Czy SOHN to kolejne genialne dziecko wytwórni 4AD? Pamiętam bardzo dobrze jego debiut, bo był on nadzwyczajnie dobry – oscylujący gdzieś pomiędzy Jamiem Woonem a Jamesem Blakiem. Wtedy nie miałem wątpliwości – to kolejne genialne dziecko 4AD, ale słychać, że wciąż szuka. Niecały miesiąc temu światło dzienne ujrzał następca płyty Tremors. Czy SOHN nadal szuka? I najważniejsze – czy wciąż jest genialnym dzieckiem?

Christopher Taylor – tak brzmi pełne imię i nazwisko artysty – swój debiutancki album wydał w 2014 roku. Była to płyta ciekawa, momentami bardzo oryginalna i nowatorska, ale niestety niewystarczająco zauważona. Być może był to efekt wciąż niezwykle jasno świecącej gwiazdy Jamiego Woona, która rozbłysła po wydaniu genialnego krążka Mirrorwriting. Być może był to również efekt nigdy niegasnącej gwiazdy Jamesa Blake’a. Dziś pierwszy z nich odszedł trochę w cień, drugi natomiast ugruntował sobie pozycję, do której chyba nikt nie jest w stanie nawet się zbliżyć. Kiedy pierwszy raz usłyszałem SOHN’a pomyślałem, że do tej pory nie było nikogo, kto mógłby do wspomnianej dwójki dołączyć – stanąć z nimi na podium, ale oto pojawił się ten młody człowiek. I gdy słucham płyty Rennen mam dokładnie tę samą myśl w głowie.

Płytę rozpoczyna energiczny utwór Hard Liquor – to typowo piosenkowa kompozycja, ale broniąca się bez najmniejszego problemu. Wydawać by się mogło, że taki klimat będzie rządził na Rennen, ale nic bardziej mylnego, bo już w trakcie tej piosenki słychać, w którą stronę podąża artysta – podkręcenie tempa nie dość, że idealnie dopełnia ścieżkę muzyczną, to przede wszystkim pokazuje, że krążek nie jest pójściem na łatwiznę, ale przestrzenią do realizacji muzycznych wizji. I nie zburzy tego nawet druga pozycja zatytułowana Conrad, która jest popową piosenką singlową – bo nawet tutaj nie ma odpuszczenia, ale jest miejsce na ciekawe zabiegi wokalne i muzyczne. Ale i tak najlepszym dowodem jest drugi singiel Signal – to bardzo mocny moment na tej płycie. Ma świetną melodię, ma zabawy wokalem, ma świetną koncepcję szachowania emocjami i nastrojami.

Czwarty utwór zatytułowany jest Dead Wrong. W tym miejscu SOHN uprawia czysto soulowy śpiew i wychodzi mu to bardzo dobrze – z resztą nie raz udowadniał, że to jego bardzo mocna strona. Dodatkowo ciekawym zabiegiem jest kontrastowa końcówka – perkusja kontra twarda i szorstka elektronika. Idąc dalej trafiamy na jedną z najlepszych piosenek na płycie – Primary. To esencja SOHN’a – świetna melodia (w tym przypadku dojmująco smutna) i minimalizm. Tylko, że jest tu coś jeszcze – hipnotyzm i trans, który znajdziemy gdzieś w połowie i będzie z nami aż do samego końca, który przypieczętowany jest pojawiającym się z zaskoczenia wersem – to on urywa ten stan.

Tytułowy utwór pojawia się zaraz za półmetkiem. Ta konsekwentnie budowana kompozycja, choć jednolita, to właśnie przez ten upór staje się atrakcyjna, nie nudzi, ale ciekawi, wciąga i idealnie współgra z melodią. Siódmy na Rennen jest utwór Falling. Niestety jest to jedna z dwóch najsłabszych pozycji – to, co do tej pory grało idealnie, tutaj nie sprawdza się w ogóle. Co takiego? Zapętlenie i ograniczony dobór środków. O ile wokal poprowadzony jest dobrze, tak muzyka rodzi chaos i zbędny hałas. Na szczęście wynagradza nam to kolejny Proof – takie elementy jak powielanie wokalu, zostawianie partii samych, by po chwili łączyć je w całość, a tym samym budować napięcie, ograniczanie wokalu do wymiany konkretnych wersów między dwoma jego brzmieniami tworzą utwór doskonały.

Zostały dwie pozycje – numer dziewięć to nastrojowa, senna i mglista ballada zatytułowana Still Waters, i numer dziesięć, czyli najlepsze, co spotka nas na Rennen Harbour. W tym miejscu SOHN wywraca do górny nogami klasyczną konstrukcję piosenki, a efekt jest genialny. Zaczynamy samym wokalem, subtelnie. Po chwili dochodzimy do momentu, w którym musi zdarzyć się natężenie, wybuch emocji, ale nie dzieje się to, bo kompozycja nagle się urywa. Mija kilka sekund w ciszy i zaczynają do nas docierać dźwięki – z początku ledwo słyszalne, ale po chwili wszystko rośnie, czuć atmosferę właśnie otwartych oczu, poranka z dodatkowym wplecionym szumem. I dopiero wtedy emocje wzrastają, by wybuchnąć.

Na Tremors słychać było poszukiwanie idealnej formy – na Rennen tę formę już słychać. I to jest właśnie kluczowy argument potwierdzający, że druga płyta przeskoczyła debiut, a zadanie było bardzo trudne. Dostaliśmy inteligentny i nadzwyczajnie spójny album i choć obecny rok nie zdążył jeszcze na dobre wystartować, to mam już jednego kandydata do najlepszego albumu. Czy SOHN jest wciąż genialnym dzieckiem? Dzieckiem już nie jest na pewno, ale pozostał genialny.

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena końcowa
9.5

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Michał Kazimierczak
9.5/10
Łukasz Jaćkiewicz
9/10
Dorota Kutnik
8/10
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułOdkryj z All About Music. Odcinek 46: Miejscovi, Odmieniec, Hanimal
Następny artykułNowy singiel: Aura – Can’t Steal the Music