Zapowiada się naprawdę ciepły tydzień. Nareszcie. Aby jeszcze bardziej Wam go umilić, Kasia, Piotr i Jonatan mają dla Was po pięć utworów. Sprawdźcie!

Lana Del Rey – Summer Bummer (feat. A$AP Rocky & Playboi Carti)

Trudno oderwać się od najnowszego albumu Amerykanki. Summer Bummer to bez wątpienia jedna z najbardziej klimatycznych kompozycji na Lust for Life. Trzeba przyznać, że taka hip-hopowa aura zdecydowanie pasuje Lanie. Świetny A$AP Rocky, nieco mroczna atmosfera i kapitalny beat, który zyskuje jeszcze bardziej podczas słuchania na słuchawkach.


Harry Styles – Two Ghosts


Wiem już teraz, że debiut Stylesa będzie pretendował do jednej z najlepszych płyt 2017 roku. To po prostu zbyt dobry album, by można było go pominąć. Brytyjczykowi wystarczy jedynie gitara i wokal, żeby zaczarować słuchacza. Melancholijne Two Ghosts jest tego najlepszym przykładem. Świetny, bardzo gitarowy utwór, od którego bije ogromne ciepło, mimo że nie opowiada o przyjemnych sprawach. Chce się tego słuchać!

Selena Gomez – Fetish (feat. Gucci Mane)

Z roku na rok twórczość Amerykanki ewoluuje i to w zdecydowanie lepszym kierunku. Sensualne Fetish udowadnia, że ta dziewczyna, mimo że nie ma do zaoferowania fenomenalnego wokalu, potrafi stworzyć muzykę, od której ciężko się oderwać. Nie nagrywa już tylko czysto mainstreamowych piosenek. Idzie o krok dalej. Alternatywny pop z elementami r&b i elektroniki pasuje do niej idealnie.


Low Roar – Give Me An Answer


Jeden z najlepszych kawałków tego roku. To ten typ utworu, w którym natychmiast zatracasz się. Psychodeliczna atmosfera sprawia, że przez blisko cztery minuty doświadczasz miliona różnych emocji. Mimo bogactwa dźwiękowego w aranżacji, nie ma mowy o braku spójności. Ta niejednorodna elektronika natychmiast hipnotyzuje!

Lana Del Rey – 13 Beaches

Taką Laną uwielbiam. Melancholijna, hipnotyzująca, wyjęta niczym z czarno-białego filmu kompozycja. Świetny tekst pełen interesujących spostrzeżeń i anielski wokal sprawiają, że 13 Beaches to jeden z najlepszych utworów Amerykanki. Tak jak pisałem w recenzji albumu Lust For Life, twórczość Lany Del Rey ewoluuje, mimo że artystka pozostaje wierna swojej estetyce.


!!! (Chk Chk Chk) – Dancing Is The Best Revenge

Tegoroczne lato brzmi melodiami najnowszej płyty formacji !!! (Chk Chk Chk). Mieszanka dźwięków – od gitarowych brzmień po dźwięki okolic alternative dance – tworzy Shake the Shudder, siódmy album studyjny grupy. Mocno zmodyfikowany wokal osadzony w energicznej melodii to z kolei singlowy Dancing Is The Best Revenge.


Arcade Fire – Good God Damn

Jestem na etapie nienachlanego wdzierania się w „dźwiękoobieg” najnowszej płyty grupy Arcade Fire, która ukazała się zaledwie kilka dni temu. Zadanie jest jednak dość ułatwione, ponieważ album Everything Now to kompilacja fenomenalnie splecionych dźwięków. Niespieszne tempo, wysunięcie na pierwszy plan gitary elektrycznej, a tuż za nią basowej i mamy Good God Damn.


