O dzisiejsze wydanie Tego Słuchamy zadbali Zuza, Karolina oraz Kamil. Sprawdźcie, jakie kompozycje przypadły im do gustu w ostatnim czasie. Zapraszamy! 

MO – Nostalgia


Wydawać by się mogło, że kompozycja zatytułowana Nostalgia musi być spokojnym, melancholijnym nagraniem. Nie u Dunki. Ona swa opowieść o pierwszej miłości ubrała w wyraziste, zwariowane dźwięki i gorączkowe, niepoukładane wokale. Dobre to.

Duffy – Warwick Avenue

Powolne tempo. Retro pop, trochę soft rockowych klimatów, soul. I dużo, dużo łez. Słuchając utworu Warwick Avenue przenoszę się w myślach na tytułową stację londyńskiego metra i wyobrażam sobie, że jestem świadkiem spotkania wokalistki z jej byłą miłością. Pada deszcz, jest szaro. Ponuro. A echem odbijają się słowa baby you hurt me, you don’t love me. Niesamowite, stylowe nagranie o złamanym sercu.


Duffy – I’m Scared


Bardzo oszczędne zwrotki i nieco żywszy, wyraźniej zaznaczony refren – taki pomysł na I’m Scared miała Duffy. Ja na jej miejscu postawiłabym na smutniejsze brzmienie, gdyż sam utwór do najweselszych nie należy. Powiedziałabym nawet, że tekstowo żadne inne nagranie na Rockferry tak nie wzrusza i nie rozwala emocjonalnie. Mamy tu bowiem opowieść o nagłej, niespodziewanej śmierci bliskiej osoby i trudności w powrocie do pozornej normalności.

Skeeter Davis – The End of the World

Piosenka powstała na początku lat 60. i doczekała się niezliczonej liczby coverów (m.in. zabrały się za nią Sharon Van Etten, Cyndi Lauper, Lana Del Rey). Nie da się jednak ukryć, że oryginał nie ma sobie równych. Krystaliczne wokale Davis kreślą nam przesiąkniętą smutkiem opowieść o utraconej miłości. Niby z takich rzeczy da się szybko wyleczyć, lecz dla podmiotu lirycznego kompozycji odejście ukochanego jest tytułowym the end of the world.


Marlon Williams – Come to Me


Nowa Zelandia to nie tylko Lorde. Trafiłam ostatnio na artystę, który może nie grzeszy oryginalnością (takie brzmienia z pogranicza folku i country słyszeliśmy nie raz; to już klasyka), ale za to zachwyca głębokim, smutnym głosem. Warto sięgnąć po jego utwór Come to Me, który brzmi, jakby zagubił się w czasoprzestrzeni, trafiając do roku 2018 zamiast lat 60.

Karolina Babik

Shawn Mendes – Lost In Japan

Kanadyjczyk powoli powraca do nas z nowym materiałem, który niesamowicie mocno mnie pochłonął. Delikatne intro pianina, wysokie dźwięki wokalu Shawna w refrenie, chwytliwa linia basu. Zdecydowanie jeszcze niejednokrotnie zapętlę ten kawałek!


Julia Pietrucha – Nie Potrzebujemy Nic


Kolejna pozycja to optymistyczny kawałek od niezwykle optymistycznej Julii Pietruchy. Mam ogromną słabość do jej przepięknego wokalu, który jeszcze bardziej ujmuje mnie, gdy artystka śpiewa teksty w języku polskim. To jedna z idealnych piosenek na słoneczne wiosenne i letnie dni.

The Killers – The Man

Po tym, jak przypomniałam sobie o tym kawałku, gdy wybrzmiał przed koncertem grupy Editors w warszawskiej Progresji, nie jestem w stanie wybić go sobie z głowy. Ani trochę nad tym nie ubolewam, bo to jedna z tych kompozycji, które warto znać i których warto słuchać. Funkowy klimat powraca do łask, co niezmiernie mnie cieszy!


Louis Tomlinson – Miss You


Coraz częściej słyszy się o premierze pierwszego solowego albumu jednego z członków One Direction Louisa Tomlinsona. Przez to tym bardziej nie mogę oderwać się od jego singli. Miss You to mój zdecydowany faworyt wśród nich, który niezmiennie przyciąga mnie do siebie wokalem Brytyjczyka, gitarą, wstawkami skrzypiec, jak i każdym innym najdrobniejszym elementem. Z niecierpliwością czekam na szczegółowe informacje o płycie piosenkarza!

Thirty Seconds to Mars – Remedy

Choć najnowszy album amerykańskiej grupy niezbyt przypadł mi do gustu, tak Remedy pokochałam od pierwszego przesłuchania. Shannon, proszę, śpiewaj częściej!


James Bay – Pink Lemonade


Bardzo często zdarza się tak, że debiutancki album danego wokalisty jest arcydziełem, a kolejny już niekoniecznie. Tak zdecydowanie nie jest w przypadku Jamesa Baya. Postawił poprzeczkę wysoko, wydając pierwszy album i wszystko wskazuje na to, że utrzyma ten poziom również przy drugim. U mnie w ostatnim czasie zdecydowanie królowało Pink Lemonade z superhipsterskim teledyskiem.

TACONAFIDE – Sectumsempra

Z albumu TACONAFIDE zdecydowanie ciężko jest wybrać jeden dobry utwór. Spośród wszystkich piosenek delikatnie przoduje Sectumsempra, chociaż nawet nie potrafię wyjaśnić, dlaczego. Może to dzięki „potterowemu” tytułowi.


Miley Cyrus – The Bitch Is Back


Mimo że album Younger Now cały czas zajmuje superważne miejsce w moim serduchu, bardzo się ucieszyłem z powodu nowego utworu od Miley. No może nie całkiem nowego i nie całkiem od Miley. Piosenka oryginalnie wykonywana jest przez Eltona Johna, a w wersji Miley znalazła się na albumie poświęconym jego twórczości. Tak czy inaczej, bardzo się cieszę, że moja bitch is back.

The Weekend – Call Out My Name

W tym miesiącu nowy materiał wypuścił także The Weeknd. Pomimo mojej wielkiej sympatii do tego wokalisty, album szczerze mówiąc nie urwał mi tyłka. Piosenki zrobione trochę na jedno kopyto, ale umówmy się, kto nie lubi stylu Abla. Ja lubię. Chociaż Call Out My Name to chyba jedyny utwór, który zapadł mi w pamięć po przesłuchaniu tej epki.


David Guetta feat. Sia – Flames


No i wreszcie. Jeden z lepszych duetów producencko-wokalnych. Głos Sii i jej unikatowość zdecydowanie broni się w solowych piosenkach, ale David Guetta potrafi wydobyć z niej jeszcze więcej i jestem pewny, że ten utwór zagości u mnie na dłużej.

Kamil Kopka
21 lat, student UMK, początkujący polonista. Największa pasja - muzyka. Najbardziej zagłębiony w muzyce popularnej, lecz potrafiący odnaleźć coś dla siebie w każdym gatunku.
Poprzedni artykułEurowizja 2018. Mołdawia i „My Lucky Day”
Następny artykułPaluch wystąpił w Łodzi. Relacja Patrycji Warczyk