Dział Publicystyka Stanisława Celińska – Malinowa... (2018), recenzja Karoliny Karkowskiej

Stanisława Celińska – Malinowa… (2018), recenzja Karoliny Karkowskiej

Malinowa to trzeci album Stanisławy Celińskiej wydany 25 maja 2018 r. Artystka w polskiej kulturze zaistniała głównie jako aktorka. Jej poprzednia płyta Atramentowa – wydana trzy lata temu, została odebrana entuzjastycznie przez słuchaczy i to potwierdziło, że Celińska jest zarówno genialną aktorką, jak i wokalistką.  Czy nowy album powtórzy sukces poprzedniego? Czy zawarte historie wzruszą słuchaczy?

Płyta składa się z 14 piosenek. Nie spotkamy tu tekstów Jonasza Kofty, Agnieszki Osieckiej czy Wojciecha Młynarskiego jak to było na poprzednich albumach, bowiem autorką słów jest sama wokalistka. Stanisława Celińska mówi, że zainspirowały ją zwierzenia wiernych fanów, którzy po koncertach dzielili się z nią smutkiem, nostalgią i trudem życia.

Album stanowi kontynuację Atramentowej, ale można dostrzec subtelne różnice: nieco inny klimat i brzmienie. Do współpracy artystka zaprosiła Piotra Fronczewskiego i Marcina Wyrostka, którzy użyczyli swojego głosu. Za muzykę, produkcję i aranżację, tak jak w poprzednich albumach, odpowiedzialny jest Maciej Muraszko.
Najważniejszy aspekt płyty nie skupia się na muzyce czy na głosie Celińskiej, tylko na samych tekstach. Płyta stanowi zbiór opowiadań na tematy dotyczące życia, ale nie życia szczęśliwego, gdzie wszystko idzie po naszej myśli, uśmiechamy się do przypadkowych przechodniów czy czujemy się w pełni zrealizowani. To album o przemijaniu, o sile, nieszczęśliwej miłości, rozłące. Stanisława Celińska nie stawia sobie za cel zarobienie dużej sumy pieniędzy i nie zakłada, że album będzie sprzedawać się jak ciepłe bułeczki. To nie ten typ twórczości, gdzie muzyka elastycznie dopasowuje się do słuchacza. Widać, że wokalistka chce pomóc ludziom zagubionym, nieszczęśliwym jakoś ich pozbierać i dać garść, której obecnie nie mają.

Gdybym miała wybrać jeden utwór, który najbardziej mi się spodobał, z pewnością mogę stwierdzić, że jest to Ja – Tu, Ty – tam ze względu na charakterystyczny głos Piotra Fronczewskiego, który dodaje dramaturgii utworowi i sprawia, że staje się on bardziej realny. To dialog kobiety i mężczyzny, którzy musieli zostać rozdzieleni i niekoniecznie są zadowoleni z takiego obrotu spraw. Słuchając – czuję tęsknotę i smutek. Właśnie realność każdej z historii powoduje, że album nie jest tylko muzyką, a sentymentalną podróżą po największych ludzkich boleściach.

Drugim wartym wspomnienia utworem jest Drzewo. Artystka w znakomity sposób bawi się tekstem, łączy wszelkie ciągi skojarzeń, nawet nawiązuje do patriotyzmu:

Daj mi potężną siłę korzeni,

pragnę ją czerpać jak ty z głębi ziemi,

pozwól bym dalej żyła spokojnie,

gdzie urodziłam się.

Pomimo że wydzieliłam dwa, moim zdaniem, najlepsze utwory – nie można pominąć dwunastu innych. Wszystkie są na niemalże równym poziomie, wszystkie poruszają jakieś prawdy czy trudy życiowe i wszystkie zostały stworzone z precyzyjną doskonałością i starannością.

Nie potrafię ocenić tej płyty. Uważam, że tylko ludzie dojrzali i z pewnym bagażem doświadczeń będą mogli w pełni docenić kunszt i całość. Za mało we mnie przykrych zawirowań losu, by w całości zrozumieć to, o czym śpiewa Stanisława Celińska. Być może po latach sięgnę po ten album, ale obecnie czuję, że mnie nie dotyczy. Smutne jest to, ile w człowieku jest bólu i poczucia zawiedzenia. Mam nadzieję jednak, że przynajmniej jednej osobie twórczość artystki pomoże. To, co robi Celińska, pozwala nazwać ją Artystką przez wielkie A. Najpiękniejsze rzeczy nie powstają z chęci zarobku, a z dobroci i czystości serca.

Popularne