The Naked and Famous - Simple Forms
  • Data premiery:
    14 10 2016
  • Wytwórnia:
    Somewhat Damaged
  • Gatunek:
    indie, electronic, synthpop
  • Single:
    Higher, Laid Low, The Runners
Najlepsze utwory:
Rotten, Backslide, Higher
Najsłabsze utwory:
My Energy, Last Forever

Zespół z nowozelandzkiego Auckland w dość krótkim czasie ukształtował swoje charakterystyczne brzmienie. W ciągu ostatnich sześciu lat wydali kilkadziesiąt utworów. Żaden z nich nie pobił jednak popularnością słynnego Young Blond, które swego czasu stało się hymnem wielu nastolatków. Czy najnowsze dzieło Simple Forms przynosi rewolucję w brzmieniu The Naked And Famous?

Grupa z Nowej Zelandii zasłynęła z łączenia typowych synthpopowych dźwięków z brzmieniami alternatywnymi. Wiele z ich utworów z debiutanckiego krążka, w tym wyżej wspomiane Young Blood czy Punching In A Dream, znalazło swoje miejsce w ścieżkach dźwiękowych różnych seriali i podbiło serca słuchaczy. Wraz z drugim albumem przyszła nieco ciemniejsza strona elektroniki z mniej wesołym, ale nadal podobnym do wcześniejszych dokonań zespołu klimacie.

Najnowsze Simple Forms nie zaskoczy niecodziennym elektronicznym brzmieniem. Zespół wykorzystuje wcześniej już wykorzystywane schematy. Dostajemy dziesięć niezłych, ale często bardzo nierównych utworów. Entuzjazm i euforia ścierają się tutaj z nudą. Część kompozycji porywa już za pierwszym przesłuchaniem, część pozostawia słuchacza z niczym szczególnym. Słuchasz, poznajesz, próbujesz zainteresować się, ale nic z tego ostatecznie nie wynika. Taka reakcja występuje dość często w przypadku albumów synthpopowych, gdzie mamy do czynienia z wieloma różnymi dźwiękami-bodźcami w bardzo krótkim czasie. To wszystko w pewnym momencie może spowodować uczucie nadmiaru, zdezorientowania i nijakości.

Dokładnie takie doznania przyniosła mi pierwsza część tego krążka. Po świetnym, przyciągającym i naprawdę ciekawym Higher, które otwiera Simple Forms, przyszedł natychmiastowy spadek. Pomimo usilnych prób, kolejne cztery utwory nie były w stanie mnie zainteresować. Niby dzieje się, niby mamy bogactwo produkcyjne i niby zespół stara się złączyć głośną elektronikę z mocnym brzmieniem indie. Próby są, ale brak wyraźnego błysku. Równie dobrze The Water Beneath You, My Energy czy Last Forever mogłoby nie być.

Szybko okazało się, że druga połowa krążka ma zdecydowanie dużo więcej do zaoferowania. Niezwykle interesującą propozycją jest Backslide – agresywny utwór pełen niepokojącej energii i groźnie brzmiącej partii basowej. Wybuch syntezatorowego basu uderza w słuchacza momentalnie – natychmiast przyciąga i intryguje. Ciemna strona The Naked and Famous jest naprawdę godna uwagi.

Laid Low kusi nieco luźną, przyjemną atmosferą. Kawałek ma w sobie pewien pierwiastek retro – to najprawdopodobniej dzieło  bębna i syntezatorowego riffu, które tworzą cały utwór. W kolejnym The Runners zachwyca najbardziej wokal Alisy Xayalith. Przy tej propozycji szybko można rozmarzyć się. To zdecydowanie ukłon w stronę debiutanckiego wydawnictwa Passive Me, Aggressive You.

Okazuje się, że Simple Forms kryje najlepsze na sam koniec. Kompozycja Rotten to bez wątpienia najjaśniejszy punkt całego albumu. The Naked and Famous postanowili zamknąć nowe dzieło perełką. Alisa ponownie zaczarowała swoim. Nie przeszkadza nawet fakt, że w wielu momentach wokal jest specjalnie przytłumiony oraz zniekształcony. Wszystko tutaj gra idealnie i zamyka krążek w najlepszy możliwy sposób.

Mimo że przy wielu z tych utworów można bawić się i tańczyć, to nie da się nie zauważyć mocnej warstwy lirycznej, która nie jest o niczym. Zespół często dzieli się trudnymi emocjami, a przystępne dźwiękowo Simple Forms to niezwykle osobiste dzieło, za sprawą którego Nowozelandczycy rozliczają się z niełatwą przeszłością w zespole – relacje Xayalith i Powers popsuły się na tyle, że nad grupą zawisło widmo rozpadu. Przerwa od siebie przyniosła na szczęście rozwiązanie problemów.

Trzecie dzieło The Naked and Famous to muzyczna podróż, w trakcie której elektronika, synthpop i indie spotykają się w jednym momencie. Niestety z różnym skutkiem. Największym problemem w odbiorze Simple Forms jest nierówność. Być może to też po części wina ułożenia tracklisty. To album ze świetnym otwarciem oraz kapitalnym zakończeniem. Kłopoty zaczynają się wewnątrz krążka, gdzie daje o sobie znać miszmasz i brak zaskoczenia. Zespół zaprezentował wydawnictwo, które może przynieść sporo radości, jak również nudy. Nie ma tu zbyt wielu zaskoczeń, a Nowozelandczycy nie eksplorują nowych obszarów muzycznych – korzystają z tego, co już dobrze znają.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułThrowback Thursday #72: Backstreet Boys – Everybody (Backstreet’s Back)
Następny artykułTrzy koncerty Sóley w Polsce
Piotr Krajewski
Kontakt: piotrkrajewski11@gmail.com