Śpiewający celebryci skazani na fail start. Felieton Pawła Markiewicza

Kiedyś na krytykę ze strony odbiorców muzyki były skazane osoby, które były związane z ask.fm i chętnie podpisywały kontrakty muzyczne z dużymi wytwórniami. Dziś wszystkie światła skupione są na celebrytkach, które chętnie pokazują się na ściankach i są żonami znanych piłkarzy. Większość z Was pewnie powie, że mają o wiele lepszy start, ale czy na pewno?

Argumentem, który w największy stopniu mógłby poprzeć opinię, że celebryci, którzy zaczynają pierwsze kroki w przemyśle muzycznym, mają łatwiej jest fakt, że są to już znane osoby. Większość z nas kojarzy je już z dużego ekranu, gazet czy, szczęście w nieszczęściu, portali plotkarskich. Żywimy do nich większe lub mniejsze, pozytywne lub negatywne emocje. Dodatkowo na starcie mają wsparcie dziennikarzy, przez co grono odbiorców spoza fanów jeszcze bardziej się powiększa. W ten sposób odtworzenia debiutanckiego singla mogą być imponujące, nieważne, że biorą się z czystej ciekawości. Chociaż oni i tak już mają swoją (negatywną) opinię nim jeszcze klikną przycisk „play”, ale o tym będzie później.

This image has an empty alt attribute; its file name is Julia-Wieniawa.jpg

Można również spierać się na temat ich sytuacji finansowej. Jeżeli wytwórnia nie da odpowiedniej sumy pieniędzy i wyznaczony tantiem nas nie satysfakcjonuje, to zawsze można wyłożyć troszkę z własnej kieszeni albo z portfela bogatego męża lub bogatej małżonki. Wiele osób, bez żadnej wiedzy, bo Ci zawsze mają najwięcej do powiedzenia, uważają, że wytwórnie przychylniej patrzą na celebrytów i faworyzują ich – dając lepszych producentów, songwriterów. Jednak jeżeli zobaczymy na credits, to dopiero wtedy przekonamy się, że tak nie jest. Przykładowo: debiutanckiego albumu Mannei (Sary Boruc) nie robili czołowi producenci, Julię Wieniawę od początku robią bardziej niszowi producenci, którzy znają się na rzeczy.

Ta młodsza artystka, która niedawno wydała genialny, elektropopowy singiel Nie muszę i wcześniej Na Zawsze jest też dobrym przykładem na to, że w wytwórni przychylnie na celebrytów nie patrzą i nie ma taryfy ulgowej. Można w tym miejscu przypomnieć ciekawy incydent na jednym z popularnych festiwali muzycznych, po których wszelkie działania promocyjne Julii Wieniawy zostały wstrzymane. Prawy sierpowy w twarz, szybka rehabilitacja i dziś artystka powróciła jak nowonarodzona, zrobiła zamieszania i na początku przyszłego roku wydaje pierwszy album.

Pierwsze problemy zaczynają pojawiać się już na samym początku, kiedy tylko do obiegu trafi informacja, że dany celebryta niedługo wyda swój pierwszy singiel. I tutaj niestety największą moc sprawczą mają portale plotkarskie, które w jednym momencie potrafią wzbić artystę na wyżyny sławy i w dowolnym momencie ściągnąć ją na dno. Media te już odgórnie narzucają w sposób jawny lub bardziej ukryty, że coś trzeba skrytykować. Taka sytuacja miała miejsce przy debiucie Mannei, gdzie ludzie nie słysząc materiału zdążyli uznać jej muzykę za okropną i tragiczną, padło kilka obraz i ogólnie stwierdzono, że to wydawnictwo będzie totalną klapą muzyczną. Podobna sytuacja spotkała żonę innego piłkarza – Marinę, która utarła nosa wszystkim krytykom i zebrała pozytywne recenzje wśród słuchaczy oraz recenzentów.

Znalezione obrazy dla zapytania marina

I nawet jeżeli Julia Wieniawa dostałaby Fryderyka za najlepszy album elektro, to ludzie zamiast stwierdzić: kurczę, dostała jedną z najważniejszych muzycznych nagród w Polsce, może jej muzyka tak naprawdę nie jest zła? Krzyczeliby na oślep jak konie z klapkami na oczach, że pewnie kupiła sobie tę nagrodę. Jednocześnie lecząc swoje kompleksy i zaspakajając poczucie zazdrości lub przyćmiewając niezadowolenie z własnych osiągnięć. Przypisując singiel Nie muszę Brodce i On My Way z Juice zagranicznemu artyście, nie byłoby słowa krytyki, a fani Eski czy 4fun spuszczaliby się nad wybranymi kompozycjami.

Pal licho, jeżeli krytyka pojawi się już po usłyszeniu singla w całości, bo z tym spotyka się każdy i nikomu nie dogodzimy. Ale nikogo nie oszukam pisząc, że fala gorzkich słów na celebrytów jest o wiele dorodniejsza i boli jeszcze bardziej. Czytając komentarze czy to na pudelku, serwisach muzycznych, czy pod samymi teledyskami można jasno powiedzieć, że muzykę określa się przez pryzmat nazwiska. Nie znalazłem ani jednego komentarza, który zawierałby treść w stylu: „partie smyczkowe nawaliły, songwriterzy trochę nawalili, producenci też, ponieważ…”. Słowa są słowami i również wyrządzają krzywdę – o czym chyba zapomnieliśmy.

I co najzabawniejsze – to spotyka tylko kobiety. W Polsce mamy także męska część celebrytów, która zamarzyła sobie karierę artysty muzycznego. Na rynku jakiś czas temu pojawił się Ekskluzywny Menel i Paweł Domagała, wokół których nie ma tak burzliwych komentarzy, chociaż poziom twórczości podobny. Powód jest prosty, w naszym kraju wciąż kobiety uważa się za słabszą płeć, która nie może zbytnio się wychylać, odnosić sukcesów. Jedyne co może, to siedzieć u boku męża, bo jak wyściupi nos poza jego ramię, to dostanie wiadro pomyj na głowę.

Debiutującym celebrytom podczas pierwszego kroku podcina się skrzydła tak, żeby zbyt daleko nie poleciał, bo jak to tak? Chwilę przed premierą płyty Marinę kopnął zaszczyt nagrania duetu z brytyjską gwiazdą, która od długiego czasu całkiem nieźle radzi sobie na europejskich notowaniach. Zamiast gratulacji i cieszenia się z sukcesu innych – krytyka i pejoratywne określenia, z których można było wysnuć mniej więcej takie wnioski: „za kasę męża baluj” albo „pewnie Wojtuś załatwił”. Kiedyś podobne określenia i podobne zabiegi były stosowane w stronę „askowych fejmików”. Historia zatacza koło.

Czasami chyba zapominamy o tym, że celebryci, artyści i inne osoby popularne też mają uczucia oraz emocje. Nie rzucajmy inwektywami na prawo i lewo. Zawsze uważałem, że żeby zrozumieć czyjąś sytuację, należy się w niej postawić. Ilu z Was chciałoby słuchać i czytać obrazy od setek ludzi dziennie? I to w sytuacji kiedy nie robimy nikomu krzywdy, spełniając swoje marzenia? Może trzeba samemu zacząć spełniać swoje najskrytsze, wymarzone cele zamiast siedzieć w miejscu i oceniać innych za odwagę oraz chęć rozwoju. Wspierajmy. Uważajmy na słowa i stawiajmy na samorealizację. Nie marnujmy czasu na negatywne emocje, nie odreagowujmy nerwów na Bogu ducha winnym osobom, które chciały coś więcej. Jeżeli oceniamy – oceniajmy konstruktywnie. Nie rzucajmy nieprzemyślanych bzdur, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Author

Share

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.