Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 204)

Kolejny tydzień właśnie się rozpoczął. Nasi redaktorzy: Weronika, Patrycja i Paweł przygotowali dla Was dawkę dobrej muzyki.

Patrycja Mucha

Matylda – Dawid Podsiadło
Dżins – Dawid Podsiadło

Tu miał być opis dwóch (2) piosenek Dawida z jego Małomiasteczkowej płyty, ale Dawid nie potrzebuje większej promocji. Mimo to włączcie i sami oceńcie.

The Chain – Fleetwood Mac

Założeniem Tego słuchamy jest dzielenie się dosyć świeżymi kawałkami muzycznymi, ale kto powiedział, że piosenki mające ponad czterdzieści lat nie mogą być tutaj doceniane? Jeśli nie znacie The Chain, spójnego połączenia banjo i gitary – koniecznie to zmieńcie.

Dig Down – Muse

Nudny poniedziałek? Tydzień? Życie? Nie z Dig Down od Muse. Za każdym razem, gdy znów rozpoczynam dzień to właśnie ta piosenka pomaga mi wstać z łóżka.

Somebody To Love – Queen

Somebody To Love to jeden z majestatycznych utworów Queen, który uwielbiam. Na długo zniknął z mojej playlisty, jednak po obejrzeniu filmu Bohemian Rhapsody natychmiast na nią wrócił i zostanie tam już na zawsze.

Weronika Oszajca

Nightwish – I Wish I Had An Angel

Nic tak nie chwyta za ucho, jak ulubiony kawałek zagrany na żywo. Tak było również tym razem, przebój fińskiej grupy Nightwish, I Wish I Had an Angel, po raz kolejny zdobył moje serce. Świetne wykonanie podczas sobotniego koncertu sprawiło, że znowu słucham tego utworu raz po raz.

Imagine Dragons – Machine

Mimo że zdania na temat najnowszego albumu są podzielone, ciężko zaprzeczyć, że jeśli chodzi o single Imagine Dragons jak zwykle trafili w dziesiątkę. Najbardziej przypadł mi do gustu kawałek Machine – nie zabrakło w nim dobrego tekstu, charakterystycznej dla zespołu dynamiki i ciekawych rozwiązań dźwiękowych. Choć zauważyłam, że kawałki, traktujące o maszynie jako o motywie przewodnim stały się dość popularne, amerykańska grupa świeżo podeszła do zagadnienia. Jest to kawałek, któremu zdecydowanie warto dać szansę!

Lana Del Rey – Venice Bitch

Lana Del Rey zaskoczyła fanów, gdy niespodziewanie zapowiedziała wydanie dwóch całkiem nowych utworów. Jednym z nich okazało się intrygujące tytułem Venice Bitch, które 18 września miało swoją premierę. Nuta zdecydowanie nie jest tym, czego można by się spodziewać! Venice Bitch prawie dziesięciominutowy utwór, przepełniony nastrojowymi dźwiękami gitary i delikatnym głosem wokalistki. Zgodnie z zamysłem artystki, najnowszy singiel to doskonały wybór podczas jazdy samochodem lub nostalgicznego wieczoru.

The Beatles – Hey Jude

W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć kawałka sprzed kilku dekad. Tym razem postawiłam na Hey Jude, jeden z najwiekszych przebojów Wielkiej Czwórki z Liverpoolu. To śliczna ballada z chwytającym za serce tekstem, o wyciągającym z dołka przesłaniu. Co ciekawe, Paul McCartney stworzył ją z myślą o synie Johna Lennona – Julianie. Wyszło mu znakomicie, a Hey Jude to jedna z tych piosenek, które można nucić pod nosem w nieskończoność. Ciekawe, czy usłyszymy piosenkę na żywo podczas koncertu byłego Beatlesa w Krakowie?

