Dział PublicystykaRecenzje

The National – Sleep Well Beast (2017), recenzja Justyny Rojek


The National - Sleep Well Beast
  • Data premiery:
    08 09 2017
  • Wytwórnia:
    4AD
  • Gatunek:
    indie rock, art rock
  • Single:
    The System Only Dreams in Total Darkness, Guilty Party, Carin at the Liquor Store, Day I Die
Najlepsze utwory: wszystkie
Najsłabsze utwory: -

Indierockowa grupa The National znalazła się obecnie w tak komfortowej pozycji, że czas może działać tylko na ich korzyść. Po przełomowym albumie Boxer z 2007 roku i ugruntowaniu swojej tożsamości muzycznej kolejnymi wydawnictwami, przyszła pora na dłuższą, bo czteroletnią przerwę w działalności zespołu. Teraz dają o sobie ponownie znać za sprawą nowego album Sleep Well Beast i powiewu świeżości w swoje nostalgiczne brzmienia. Czy jest to powrót na miarę mistrzów melancholii?

Po nagranym w 2013 roku albumie Trouble Will Find Me i wieńczącym ówczesną trasę koncertową występie w O2 Arenie w Londynie, frontman zespołu Matt Berninger zajął się odrębnym projektem EL VY, Aaron i Bryce Dessner postawili na działalność kompozytorską, natomiast Scott i Bryan Devendorf założyli grupę LNZNDRF. W tym niezwykle produktywny okresie, zaczęły także pojawiać się szkice pierwszych kompozycji na najnowszy krążek. Wykorzystując do tego mieszkalne studio Aarona zespół znalazł własną przestrzeń, a właściwie drugi dom na czas pracy nad Sleep Well Beast. Piosenki powstawały niezależnie od pory dnia i nocy, a większa swoboda nagrywania pozwoliła na ryzyko przy odkrywaniu nowych terytoriów muzycznych.

Jak to bywa z liryką w wydaniu Berningera nadal jest w niej sporo niejasności – momentów zabawnych i łamiących serce, konwersacyjnych i filozoficznych, banalnych i wciskajacych w fotel. Teksty pisane wspólnie z żoną Carin, czasami dotyczą małżeństwa, w wersji nie-autobiograficznej ale na przykładzie innych nieudanych związków, czy też już prawie 20-sto letniej relacji wokalisty z zespołem. Nie trudno jednak wyczuć, że przez cały album przewija się treść polityczna. Artyści są otwarci w prezentowaniu swoich poglądów w tym temacie, ale również wyjaśniają, że nie jest możliwe oddzielić treści piosenek od obecnej sytuacji na świecie. Esencję tego stwierdzenia podkreśla jeszcze mocniej tytuł albumu Sleep Well Beast. Żyjemy w uśpieniu przez co poddajemy się złym wyborom. Tytułowa bestia to przyszłość, prawda, która według Berningera ma jeszcze szansę powrócić.

W jednym z wywiadów zespół przyznał, że cztery ostatnie płyty, od Alligator aż do Trouble Will Find Me pasują do siebie na tyle, że z albumem Sleep Well Beast postanowili otworzyć (…) nowe okno i wpusić trochę świeżego powietrza. Tak, to oznacza pewne zmiany brzmieniowe: więcej elektronicznej tekstury, swobodnych gitarowych solówek, eksperymentów z perkusją i syntezatorami. Oczywiście nienaruszalną cechą muzyki The National pozostaje wszechobecna melancholia, ale wkrada się w nią nuta otuchy, wynikająca czasami z większego dynamizmu utworów, a innym razem z ich bardziej nieprzewidywalnego charakteru. Nie trzeba szukać daleko, aby odnaleźć te muzyczne niuanse. Już pierwszy singel The System Only Dreams in Total Darkness zadziwia wysuniętą na pierwszy plan zaostrzoną gitarą, przechodzącą w jedną z bardziej wyrazistych solówek z calej płyty. I jeszcze ten nieoszlifowany baryton śpiewający o hibernacji naszych czasów, który jak chce to potrafi się wznieść na wyższe tony. Następny singiel Guilty Party przenosi nas w trudny moment każdej relacji – rozstanie.  Przeprosiłem, Wiem, że to nie działa (…) To niczyja wina (…) Po prostu nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia – szczerze wyznaje wokalista. Napięcie jednak zostaje, a czuć to w narastającej instrumentacji, kóra przedziera się przez środkową i końcową część utworu, trafiając w najgłębsze zakamarki duszy. Chcąc zadbać o odzyskanie równowagi na poziomie emocji należy jak najszybciej sięgnąć po fortepianową balladę Carin at the Liquor Store. Ten bardziej klasyczny nationalowy singiel utrzymany w duchu Pink Rabbit z Trouble Will Find Me wyróżni się za sprawą największego dobra zespołu. Oczywiście chodzi o charakterystyczny zmęczony głos Berningera, który nie ma sobie tutaj równych.

Aż do trzeciego singla można mówić o wolnym – tradycyjnym tempie muzyki The National. Zmianę w tej kwestii przynosi Day I Die. Napędzony szybką grą na perkusji i zniekształconym gitarowym brzmieniem z pewnością udźwignie temat coraz częstszych i zarazem większych koncertów w wydaniu zespołu. Podobne pokłady energii wywołuje jeden z najbardziej politycznie jawnych momentów na płycie, czyli Turtleneck. Pełen flustracji i emocji kawałek z krzyczącym wręcz Berningerem to rzadkości w wydaniu zespołu, która ostatni raz pojawiła się na ich drugiej i trzeciej płycie w utworach Slipping Husband oraz Mr. November. Kiedy wokalista wyznaje: to po prostu kolejny mężczyzna w g***nym garniturze, którego wszyscy dopingują, nie można nie oprzeć się wrażeniu, że mamy tu nawiązanie do aktualnego prezydenta Ameryki. Po przeciwnej stronę frontu wyłania się subtelny obraz The Dark Side of the Gym. Melodia otula swoim ciepłym brzmieniem, a pełen delikatności i glębi wokal Berningera wywołuje żądzę kolejnej dawki tęsknych wzruszeń. Dlatego jeszcze wisienka na torcie, a może nawet moment kulminacyjny płyty –  Born to Beg i już wiem, że popełniam błąd. Przy akompaniamencie pianina, nakrapianej elektroniki i słów: Urodziłem się żeby o Ciebie błagać, Płakałbym, czołgałbym się, Zrobiłbym wszystko, przepadłam …

Jeśli Boxer był schodami do sukcesu dla The National, a albumy High Violet i Trouble Will Find Me sprawiły, że w końcu ten szczyt osiągnęli, to Sleep Well Beast stanowi kolejny kamień milowy w dyskografii zespołu. Dla mnie płyta tej jesieni, a może i nawet tego roku.

Ocena końcowa - 9

9

User Rating: Be the first one !
Tags
Show More


Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.