Święto zakochanych dopiero jutro… My jednak zaczynamy świętować już od dzisiaj! W najnowszej odsłonie Tego Słuchamy w romantyczny nastrój wprowadzą Was: Łukasz, Agata oraz Michał. I choć ich wybory nie są dość oczywiste – warto się wsłuchać.

Kamil Bednarek feat. Matheo – Talizman

Dzięki Kamilowi Bednarkowi muzyka reggae na stałe zagościła w polskich radiostacjach. Każda z jego wydanych piosenek to prawdziwe przeboje, które w szybkim czasie zyskują rzeszę słuchaczy. A sam Bednarek nie zwalnia tempa pracy, przygotowując obecnie materiał na trzecią studyjną płytę. Pierwszych efektów w postaci singla Talizman możemy już posłuchać. Jak dla mnie artysta podtrzymuje wypracowany muzyczny styl, którego przyjemnie się słucha.


Daria Zawiałow – Miłostki


Na pierwszą w karierze płytę Darii Zawiałow czeka wiele osób. Po zaprezentowanych do tej pory zapowiedziach mogę śmiało stwierdzić, że czekam na debiut tej utalentowanej młodej piosenkarki. Jeszcze przed premierą otrzymaliśmy singiel Miłostki. Trzymam za Darię kciuki i liczę na świetny muzyczny materiał.

Imagine Dragons – Believer

Imagine Dragons jak zawsze w formie. Piosenka Believer tylko podkręca oczekiwanie na kolejną płytę chłopaków. Mam nadzieję, że premiera tuż tuż, choć póki co żadnych oficjalnych informacji nie mamy. Imagine Dragons mają umiejętność tworzenia świetnych, stadionowych kawałków, które na ich koncertach porywają zgromadzone tłumy.


Ed Sheeran – Shape of You


W ostatnim czasie Ed Sheeran nie ma sobie równych. Oba single świetnie przyjęte wśród słuchaczy zagwarantowały artyście doskonały powrót na rynek muzyczny. Czy album utrzymany będzie w podobnej stylistyce? Przekonamy się już niedługo. Shape of You to szybko wpadająca w ucho muzyka i dobrze zrobiony do niej teledysk.

Mrozu – Sierść

Mrozu już niedługo dołoży do swojej dyskografii kolejny album. Pierwszy singiel to piosenka Sierść. Dla mnie piosenka brzmi ciekawie, pokazując progres artysty. Na pewno zapoznam się z całą nową płytą Mroza. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.


Bisz/Radex – Nie obrażaj się


Ostatnio tak duże wrażenie zrobił na mnie chyba Taco Hemingway – gdy mówić o hip-hopie rzecz jasna. Ostatnia płyta Bisza, który zawiązał współpracę z Radexem (jej tytuł to Wilczy humor), to kawał dobrego tekściarstwa (niektórzy mówią tu nawet o poezji) oraz muzyka, która nie ogranicza się tradycyjnych bitów. To wszystko pachnie świeżością i najwyższą jakością. Na dowód piosenka Nie obrażaj się – inteligentnie poprowadzona ze świetną puentą. Tutaj nawet nie tyle warto, co po prostu koniecznie trzeba!

Martin Sexton – Diner

Po raz pierwszy usłyszałem tę piosenkę w serialu Hoży Doktorzy – od razu wpadła mi w ucho i wiedziałem, że szybko się z nią nie rozstanę. Dlaczego? Bo jest w niej taki niesamowity luz! Tutaj nikt się nie siłuje, emocje są stonowane – czuć po prostu radość, wszystko gra ze sobą jak w zegarku. Takiego luzu bardzo często mi w muzyce brakuje. A wisienką na torcie jest tutaj ten soczysty, pulsujący bas!


Simge Pınar – Yeni Bir Hayat


Bardzo lubię granie, które pachnie lenistwem i płynie sobie swobodnie – tak jest właśnie w przypadku piosenki tej młodej Turczynki. Muzykę mamy tutaj nieskomplikowaną, ale to nieistotne, bo przecież nie jest też głupia. Melodię mamy tutaj nadzwyczaj urodziwą. No i wokal – subtelny, nieco dziewczęcy i tak przyjemnie lekki. Niby tak niewiele, ale przecież tak wiele. Bez kombinowania, bo przecież piękno tkwi również w prostocie.

