W ostatnim odcinku Tego słuchamy przed świętami Bożego Narodzenia dzielimy się z Wami porcją dobrej muzyki. Będzie świątecznie, będzie rockowo, będzie również… reggae! Dziwne połączenie w ten zimowy czas? To wszystko przygotowali dla Was – Darek, Agata oraz Michał.

Dariusz Kozera

Demi Lovato – Stone Cold

Nominacja do nagrody Grammy dla Demi Lovato była dla wielu sporym zaskoczeniem. Ja jednak jestem zdania, że wokalistka nie dostała jej bez powodu. Najnowszy album artystki pokazał, że rozwinęła ona swoje zdolności. Demi nie poprzestała jednak tylko na zachwycaniu tym, co nagrane w studiu. Wokalistka wielokrotnie wystąpiła na żywo z balladą Stone Cold i za każdym razem imponowała mi swoim wokalem i kradła moje serce.


Charlie Puth & Selena Gomez – We Don’t Talk Anymore


Tego duetu wprost nie mogę wyrzucić ze swojej głowy. Ostatnimi czasy słucham go na okrągło i nadal mi się nie znudził. Trzeba przyznać, że Selena i Charlie idealnie pasują do siebie w kwestii wokalnej. Liczę, że ta dwójka jeszcze kiedyś coś razem stworzy.

The Chainsmokers & Halsey – Closer

Z początku unikałem Closer. Kawałek wydawał mi się mocno przereklamowany i cała „otoczka” wokół tego hitu jakoś mnie odrzucała. Później jednak postanowiłem dać mu szansę i szybko zrozumiałem czemu tak wiele osób uwielbia ten kawałek i również dołączyłem do tego grona.


Ellie Goulding – Still Falling For You


Nie jest to pierwszy raz, w którym Ellie została poproszona do nagrania utwory na potrzeby filmu. W Still Falling For You zakochałem się od pierwszego odsłuchu. Bardzo żałuję, że utwór ten nie trafił na najnowszy album Goulding, bo jest lepszy niż połowa utworów, które finalnie znalazły się na wspomnianym krążku.

Ariana Grande – Santa Tell Me

W związku z tym, że święta są już tuż za rogiem można śmiało pozwolić sobie na słuchanie świątecznych utworów. W moich słuchawkach od kilku dni słychać świąteczne utwory od Ariany Grande. Jeżeli nie poczuliście jeszcze „magii świąt” to zachęcam was do odsłuchania Santa Tell Me. Ten utwór z pewnością wprowadzi was w odpowiedni nastrój.


Agata Omelańska

Phantogram – You Don’t Get Me High Anymore


Wciąż mam bardzo mieszane uczucia co do najnowszego albumu Phantogram, lecz jedno wiem na pewno: promo singiel jest absolutnie ko-zac-ki. You Don’t Get Me High Anymore to brzmienie, za którym bardzo tęskniłam i które dodaje mi solidnego kopniaka energii z samego rana. Pop-rock i synth spod znaku indie na bardzo wysokim poziomie, zdecydowanie mój numer jeden na zimę!

Queen – I Want It All

Niełatwy mam charakter: bardzo trudno jest mi żyć spokojnie, siedzieć w jednym miejscu przez dłuższy czas, spoczywać na laurach czy ograniczać się tylko do jednej dyscypliny sportu. I want it all and I want it now – jednak bardzo boleśnie odczułam moment, w którym usłyszałam, że jednak muszę się na chwilę zatrzymać. „Szanować siebie samą” oznacza także „umieć się o siebie zatroszczyć” i dobrze, że w porę to do mnie dotarło.


deadmau5 – Raise Your Weapon


Z serii: muzyka, której tak dawno nie słyszałam, a która powraca do mnie w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Raise Your Weapon to wyjątkowy utwór jak na deadmau5a: z jednej strony spokojne intro i delikatny wokal, z drugiej taneczny rytm, a z jeszcze innej mocna, dubstepowa wstawka o potężnej energii. Słucham od początku do końca jak zahipnotyzowana.

