Dział PublicystykaTego słuchamy

Tego Słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 166)



Dzisiejszym wydaniem Tego Słuchamy zawładnęły Panie. Zuza, Karolina oraz Tosia przygotowały dla Was porządną dawkę różnorodnej muzyki. Zapraszamy! 

Smerz – Half Life


Norwegia ma dla nas od 2017 roku ciekawy muzyczny projekt do obserwowania. Jest nim duet Smerz, który tworzą Henriette i Catharina. Ich singiel Half Life naprawdę uzależnia, będąc przy okazji piosenką bardzo niepokojącą czy nawet opętaną. Intryguje połączenie w niej elektronicznej melodii tworzonej głównie przez miękkie uderzenia perkusji z pozbawionymi emocji, cichymi wokalami.

Post Malone feat. 21 Savage – Rockstar

Cocaine on the table, liquor pourin’, don’t give a damn nawija niespiesznie i z lekką nutką smutku w głosie Post Malone w swojej kompozycji opierającej się na słynnym zdaniu live fast, die young oraz traktującej o gwiazdorskim życiu i pokusach czyhających na każdym rogu. Mało interesuje mnie amerykański hip hop flirtujący z trapem, ale Rockstar mnie do siebie przyciągnęło.


Alt-J – In Cold Blood


Pool, summer, summer, pool, pool summer takie słowa często padają w In Cold Blood brytyjskich nerdów z Alt-J. Może i sam numer (będący porywającą mieszanką indietroniki i psychodelicznego rocka) jest mało wakacyjny, ale za to jak mało który od chłopaków wpada w ucho.

Sevdaliza – Do You Feel Real

Debiutancki longplay Sevdalizy to kopalnia równych, podobnych kompozycji, tworzących spójny, zimny muzyczny krajobraz. Z tego znakomitego zbioru wyróżnia się Do You Feel Real, które jest bardziej przerywnikiem niż całą kompozycją. Ale za to przecinkiem bardzo wyrazistym, o gęstej, niepokojącej aranżacji i gadającej Sevdalizie. Welcoming my anxiety.


The National – Sleep Well Beast


Każda kolejna płyta amerykańskiego „najsmutniejszego zespołu świata” jest zbiorem kompozycji albo dobrych, albo znakomitych. Z najnowszej najbardziej zauroczyło mnie nagranie tytułowe: rozmarzone, przytłumione, zahaczające o ambient Sleep Well Beast. Potrzeba czasu, by odpowiednio do nas dotarło, ale warto być cierpliwym.

Karolina Młynarska

KRÓL – Całą ciszę / POKÓJ NOCNY

Od dawna cenię sobie działalność Błażeja Króla – czy to solową, czy tworzoną w ramach różnych projektów. Artysta niedawno opublikował singiel promujący jego nadchodzącą płytę. W dźwiękach Całej ciszy przepadłam od razu. Hipnotyzujący numer, którego nie da się opisać słowami. Trzeba go po prostu posłuchać. Już teraz nie mogę doczekać się premiery albumu!


Krzysztof Zalewski – Pielgrzym


Krążek Zalewski śpiewa Niemena towarzyszy mi każdego dnia odkąd tylko miał swoją premierę. Kunszt interpretacji utworów Niemena dokonanych przez Krzysztofa niezmiennie mnie zadziwia. Pielgrzym jest wspaniale skonstruowaną piosenką, która zachwyca zarówno wokalem, jak i bezbłędną, rozbudowaną linią melodyczną. Istny majstersztyk!

Mery Spolsky – Liczydło

Mery Spolsky jest bardzo ciekawą osobowością na polskiej scenie muzycznej. Jej debiutancki album, pelen chwytliwych melodii oraz zabawnych tekstów, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Do Liczydła przekonałam się niedawno i teraz co chwila odtwarzam go od nowa. Ten utwór szybko zagrzewa sobie miejsce w głowie i ani myśli go opuścić, nawet na chwilę!


Bitamina – Pornosy


Bitamina porządnie zatrzęsła świat muzycznym w zeszłym roku – wszystko za sprawą rewelacyjnej płyty Kawalerka, która zachwyca swoją prostotą i oryginalnością jednocześnie. Pomimo świetnej całości najchętniej wracam do numeru o dość odważnym tytule Pornosy. Niesamowicie podoba mi się ten nietypowy bit, a także naturany, prawdziwy tekst oraz wyjątkowy głos wokalisty.

