The Chainsmokers - Memories... Do Not Open
  • Data premiery:
    07 04 2017
  • Wytwórnia:
    Disruptor, Columbia Records
  • Gatunek:
    Electronic dance music, pop
  • Single:
    Paris, Something Just Like This
Najlepsze utwory:
It Won't Kill Ya, Don't Say, My Type, Wake Up Alone, Bloodstream
Najsłabsze utwory:
Break Up Every Night, Something Just Like This

Trzeba przyznać, że kariera The Chainsmokers bardzo szybko się rozwinęła. Panowie podbili listy przebojów na całym świecie, stali się rozpoznawalni, a nawet udało im się zdobyć nagrodę Grammy. Chcąc jak najlepiej wykorzystać swoje pięć minut, duet wziął się do roboty i stworzył materiał na swój debiutancki album. Pytanie tylko, czy warto było się aż tak śpieszyć?


Duet The Chainsmokers rozpoczął swoją przygodę z muzyką w 2012 roku. Panowie Andrew Taggart i Alex Pall wydali swój debiutancki singiel #Selfie pod koniec 2013 roku. Utwór okazał się sporym sukcesem i otworzył panom drzwi do dalszej kariery. Duet stawał się coraz bardziej rozpoznawalny, wydał dwie EPki, osiągnął globalny sukces z kawałkiem Closer i otrzymał nagrodę Grammy za utwór Don’t Let Me Down. Wszystko to sprawiło, że panowie skupili się na tworzeniu nowej muzyki i 7 kwietnia przekazali w ręce fanów debiutancki album Memories…Do Not Open.
Album można podzielić na dwie równe części: z gośćmi oraz bez. Zacznijmy od tej drugiej. Na wstępie trzeba niestety stwierdzić, że Andrew nie jest właścicielem niesamowitego ani wyjątkowego głosu. Jego wokal jest dość przeciętny. Te braki wokalne da się dostrzec chociażby w kawałkach Young oraz Honest. Oba utwory są dobre, jednak wokal utrzymany na stałym poziomie i brak bawienia się nim nieco je dyskwalifikuje. Lepiej jest już w singlu Paris, w którym produkcja i kobiece wstawki w wykonaniu Emily Warren dodają piosence nieco różnorodności.

Są jednak dwa utwory, za które śmiało mogę pochwalić Taggarta. Mam tutaj na myśli utwór The One, który otwiera całe wydawnictwo, oraz Bloodstream. W takich kawałkach jak te idealnie można zatuszować pewne braki wokalne. Utwory są spokojne, dobrze skonstruowane i aż się proszą o stonowany wokal. Jeżeli Andrew tak bardzo chce śpiewać, to właśnie tego typu utwory powinien tworzyć. Pozostał jeszcze kawałek Break Up Every Night. Gdyby został on nagrany kilka lat temu, przez One Direction albo Jonas Brothers miałby szanse na sukces i mógłby się przyjąć. Jak dla mnie jest to utwór stworzony pod boysband i zwyczajnie nie powinien być wykonywany w wersji solo. Nie potrafię zrozumieć czemu został umieszczony na tej płycie.

Przejdźmy teraz do utworów nagranych we współpracy z różnymi wokalistami. Jak dla mnie w tej grupie znalazł się tylko jeden koszmarek. Mam tutaj na myśli totalne nieporozumienie, które nazywa się Something Just Like This. Nie mam pojęcia co siedziało w głowie lidera grupy Coldplay oraz The Chainsmokers, gdy nagrywali ten kawałek. Tutaj po prostu wszystko brzmi źle, nie pasuje do siebie i tworzy jeden wielki bałagan. Na szczęście z innymi utworami jest już o niebo lepiej. Idealnym rozwiązaniem było umieszczenie Last Day Alive na samym końcu płyty. Ta piosenka to przyjemny i bardzo pozytywny akcent w sam raz na zakończenie. Utwór sprawił, że zrobiło mi się szkoda, że to już koniec i przekonał mnie do ponownego odtworzenia całego albumu. Żałuję trochę, że The Chainsmokers przed wydaniem albumu informowali fanów o nagraniu kawałka Wake Up Alone we współpracy z Duą Lipą. Uwielbiam tę piosenkę, często słucham jej po kilka razy, jednak przy każdym odsłuchu nie mogę wyrzucić z głowy jednej myśli. Czy ten kawałek brzmiałby lepiej, czy może gorzej, gdyby zamiast Jhené Aiko pojawiła się w nim Dua?

Na sam koniec zostawiłem trzy najlepsze utwory na płycie. Brązowy i srebrny medal trafiają w ręce Emily Warren. Jak dla mnie dziewczyna powinna jak najszybciej wziąć się za tworzenie swojego albumu. Nie dziwię się, że The Chainsmokers nagrali z nią aż dwa utwory, My Type oraz Don’t Say. Połączenie twórczości duetu z subtelnym, a momentami twardym wokalem Warren zaowocowało dwoma potencjalnymi hitami. Złoty medal trafia jednak w ręce Louane. Spodziewałem się, że efektem tej współpracy będzie spokojny i bardzo stonowany utworów. Otrzymałem jednak klubowy i momentami mroczny kawałek, który wywarł na mnie spore wrażenie. Mam nadzieję, że to właśnie ten numer zostanie kolejnym singlem, ponieważ taki potencjał po prostu nie może się zmarnować.

Sumując wszystkie za i przeciw mogę śmiało stwierdzić, że Memories…Do Not Open to dość udany debiut. Niestety nie mogę się oprzeć wrażeniu, że duet za wszelką cenę chciał stworzyć album pełen hitów na miarę Closer co niekoniecznie się udało. Część nagraną we współpracy z innymi artystami uważam za sukces. Duet dobrze wie jak współpracować z wokalistami i jak stworzyć utwór, w którym ich wokale mogą się zgrać z muzyką, a nie kolidować z nią. Moim zdaniem Andrew powinien odpuścić nieco samodzielne nagrywanie kawałków. Obecnie na rynku muzycznym jest wiele męskich wokali lepszych od niego. Nie wiem czy debiutancki krążek odniesie oczekiwany sukces, aczkolwiek jestem pewien, że to dopiero początek The Chainsmokers. Mam tylko nadzieję, że panowie nie będę zbyt pochłonięci gonitwą za sławą i skupią się po prostu na tworzeniu muzyki.

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Dariusz Kozera
6.5/10
Łukasz Mantiuk
5/10
Paweł Markiewicz
3/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLana del Rey na Kraków Live Festival!
Następny artykułWale zapowiada swój piąty album studyjny
Dariusz Kozera
Studiuje na Uniwersytecie Przyrodniczym. Słucha głównie popu, jednak żaden gatunek muzyczny nie jest mu obcy. Miłośnik twórczości Ariany Grande, Demi Lovato, Jessie J. Uważa, że dzień bez muzyki, to dzień stracony.