Ewolucja Taylor Swift zszokowała niejednego jej zagorzałego fana. Ulubienica Ameryki z gitarą w ręku i śpiewająca country postanowiła w pewnym momencie pociągnąć za nieco inne muzyczne sznurki. Najpierw nieśmiało flirtowała z popem na albumie Red, a później zaprezentowała krążek 1989 pełen przebojowych dźwięków. W ciągu zaledwie kilku lat stała się pierwszoligową gwiazdą muzyki popularnej w pełni świadomą swojej pozycji. Teraz powraca z dziełem Reputation i znów ma wiele do powiedzenia.

Ciężko pozostać obojętnym wobec twórczości Taylor. Albo ją kochasz, albo nienawidzisz. Ogromna sława, którą Amerykanka zyskała na przestrzeni ostatnich kilku lat, doprowadziła do tego, że chcąc nie chcąc, jej muzyka zaczęła docierać niemal do wszystkich. Fakt ten z przyjemnością wykorzystały serwisy plotkarskie, dla których artystka stała się swoistym must-have na portalach.

Wielka popularność, głośne kłótnie z innymi gwiazdami, znani byli partnerzy i piosenki pełne nawiązań do nich. Wszystko to przyniosło w końcu niemałą burzę medialną, której nie była w stanie w pewnym momencie kontrolować nawet sama Swift. Z ukochanej muzycznej gwiazdy wielu Amerykanów stała się osobą potępianą, nazywaną pogardliwie wężem i masowo krytykowaną za manipulatorstwo, zmiany chłopaków czy robienie z siebie męczennicy.

Artystka postanowiła więc nieco usunąć się w cień, a trudne doświadczenia z ciemną stroną popularności wykorzystać jak najlepiej potrafi. Złapała więc za długopis, kartkę i wzięła się do roboty. Zebrała do kupy wszystko, co mówili o niej ludzie oraz zdecydowała zerwać z mało przyjemną łatką ofiary. Tak powstał jej szósty krążek Reputation, którym Taylor chce rozliczyć się z przeszłością i dosadnie zakomunikować hejterom, że pora na zemstę.

Nic więc dziwnego, że nowa płyta piosenkarki zaskakuje brzmieniem już od samego początku. Swift zaryzykowała. Stworzyła spójne dzieło pełne agresji i siły, czyli coś zupełnie nietypowego dla siebie. Wystarczy posłuchać dwubiegunowego …Ready For It? z ciężkim beatem oraz niezwykle przyjemnym refrenem czy flirtującego z hip-hopem, ale mało udanego End Game. Ten album jest muzyczną wendetą opakowana w naprawdę mocne, groźne i głośne dźwięki.

Reputation to nowoczesna, popowa mieszanka, w której najważniejszą rolę odgrywają silnie zaznaczone niemal na każdym kroku syntezatory. Ostra dawka elektroniki od pierwszych dźwięków może sprawić, że nie będzie łatwo od razu polubić ten krążek. Faktycznie, poznanie nowego dzieła Swift wymaga trochę czasu. Melodie zawarte na płycie, mimo swojej wybuchowości, mają jednak coś mocno przyciągającego. Trudno jest bowiem przejść obojętnie obok nabuzowanego, eksperymentalnego I Did Something Bad, przyjemnie tanecznego Dancing With Our Hands Tied czy mrocznego i zaskakującego Don’t Blame Me, które brzmi jak seksowniejsza wersja Take Me To Church Hoziera.

Synth pop serwowany przez pannę Swift ma jednak dużo więcej twarzy. Znalazło się też miejsce na dźwięki nieco łagodniejsze, celebrujące brzmienia, które oferowały słynne lata osiemdziesiąte. Romantyczne Delicate, euforyczne Gateway Car czy kuszące i demonstrujące nieco bardziej sensualną stronę Amerykanki Dress – numery te pokazują, jak bardzo nastrojowa potrafi być elektronika.

Podobno dawna Taylor nie żyje. Tak przynajmniej twierdzi artystka w singlowym Look What You Made Me Do. Okazuje się, że na Reputation można znaleźć duchy muzycznej przeszłości Swift. Mowa o dwóch ostatnich albumowych kompozycjach. Zarówno ciepłe Call It What You Want, jak i romantyczne New Year’s Day mogłyby z powodzeniem znaleźć się na jej poprzednich wydawnictwach.

Nie od dziś wiadomo, że 27-latka należy do jednych z najzdolniejszych popowych tekściarzy. Na nowym dziele piosenkarka skupia się ponownie na relacjach damsko-męskich, własnej reputacji i swoich wrogach (This Is Why We Can’t Have Nice Things mocno nawiązuje do słynnego konfliktu z Kanye Westem).

Zaprezentowanej warstwie lirycznej nowego albumu daleko jednak do idealnej. Obok świetnych wersów pojawiają się też często żenujące tekstowe rozwiązania. Dość blado wypadają utwory King of My Heart oraz Gorgeous – zarówno od strony pisanej, jak i muzycznej. Nie trudno odnieść wrażenia, że czasami twórczości Amerykanki brakuje tej lirycznej magii, którą prezentowała chociażby za czasów płyty Red.

Taylor Swift zaprezentowała nam dzieło pozytywnie chaotyczne, które jest intymne, odważne, wybuchowe, czasami nierówne, ale nadal bardzo inteligentne. Obok tak kreatywnego popu nie możesz po prostu przejść obojętnie. Komunikat albumu jest jasny: koniec z przepraszaniem i użalaniem się nad sobą, pora na zupełnie nowy rozdział. Reputation to muzyczny nokaut autorstwa naprawdę utalentowanego węża.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.