Florence + The Machine – June

June to bez wątpienia mój ulubiony kawałek z albumu High As Hope. Śliczny, lekki utwór o pięknym tekście, stworzonym przez rudą artystkę idealnie sprawdza się w roli pierwszego utworu zarówno dla albumu, jak i podczas występów na żywo. Piękne przesłanie powtarzanego ,,Hold On To Each Other” momentalnie stało się bliskie dla fanów, dla których piosenka jest jednym z największych faworytów z ostatniego wydawnictwa grupy.

Paweł Markiewicz

Sabrina Carpenter – Diamonds Are Forever

Trzeba przyznać, że Sabrina Carpenter przy wydaniu najnowszej EPki wskoczyła na wyższy poziom dojrzałości psychicznej i fizycznej. Największy progres pokazuje kompozycja Diamonds Are Forever, która pozostałą część materiału bije na głowę. Nieco charakterna w zwrotkach i zmysłowa w refrenie piosenka, ma w sobie coś z najnowszego dorobku artystycznego Ariany Grande. Sama Sabrina Carpenter, techniką śpiewania, upodabnia się do wspomnianej wcześniej wokalistki.

Rita Ora – Cashmere

Piosenka ma zaledwie kilka godzin, a ja już od ponad trzech mam ją zapętlona na swoim Spotify. Cashmere to kolejna, mocna propozycja od Rity Ory, która reprezentuje drugie muzyczne dziecko. Płyta Phoenix, po wielu przejściach, w końcu trafi w ręce fanów już w ten piątek. Wracając jednak do Cashmere, w zaledwie trzyminutowej kompozycji zostało wrzucone wszystko, co umacnia tę piosenkę na tle kompozycji granych w rozgłośniach radiowych. Czyżby Rita Ora przez te sześć lat nauczyła się z jakimi producentami współpracować, żeby jej muzyka brzmiała dobrze?

Julia Wieniawa – Nie Muszę

Wszystko co zrobi Julia Wieniawa jest krytykowane przez szerokie grono słuchaczy. A szkoda, bo zarówno nowy materiał, jak i ten stary, to dobre produkcje elektropopowe. Premierowy singiel, Nie Muszę, który bije rekordy popularności, przywodzi mi na myśl trochę klimaty The Dumplings. Co ciekawe, nieco tajemnicza i przytłumiona, zapętlona melodia, została współtworzona przez Julię Wieniawie. Mam nadzieję, że wokalistka odważy się także pisać, a słuchacze oceniać ją przez poziom muzyki, a nie status „celebrytki”.

Broods – Everything Goes (Wow)

Trzeci studyjny album od duetu Broods trafi do sprzedaży już na początku 2019 roku. Przez trzy lata formacja nie tylko zmieniła wytwórnię muzyczną, ale także kierunek, w którym chcą dalej podążać. Wyraźnie słychać to właśnie w Everything Goes (Wow). Rodzeństwo wzbogaciło chórki, odeszło od elektropopowych brzmień, które towarzyszyły im przy albumie Conscious i powrócili do klimatów indie, zachowując przy tym swoją oryginalność. Ciekawym elementem są wstawki, które na pewno powstały w efekcie zabawy instrumentami. Słychać w tym lekkość i to kupuję w 100%.

Paramore – Fake Happy

Pomimo, że ostatni krążek od Paramore trafił na półki sklepowe już dobry czas temu, to chętnie do niego powracam. Na początku nie byłem w stanie przekonać się do After Laughter i samego oderwania od klimatów, w którym zapisali większość swojego dorobku artystycznego. Dopiero z czasem dorosłem do nowej twarzy Paramore i zacząłem się rozkoszować. Największym gwoździem na wspomnianym wyżej albumie jest Fake Happy. Zaczyna się jak wzruszająca ballada, a później optymistyczne dźwięki eksplodują same, pomimo, że szata liryczna wciąż oscyluje w klimatach emocjonalne, życiowej ballady.

Popularne

Patrycja Mucha
Patrycja Mucha
Studentka II roku Tekstów Kultury. Każdą wolną chwilę spędza z muzyką popularną, ale w każdym gatunku odnajdzie coś dla siebie. Seriale również pochłaniają sporą część jej życia.