PJ Harvey – Broken Harp

To piosenka z jednej z najważniejszych płyt w moim życiu – White Chalk. Ciężko cokolwiek napisać o piosence, w której tkwi tak gigantyczny ładunek emocjonalny, bo przecież jak rozmawiać o emocjach? Jedno wiem – bije od tej kompozycji mądrość największa z możliwych, ale jest to mądrość tak niezwykle smutna. A jest to smutek, którego nigdzie indziej nie znalazłem i nie sposób się go pozbyć. PJ Harvey stała się legendą już za życia – zasługuje na to miano przede wszystkim za ten album.


Halina Frąckowiak – Idę


Ta piosenka to jeden z moich największych muzycznych szoków ostatnich tygodni. Do tej pory Halinę Frąckowiak kojarzyłem z lekkimi, przaśnym, radosnymi piosenkami w stylu Bądź gotowy dziś do drogi, a tu taka kompozycja! Jakie tutaj jest brzmienie! A gdy muzycy zostają sami – te doorsowskie Hammondy brzmią genialnie! I jaka tutaj jest moc w wokalu! Ale przecież to nie jest wyjątek – polecam całą pierwszą płytę tej artystki zatytułowaną właśnie Idę. Nie spodziewałem się, że Frąckowiak tak grała i to w 1974 roku – chyba mam jeszcze wiele, wiele jej płyt do przesłuchania.

Death Rattle – The Dig

Tym razem podrzucam Wam prawie same „mroki” – ostatnio sporo u mnie cięższych brzmień spod znaku rocka i elektroniki, więc i ta piątka będzie trochę bardziej wyrazista. Brytyjski duet Death Rattle nie jest zbyt znany w Polsce, ale zdecydowanie warto zwrócić na niego uwagę: jeśli lubicie synthowo-alternatywne klimaty, to powinien się Wam spodobać kawałek The Dig. Jeśli miarą dobrego klimatu jest ilość ciarek na ciele… to u mnie aktualnie nie ma już wolnego miejsca.


TOM And His Computer – Eighty Four


Trente-spam in progress, czyli wciąż trzymają mnie wspomnienia z koncertu Trentemøllera. Moją uwagę zwrócił support przed występem Duńczyka: choć TOM And His Computer ma jeszcze kilka elementów do poprawki, jego EP-ki brzmią bardzo obiecująco. Kawałkowi Eighty Four daję dużego plusa za wyrazisty rytm oraz klimatyczny wokal Roxy Jules – jest i zmysłowo, i intrygująco.

Bjarki – Orange Juice Man

Nie ma chyba osoby, która nie znałaby rave’owego bangera Bjarkiego: do I Wanna Go Bang bujałam się przez całe poprzednie lato, ale i zainteresowałam się innymi kawałkami islandzkiego producenta. Hipnotyzujący początek Orange Juice Man wkręca się dosłownie w sekundę, a potem bardzo trudno wyrzucić go z głowy – a prawda jest taka, że nawet nie chcę tego robić.


Princess Nokia – Kitana


Mój zestaw muzyczny na trening? Mocny beat, zadziorny tekst i „to coś”, co sprawia, że mam ochotę solidnie skopać sobie tyłek. Ostatnio do sportowej playlisty dołączyłam kolejną doskonałą pozycję: gdy po raz pierwszy usłyszałam utwór Kitana, na chwilę mnie zatkało, a potem nałogowo wciskałam replay. Naturalnie wjechała mi dodatkowa seria siadu ze sztangą.

George FitzGerald – About Time

Choć zazwyczaj to ja jestem barmanem na tym densingu, miło jest czasem powierzyć wybór domówkowej playlisty komuś innemu. Wtedy właśnie dzieją się największe muzyczne cuda i odkrywa się takie kawałki, które dosłownie wciskają w fotel. Raz usłyszałam About Time… i nie mogę się od niego uwolnić. Sami posłuchajcie, dlaczego.