W dzisiejszym Tego Słuchamy, swoje ulubione piosenki mijającego tygodnia, zaprezentują Wam: Karolina, Zuzanna oraz Maksymilian. Zapraszamy!

Karolina Młynarska

Aya RL – Księżycowy krok


Do tej pory tę legendarną grupę kojarzyłam przede wszystkim z utworem Skóra. Coś mnie skusiło do zagłębienia się w jedną z ich płyt, a mianowicie w Czerwoną i tym sposobem poznałam Księżycowy krok. Fantastyczny numer z genialnymi wokalami, niepokojącym klimatem i elektroniczną melodią podszytą gitarami. Wielbiciele muzyki z lat 80. od razu zakochają się w tej kompozycji.

Bass Astral x Igo – Close To Your Love

Płyta Orell była mi obca do niedawna, ale odkąd tylko ją poznałam nie mogę się od niej uwolnić. Połączenie fantastycznych bitów z głębokim wokalem Igo to niezwykle hipnotyzująca i uzależniająca mieszanka. Wskazanie najlepszego kawałka z tego albumu to trudne zadanie, ale Close To Your Love byłby jednym z pretendentów. Nie sposób tej kompozycji nie zapętlić!


Daria Zawiałow – Skupienie


A Kysz! towarzyszy mi od chwili premiery. Ostatnimi czasy najchętniej wracam do Skupienia – piosenki nieco rozmarzonej, finezyjnej, ale wciąż charakternej i wyrazistej. Wybijająca się naprzód perkusja świetnie współbrzmi z zadziornym głosem Darii, która bądź co bądź pokazuje w tym numerze swoje delikatniejsze oblicze. Zresztą ostrzejsza czy subtelniejsza, Zawiałow zawsze brzmi fenomenalnie.

Lao Che – Baśń tysiąca i jednej nocki

Dawno żadne teksty nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak te z najnowszej płyty grupy Lao Che. Kipiące od inteligencji, obfite w sarkastyczne spojrzenie na świat, zagęszczone zabawami słownymi – a wszystko to w akompaniamencie bezbłędnych melodii. Baśń tysiąca i jednej nocki nie odstaje od powyższego opisu i z każdym kolejnym odsłuchem zachwyca mnie coraz bardziej.


Dawid Podsiadło feat. Sokół – Świadomy sen


Bardzo lubię wszelkie kombinacje łączące w sobie rap z pozostałymi gatunkami muzycznymi. Jedną z moich ulubionych takich współprac jest utwór Dawida Podsiadły i Sokoła. Świadomy sen pokochałam od pierwszego odsłuchu, niedawno o tej miłości sobie przypomniałam i niemal nieustannie do niej powracam. Ten utwór po prostu ma w sobie coś takiego, co nakazuje do niego wracać.

Zuzanna Rubaszewska

Michael Bolton – When A Man Loves A Woman

Zacznijmy od klasyku. Muszę przyznać, że wielką fanką Boltona nie jestem, ale jest kilka utworów tego artysty, które kocham ponad życie. Należy do nich między innymi When A Man Loves A Woman. Kiedy niedawno usłyszałam ten utwór w radiu, ponownie się w nim zakochałam. Genialny wokal artysty, subtelna melodia i chwytający za serce tekst. Czego chcieć więcej?


Florence + The Machine – Sky Full Of Song


Na nowy materiał zespołu czekałam z ogromną niecierpliwością, ale w końcu się doczekałam. I to czego na co warto było czekać. Dostałam kawałek w stylu Florence z eteryczną melodią, dopełnioną przez wyeksponowany głos wokalistki. Sky Full Of Song zwiększyło tylko moje oczekiwania względem nadchodzącej nowej płyty. Chcę już ją usłyszeć!

Ariana Grande – No Tears Left To Cry

Odważny, eksperymentalny powrót wokalistki, która nie wydała niczego od czasu zamachu w Manchesterze. Jest mocno, jest przejmująco, jest ciekawie! Nowy singiel nieco odbiega od stylu, który Ariana prezentowała wcześniej. I właśnie z tego powodu od wielu osób może się odbić, wielu może się nie spodobać. Ja zakochałam się w nim dopiero po którymś razie, ale dzięki temu na pewno zostanie ze mną o wiele dłużej. I bardzo dobrze.


Florence + The Machine – Ship To Wreck


Dzisiaj u mnie dużo Florence, ale po usłyszeniu jej najnowszego singla i w oczekiwaniu na nowy album, postanowiłam odświeżyć sobie jej wcześniejszą twórczość. I od razu wpadłam na Ship To Wreck. Ten genialny, uzależniający utwór z rockowym zacięciem, potężnym wokalem Brytyjki i poruszającym tekstem (bo Florence, jak dobrze wiemy, pisać umie!) od razu zadomowił się w mojej głowie i od tamtej pory nie potrafię przestać go słuchać.

O.S.T.R. – Diagnoza

Moją krótką listę kończę polskim akcentem. Ostatnio ponownie sięgnęłam po najlepszą (według mnie) płytę w karierze Ostrowskiego, czyli Życie Po Śmierci. Ponownie również dotknęła mnie emocjonalność całego albumu, jego wydźwięk i historia. Tym razem, trafiłam jednak na utwór, którego zdałam się nie zauważać wcześniej (nie mam pojęcia jakim cudem). Diagnoza to w mojej opinii jeden z najbardziej wyjątkowych punktów na całym wydawnictwie, który porusza zarówno pod kątem artystycznym, jak i życiowym, a na mojej playliście zajmuje teraz honorowe miejsce.


Maksymilian Kluziewicz

Ariana Grande – No Tears Left To Cry


Po wcześniejszych zapowiedziach singla na mediach społecznościowych artystki, sądziłem, że tym razem Ariana Grande zaserwuje nam ckliwą balladę, a nie popowy banger. Jak słychać, bardzo się myliłem! No Tears Left To Cry to prawdziwy powiew świeżości w jej twórczości. Słuchając go, od razu chce się tańczyć.

Kylie Minogue – Stop Me From Falling

Myślę, że Kylie Minogue bardzo dobrze zrobiła, zapraszając do współpracy grupę muzyczną Gente De Zona. Odświeżona wersja singla Stop Me From Falling ma szansę na stanie się hitem tego lata. W końcu egzotyczne rytmy już od jakiegoś czasu podbijają listy przebojów na świecie, a Kylie wydaje się odnajdywać w nich doskonale. Zobaczcie sami, włączając teledysk.


Bebe Rexha – Ferrari


Bebe Rexha zwróciła moją uwagę na siebie przy okazji wydania singla Meant To Be. Jeszcze wtedy nie spodziewałem się, że utwór ten stanie się takim przebojem. Niedawno swoją premierę miały dwa nowe single wokalistki. Moim zdecydowanym faworytem jest Ferrari, od którego wprost nie mogę się uwolnić.

Babe – Sugarland

Przyznam szczerze, że muzyka country to taka moja „guilty pleasure”, a już w szczególności, kiedy na wokalu słyszymy Taylor Swift. Utwór Babe z gościnnym udziałem piosenkarki zabrał mnie w sentymentalną podróż do czasów, kiedy stara Tay jeszcze nie umarła, a zajmowała się promowaniem albumu Red.


Elle King – Ex’s & Oh’s


Kilka dni temu, na Instagram Stories Avril Lavigne pojawiło się wideo z występu Elle King właśnie z tym utworem, o którym, przyznam szczerze, nieco zapomniałem. Pomimo dwóch lat od jego premiery, wciąż brzmi dla mnie tak samo świeżo, interesująco i zawadiacko. Wielkie dzięki, Avril!