Sorry Boys – Zwyczajne cuda

Niedawno miałam okazję być na koncercie Sorry Boys. Zostałam absolutnie oczarowana tym zespołem i ich muzyką, nic dziwnego zatem, że ostatnio tak często wracam do ich twórczości. Zwyczajne cuda jest niesamowicie ciepłym, pogodnym i uroczym kawałkiem, przywołującym lato nawet w środku zimy. Posłuchajcie sami gwarantuję, że poczujecie powiew letniej bryzy.


Antonina Tucka

>a-ha – Take On Me (MTV Unplugged/Edit)


Odkąd odkryłam akustyczną sesję grupy a-ha – zupełnie przepadłam. Wcześniej kojarzyłam zespół z typowym brzmieniem lat 80., syntezatory, skoczne, taneczne i przyjemne numery. Dzięki temu występowi, zarejestrowanemu we współpracy z MTV Unplugged, poznałam ich twórczość z zupełnie innej strony. Największe wrażenie zrobiło na mnie alternatywne wykonanie Take On Me. Zauroczyło mnie tak mocno, że niezmiennie od kilku tygodni znajduje się na mojej codziennej playliście.

Justin Timberlake ft. Chris Stapleton – Say Something

Mimo że Man Of The Woods bardzo mnie rozczarował, ponieważ okazał się być zlepkiem kolorowych świecidełek, które ani nie stanowią spójnej całości, ani nie wnoszą powiewu świeżości do twórczości artysty. Na albumie znajduje się jednak jedna perełka, czyli Say Something. Uważam, że to właśnie ona ukazuje prawdziwą stronę wokalisty. Widać (i słychać), że piosenkarz bardzo dobrze czuje się w muzyce country, a razem z Chrisem Stapletonem stworzyli utwór inspirujący i podnoszący na duchu. Ten duet przypadł mi do gustu, stąd ostatnio często gości na mojej playliście.


Nina Nesbitt – Somebody Special


Somebody Special  to kolejny singiel promujący najnowsze wydawnictwo Niny. Z muzyką Szkotki jestem związana od kilku lat, dlatego każda nowość sygnowana jej nazwiskiem niezwykle mnie cieszy. Zwłaszcza, że słuchając najnowszego materiału wokalistki, da się zauważyć to jak dojrzała. Obiecujące jest też to, że Nina sięga po nowe brzmienie, więc zarówno dwa poprzednie single, jak i ten wyjątkowo zaostrzają apetyt na nadchodzący krążek.

Lady Gaga – Joanne (Where Do You Think You’re Goin’?)

Mój zachwyt nad płytą Joanne trwa nadal, a z ostatnią wersją tytułowej piosenki – odżył na nowo. Jeszcze bardziej spokojna, wyciszona i stonowana od oryginału, a teledysk do niej jest zapisem dojrzałości, przemiany Lady Gagi, która nadal trwa. Ze względu na naturę Joanne , słuchanie jej oczyszcza, a także pozwala na chwilę refleksji, dlatego nieraz stanowi ona ważną część moich wieczornych słuchowisk muzycznych.


The Greatest Showman Ensemble – From Now On


Na początku stycznia wybrałam się do kina na film The Greatest Showman, który nie jest obrazem idealnym, ale mimo moich zastrzeżeń (fabuła, bohaterowie, tło społeczne) ścieżka dźwiękowa jest bez zarzutu. Przez This Is Me, Come Alive aż po From Now On. To właśnie ten ostatni numer, podbił moje serce. Piosenka będąca prośbą o wybaczenie i jednocześnie obietnicą poprawy, jest najbardziej emocjonalnym punktem produkcji, nie bez kozery wieńczącym całe ‚przedstawienie’.

Tags
Show More


Antonina Tucka

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Damski odpowiednik Baby ('Baby Driver') - nie rozstaje się ze swoimi słuchawkami. Na co dzień uwielbia kadrować rzeczywistość. Jest AF - Anonimową Filmocholiczką. Wychowana na Dire Straits, Pink Floyd, U2, The Police. Oddana twórczości Cohen'a. Fanka OneRepublic, Mumford&Sons, Alabama Shakes, Imagine Dragons, Passenger, The Lumineers, Emeli Sandé, Alicii Keys, Selah Sue, a nawet Harry'ego Styles'a. Kocha muzykę przez pop, reggae, funk, soul, rock po jazz i muzykę klasyczną.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.