The Cure – Lovesong

Dla wielu to jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości. I trudno się z tym nie zgodzić, bo świadczą o tym również okoliczności jej powstania – utwór został napisany przez Roberta Smitha dla jego (w momencie tworzenia – przyszłej) żony jako prezent ślubny. Sama płyta Disintegration, z której pochodzi Lovesong, ma dość mroczny wydźwięk (podobnie jak Pornography oraz Bloodflowers, tworzące tzw. „trylogię The Cure”). Posłuchajmy.


Lou Doillon – One Day After Another

Premiery obu płyt Lou Doillon – zarówno debiutanckiej Places, jak i wydanej dwa lata temu Lay Low – przeszły w Polsce właściwie bez echa. A szkoda, bo to syntezy niezwykle emocjonalnych, choć gorzkich i dość szorstkich kompozycji. Do tego głęboki, ujmujący, momentami chropowaty wokal Lou. Warto się w tym zanurzyć.


Madonna – Human Nature

Rok 1994. Dopiero teraz tak naprawdę opada kurz po burzliwej premierze sprzed dwóch lat dzieł… No właśnie. Dla jednych był to znaczący komunikat, dla innych jedynie skandaliczna, całkowicie niemoralna forma. Mowa oczywiście o albumie Sex i towarzyszącej mu niestety nadal niedocenionej (po wielu już latach od premiery) płycie Erotica z 1992 roku. Utworem Human Nature z albumu Bedtime Stories (1994) Madonna bardzo dokładnie odrywa przyklejone przez strażników moralności łaty, ale nie przeprasza. Trochę G-funku, trochę klimatów louche. Repeat.


Anita Lipnicka – Z miasta

Rok po wydaniu urokliwego Ptaśka, Anita Lipnicka zaprezentowała kolejny singiel. Z miasta jest drugą zapowiedzią jej nowej płyty. Jeśli pozostałe utwory na niej zawarte będą co najmniej tak samo dobre jak te opublikowane, to śmiało będę mógł powiedzieć, że nowy album Anity będzie dla mnie polskim wydawnictwem roku. Po polsku Anita brzmi najpiękniej, a piosenka Z miasta urzeka spokojem i beztroską.


Mrozu – Szerokie wody


Nowym albumem Mroza zainteresowałem się dopiero teraz, kilka miesięcy po jego premierze, kiedy w stacjach radiowych na dobre zagościł singiel Szerokie wody. W stosunkowo krótkim czasie muzyk uczynił progres, którego mógłby mu pozazdrościć niejeden polski artysta. Jego nowe, alternatywne oblicze pozytywnie zaskakuje dojrzałością i świadomością wykonania.

Kayah feat. Idan Raichel – Po co

Kayah po raz kolejny udowodniła, że jej współpraca z zagranicznymi kompozytorami daje świetny efekt. Nie będę zatem rozwodzić się nad muzyką czy wokalem Kayah, bo ten jest jak zawsze doskonały, ale zwróciłbym uwagę na bardzo pozytywny tekst piosenki – wprost idealny dla wszystkich pesymistów, którzy martwią się na zapas i rozpamiętują dawne sprawy. Utwór idealny do słuchania na co dzień, a słowa najlepiej do zapamiętania.


Lana Del Rey – Heroin


Heroin to jeden z moich ulubionych utworów z nowej płyty Lany Del Rey. W twórczości artystki szczególnie podoba mi się połączenie nostalgii z pewnymi muzycznymi urozmaiceniami, które w przypadku Heroin stanowią żywe wielogłosy. Lana pozostaje wierna swojemu unikatowemu stylowi, natomiast nie stoi w miejscu, jak zarzucają jej niektórzy malkontenci.

Bryan Adams, Rod Stewart, Sting – All For Love

Kilka dni temu przypomniałem sobie przepiękny utwór All For Love, nagrany przez Bryana Adamsa, Roda Stewarta i Stinga do filmu Trzej muszkieterowie (1993). Panowie, niczym tytułowi trzej muszkieterowie, śpiewają o miłości jak nikt inny, a na dodatek zaliczają się do stosunkowo nielicznej grupy wokalistów, których słuchanie sprawia mi tak wielką przyjemność.