnowszy album pokazuje nie tylko wyczucie xx’ów do spokojnych, nieco melancholijnych utworów, ale i pokazuje potencjał do pisania żywszych, radośniejszych piosenek. Ta radośniejsza strona brzmienia bardzo im służy, a jednocześnie pozwala spojrzeć na ich muzykę z zupełnie innej perspektywy. Pośród tych delikatnych, klimatycznych utworów znajdziemy również wiele żywszych i dynamiczniejszych rytmów – niemały w tym wpływ solowego albumu Jamiego Smitha, In Colour. Nie oznacza to jednak, że brytyjskie trio poszło na łatwiznę czy obrało kurs na modelowo popową muzykę. Jaśniejsza strona The xx brzmi ciekawie, ambitnie, z zupełnie nową energią – i myślę, że to właśnie ta iskra jest największym zaskoczeniem krążka.

Ale po kolei. Płytę otwiera intrygujący, przyjemnie bujający utwór Dangerous – jego lekki, radosny rytm nakreśla ścieżkę dla całego albumu i zapowiada, że idą nowi, jeszcze lepsi xx’i. Wokal Romy brzmi bardzo świeżo i z wyjątkową siłą, której jeszcze chyba u niej nie słyszeliśmy. Dalej jest jeszcze lepiej: w Say Something Loving – słychać wiele pasji, emocji i siły w wokalach, dzięki czemu ten utwór brzmi wyjątkowo intymnie. Po radosnym, dość zaskakującym początku następuje powrót do spokojniejszych brzmień w postaci Lips. Choć utwór należy do nieco wolniejszych, nie brak mu wyraźnej, ciekawej linii melodycznej i pasji – czyli właśnie tego, co od pierwszej chwili porywa w The xx. Bardziej stonowaną część płyty uzupełniają m.in. kawałki Performance i I Dare You – do prostej, delikatnej gitary dołożono lekki rytm, dzięki czemu dobrze sprawdzą się np. w radiu.

Czy album I See You zaskakuje? A zaskakuje – o ile dwa poprzednie krążki mogły wydawać się dość chłodne, najnowszy brzmi już o wiele jaśniej i z większą energią. The xx nie zapominają, że subtelność i szczerość są ich najmocniejszą stroną, ale nie boją się też odważniejszych wokali czy radośniejszego rytmu. Takim utworem jest np. Replica – brzmi nieco popowo, ale wciąż z klasą; pojawiają się znane z solowego albumu Jamiego lekko karaibskie motywy, które stanowią ciekawe przejście. Moją uwagę zwrócił także Brave For You: momentami przypomina dość znany Lay Your Cards Out Poliça, ale bardzo pochwalę silniejszy, subtelny wokal Romy. Jednak miejsce pierwsze nadaję utworowi A Violent Noise: myślę, że ma spore szanse zostać wybranym jako kolejny singiel z I See You – z jednej strony pulsuje emocjami, z drugiej wciąż pozostaje elegancki i subtelny. Musi świetnie brzmieć na żywo, a w dodatku ma bardzo duży potencjał remiksowy.

Chwale i chwalę, zachwytom nie ma końca. A to właśnie na samym końcu natrafiłam na jeden mały zgrzyt, który zostawił mi mały niedosyt. Mam wrażenie, jakby xx’i sami nie byli pewni, jak w zgrabny, spójny sposób zamknąć ten album: utwór Test Me mocno się zaczyna i wiele obiecuje, ale później rozmywa się w elektronicznej mgle. Na tle całego dość dobrego albumu ten jeden utwór aż tak bardzo nie razi, ale chyba został na nim umieszczony przypadkowo.

Mówi się, że Brytyjczycy z natury są o wiele bardziej powściągliwi i oszczędni w okazywaniu emocji. Ja jednak lubię tę xx’ową subtelność: Romy Madley Croft, Oliver Sim i Jamie Smith nie starają się za wszelką cenę dopasować się do najpopularniejszych obecnie brzmień. Wręcz przeciwnie – nagrywają muzykę pełną emocji, stonowaną i delikatną, a jednocześnie sami wyznaczają trendy na scenie indie. Najnowszy album oceniam bardzo wysoko i myślę, że jest ważnym krokiem na ich muzycznej drodze!

Zapisz

Ocena końcowa - 9

9

User Rating: Be the first one !
Tags
Show More


Agata Omelańska

Choć jestem wzrokowcem, mój świat przede wszystkim brzmi dźwiękami. Słucham dużo, różnie i czasem w zadziwiających połączeniach; nie słucham tylko gdy śpię, ale i tak przez sen słyszę muzykę. Jestem sportowym duchem, interesuję się brandingiem i popkulturą. Nie pogardzę dobrym rave'm.

Related Articles

3 Comments

  1. Generalnie z recenzją się zgadzam, jest bardzo fajnie napisana, lecz wg mnie Test Me jest świetne! Delikatnie zamyka album, muzyka jest dopracowana w każdym calu i ukazuje kunszt tej piosenki. Ale wiadomo każdy odbiera te utwory inaczej :)

  2. Nigdy nie zrozumiem ich twórczości i uwielbienia niektórych ludzi. Ludzie i tak słuchają Rihanny, Eda Sheraana , Bey i Justina Timberlake ‚a , ale oczywiście powiedzą, że w słuchawkach mają zawsze The xx i tam nie wiem ‚Sorry boys’, czyli to co akurat świetnie wpisuje się w aktualny trend. A to są jęki ciężko wypływające ze zduszonych gardeł skomplikowane z wyrafinowaną brzmieniowo warstwą muzyczną, stworzoną przy użyciu najnowszych technologii jakby ktoś nie wiedział, żadna tam wartościowa muzyka :p

    1. Tak sobie wyobraziłem po Twoim wpisie, Magdaleno, jak to te nieludzkie komputery maltretują ludzkie gardła, żeby tylko te wydały dźwięki zgodne z trendami wytyczanymi przez współczesną fonografię. Naturalistycznie rzecz biorąc „zajechać” mogą człowieka na śmierć. Pomyślałem jak potem różni wykonawcy dochodzą do siebie po sesji nagraniowej robiąc sobie okłady wokół tych ściśniętych gardeł. Przerażające. :-) ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *