Nowy tydzień przed nami! Wciąż trwa długi weekend. Sprawdźcie, co proponujemy Wam do posłuchania.

null

Kamaliya – Fumes

Podobnie jak stało się w przypadku Club Opery sprzed czterech lat, Kamaliya ponownie wniosła do swojej twórczości nową jakość. Wydawnictwo Timeless zatytułowane w myśl kontynuacji motywu przewodniego głównego singla, zaskakuje świeżością i otwartą przestrzenią na dotąd niepoznane rejony. Na początek wypełnia ją dynamiczne Fumes, które pretenduje na rolę przyszłego singla. Muzyczna degustacja gwarantuje pop-dance’owe nasycenie.

Marc Anthony & Alejandro Sanz – Deja Que Te Bese

Czasami udajemy się na wędrówki w poszukiwaniu nowej muzyki. Chwilami ona znajduje nas sama. O istnieniu duetu Deja Que Te Bese w wykonaniu dwóch wielkich postaci sceny latynoamerykańskiej – Marca Anthony’ego i Alejandro Sanz’a zostałam uświadomiona przez Youtube przeszło rok po premierze. Ciekawa melodia i niepowtarzalny głos Marca świetnie komponują się z zadbanym i przyjemnym dla oka teledyskiem.

REC – Mia Kardia Stin Ammo

Z kuszącej błękitem Grecji, w jej muzyczny klimat wprowadza taneczny projekt Rec, będący poniekąd współczesnym odpowiednikiem znanego duetu Antique. Aris, Xenia i Mike rozpoczęli współpracę w obecnym składzie około trzy lata temu i nie omieszkali nagrać kilka przebojów, póki co jedynie na rodzimy rynek. Najnowszy z nich, Mia Kardia Stin Ammo wizualnie ukazuje uroki przepełnionej słońcem Grecji, a rytmem porywa do tańca, czyniąc całość muzycznie atrakcyjną propozycją na wakacyjną beztroskę.

Cristian Castro – Azul

Pozostając w błękitnej kolorystyce, z Azul Cristiana Castro wiąże się przeszło 16-letnia historia. Kiedy hiszpańskojęzyczna muzyka nie cieszyła się tak wielkim rozgłosem w naszym kraju, w 2001 roku Azul przedostało się do polskiej telewizji i od tej pory nie wyobrażam sobie dłuższej pauzy bez błękitnej fali, która w letnie dni powraca ze zdwojoną siłą. O ile sama kompozycja rysuje się w wesołych, popowych barwach z gitarowym zabarwieniem, pozostała twórczość Cristiana może lekko odbiegać od przedstawionej rzeczywistości. Jego dyskografia była dla mnie zagadką na każdym etapie jej poznawania – od króla romantyzmu, po rockowego rozrabiakę. Artysta zmiennym jest… i to jest piękne.

Lane McCray – Dreamer

Tegoroczne lato dodatkowo wypełnia brzmienie house’u. Najmłodszym utworem wśród dzisiejszej piątki jest Dreamer, bowiem pojawił się na świecie zaledwie kilka dni temu na pierwszym od dwudziestu lat, pełnym albumie od Lane’a McCray, czyli współzałożycielu legendy eurodance – La Bouche. Po tragicznej śmierci przyjaciółki i jego muzycznej partnerki Melanie Thornton, wokalista wykazywał się powściągliwością względem prezentacji nowych utworów. Brak pośpiechu był w tym przypadku jak najbardziej wskazany. Lane nabrał odwagi, by nagrać coś osobistego, co przede wszystkim muzycznie go wyzwoli.

null

Liam Gallagher – Wall of Glass

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych wokali rockowej muzyki w końcu zdecydował się wydać solowy album. Krążek, którego autorem jest wokalista Oasis Liam Gallagher ujrzy światło dziennie w październiku, a póki co pozostaje nam słuchać całkiem dobrych i obiecujących singli. Jednym z nich jest właśnie melodyjne Wall of Glass. Muzycznie utwór nie odbiega aż tak bardzo od starych kompozycji Oasis. Może więc nadejdzie czas, kiedy fani grupy znów będą mogli nacieszyć uszy chociaż namiastką tamtych dźwięków.

Foo Fighters – Run

Ten utwór ostatnio prześladuje mnie na każdym kroku. Każde włączenie radia równa się z tym, że w najbliższych kilku minutach usłyszę Dave’a Grohla. I nie mam zamiaru protestować! W końcu najnowszy materiał grupy Foo Fighters zatytułowany Concrete and Gold pojawi się w naszych głośnikach już za miesiąc! Kawałek Run jest jego idealną zapowiedzią, gdzie znajdujemy te dwa światy FF, które kocha się najbardziej. Z jednej strony śpiewany, delikatny refren, z drugiej zwrotki, gdzie scream Grohla daje o sobie znać.

Bass Astral x Igo – Orell

To co lubię najbardziej, to powrót z festiwali, gdzie odkryło się kilka perełek. Jedną z nich jest właśnie krakowski duet Bass Astral x Igo, czyli Igor Walaszek oraz Kuba Tracz z grupy Clock Machine. Tym razem prezentują nam singiel zapowiadający ich drugi wspólny krążek, który stylistyką zdecydowanie odbiega od twórczości Clock Machine. Bardzo ciekawa i intrygująca elektronika, gdzie głęboki wokal jest idealnym dopełnieniem. Czekamy na całość Panowie!

Baasch – Dare to Take

Kolejna perełka odkryta na Audioriver Festival 2017. To jaki klimat grupa potrafiła wprowadzić na Główną Scenę nie mieści się w głowie. Tajemniczość, niepokój przemawiały przez dużą część występu Polaków. Dare to Take, to jeden z tych utworów, które na dobre zagościł na mojej playliście. Względnie proste brzmienie, które otaczają nieśmiało dołączona warstwa tekstowa pozwala na przeniesienie się w świat lęku i niepewności.

Happysad – Mów Mi Dobrze

Zespół od dłuższego czasu odchodzi coraz bardziej od koncepcji muzyki, od której zaczynał swoją dyskografię. Album Ciało Obce kocham całym sercem, ale czasami warto powrócić do starego równie dobrego Happysad’u, a utwór Mów Mi Dobrze jest jego kwintesencją. Rozpędzone tempo przez dźwięk gitary i bębnów, do tego dołącza jak zwykle porywający wokal Kuby Kawalca. Takie klasyki czasami muszą powrócić do głośników.

null

HVOB & Winston Marshall, Deus

Dwa lata czekaliśmy na najnowsze nagrania HVOB i z radością oznajmiam: warto było! Muzyczny projekt Olivera Koletzkiego powrócił w bardzo dobrej formie, a do współpracy nad kolejnym albumem zaprosił Winstona Marshalla z formacji Mumford & Sons. Połączenie bardzo wyjątkowe, ale i udane; moim numerem 1 z płyty Silk jest utwór Deus, który chodzi mi po głowie od początku kwietnia.

Nu, Who Loves The Sun (feat. Joke)

Znów zaskakują mnie utwory, które przywożę ze sobą z Audioriver. O ile w zeszłym roku była to mieszanka minimalowo-drumndbassowa, w tym playlista wyjątkowo spokojna. Z serii zasłyszanych na afterze kawałków najmilej wspominam Who Loves The Sun – w piękną, słoneczną sobotę pole namiotowe „Pszczółka” było naprawdę najlepszym miejscem na ziemi.

TroyBoi feat. Nina Sky & Diplo, Afterhours

Nie zliczę, ile razy zdarzyło mi się słyszeć jakąś piosenkę po raz pierwszy, a później bezskutecznie szukać jej w sieci. Kiedy już porzucam wszelkie nadzieje, poszukiwaną muzykę najczęściej odnajduję… na sali treningowej – nie inaczej było w przypadku Afterhours, współpracy TroyBoi’a z Niną Sky i Diplo. Do bujania bioderkami idealny – wypróbowałam i śmiało polecam, Ome.

Tinashe, Days In The West (Ekali remix)

Kolejny utwór, który przyniosłam ze sobą z sali tanecznej, i od którego absolutnie nie mogę się uwolnić. Nigdy nie pomyślałabym, że kawałek Drake’a może brzmieć tak szalenie kobieco i zmysłowo: o ile nigdy nie byłam wielką fanką Tinashe, to tym coverem bardzo zyskała w moich oczach. Days In The West ma w sobie coś poruszającego, wywołującego emocje – i kiedy muzyka wywołuje gęsią skórkę to wiem, że jest dobra.

Axel Thesleff, Bad Karma

Daj na chwilę telefon swojemu chłopakowi, a zmontuje Ci nie tylko playlistę techno-sztosów, ale i takich spokojniejszych, chillowych kawałków. Bardzo zaskoczył mnie utwór Bad Karma – wystarczyło mi tylko jedno przesłuchanie, żebym nie mogła wyrzucić go z głowy na dobrych kilka tygodni. Doskonały i na weekendowe leniuchowanie, i na długą trasę samochodem!