DJ Koze – XTC

Jest wiele rzeczy, za które uwielbiam rave, ale zdecydowanie najbardziej cenię sobie jego muzyczną warstwę. Co innego słuchać sobie muzyki w domu lub na słuchawkach, a co innego obcować z nią w klubie, przy pełnym nagłośnieniu – dzięki temu można odkryć ją zupełnie na nowo. Podczas imprezy zachwyciłam się w taki sposób Jonem Hopkinsem i Trentemøllerem, a niedawno przyszła pora na DJa Koze: przyznam, że XTC w klubowej przestrzeni ma zupełnie inną energię i brzmi naprawdę doskonale!


Sister Nancy – Bam Bam


Jak sobie obiecywałam, tak wreszcie zrobiłam – po ponad rocznej przerwie w końcu wróciłam na dancehall i z radością na nowo poczułam riddim. Przy klasykach reggae nie jestem w stanie usiedzieć w miejscu, dosłownie każda część mnie zaczyna się bujać w jamajskim rytmie: szczególnie dobrze sprawdzają się te oldschoolowe, stare kawałki w stylu Sister Nancy czy Mr. Vegasa.

Michał Kaźmierczak

Bob Marley – How Many Times

Bardzo lubię Boba Marleya, a najbardziej te nagrania utworów, które trochę trzeszczą, nie są wygładzone i czuć w nich duszę – do nich zaliczam właśnie How many times. To idealny moment na zrelaksowanie się, wsłuchanie w płynącą spokojnie muzykę, podśpiewywanie z obłędnymi chórkami. Na całe szczęście nie jest to jedyny utwór tego typu w twórczości Marleya, ale właśnie do tego wracam najczęściej.


Alsarah & The Nubatones – Habibi Taal


Alsarah & The Nubatones to moja najświeższa muzyczna fascynacja, a Habibi Taal to utwór, który za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie. Jest w nim wszystko, czym się ostatnio fascynuję – Afryka i jej radość, Bliski Wschód i jego rytmika, brzmienie. Warto zwrócić uwagę na świetny, pełen pasji wokal. No i oczywiście to soczyste, intensywne wejście basowe. Rozpływam się!

Son Lux – Easy

Ten utwór to idealny dowód na to, że czasami prosto i skromnie znaczy zdecydowanie lepiej. Mamy tutaj przecież niewiele elementów, ale każdy z nich idealnie się ze sobą komponuje, jest wyrazisty, zapadający w pamięć. Wokal również nie jest jakimś szaleństwem, ale przecież to wystarczy, by zaśpiewać tak dobry tekst. Naprawdę ciężko się od tej piosenki oderwać!


Sylvan Esso – Hey Mami


Po pierwsze wokal – uwielbiam takie żeńskie głosy, które krążą gdzieś wokół Karin Dreijer Andersson (z chociażby The Knife). I gdy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy od razu wiedziałem, że to będzie to. Ale oczywiście wokal to nie wszystko – muzyka, która w miarę upływu czasu nabiera rozpędu, czy linia melodyczna – bardzo to wszystko przemyślane i inteligentne. Hey Mami zostaje ze mną na dłużej.

B.B. King – Worry, Worry

Nigdy nie byłem fanem bluesa, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że blues mnie zawsze nudził. Aż tu nagle, w pewien wieczór trafiłem na płytę Live at the Regal B.B. Kinga i moje podejście do tego gatunku zmieniło się drastycznie, nastąpiła wręcz rewolucja. Worry, worry zostało również zagrane na tym koncercie i jest to jeden z moich ulubionych momentów. Gitara brzmi tu tak niesamowicie, wokal aż kipi, czuć tu życie, czuć tu taki feeling, jakiego dawno nie słyszałem, a przecież to płyta, nie mam muzyków przed oczami, a czuję jakbym siedział w sali i krzyczał razem z tłumem. Majstersztyk!


  • NeverGiveeUp

    Demi, Charlie, Ellie, deadmau5 i Sylvan Esso <3