Dział PublicystykaRecenzje

Sławek Uniatowski – Metamorphosis (2018), recenzja Marty Mrowiec

Długo musieliśmy czekać na pierwszy, autorski materiał Sławka Uniatowskiego. 13 lat to okres, w którym może wiele się wydarzyć, to czas, w którym można dojrzeć i wydać album dokładnie taki, jaki się chce. Metamorphosis, bo o nim mowa promowany był singlem Honolulu. Jak w odbiorze wypada cały krążek?

W informacjach prasowych mogliśmy przeczytać, że Sławek Uniatowski już w wieku 13 lat zaczął komponować piosenki. Przez lata zagrał mnóstwo koncertów, w czasie których dał się poznać jako genialny wokalista o głosie porównywanym do Franka Sinatry. Świetnie czuje się w jazzie, soulu i ambitnym popie – i taka jest jego pierwsza długo oczekiwana autorska płyta Metamorphosis. Genialnie zaśpiewana, zmysłowa, z pięknymi melodiami, których nie da się zapomnieć. I z mądrymi tekstami, za które odpowiadają Tomasz Organek, Janusz Onufrowicz, Michał Zabłocki i Sławek Uniatowski. To zupełna esencja tego, co można napisać o pierwszym albumie artysty. Co prawda kazał nam na nią długo czekać, jednak zdecydowanie było warto. Otrzymaliśmy krążek kompletny, spójny, przemyślany. Taki, którego chce się słuchać, i do którego chce się wracać.

Album otwiera utwór Tell Me Who You Are, dosyć żywiołowy z lekkim jazzowym zacięciem głównie za sprawą wykorzystania trąbek i saksofonu. Następnie przechodzimy do spokojnego i nostalgicznego Someone, Somehow. Kompozycja ta ma niezwykle ujmujący klimat. Singlowe Honolulu to jedna z czterech utworów wykonywanych w języku polskim. I chociaż Uniatowski dobrze wypada zarówno w kompozycjach po angielsku, jak i polsku to trochę odzywa się we mnie mały buntownik i wolałabym, aby cały album był w naszym języku.

Niemniej debiutancki album Sławka Uniatowskiego to jeden z tych krążków, do którego z nieukrywaną przyjemnością będę wracać. Gdybym miała wybrać utwory, które najbardziej do mnie trafiły byłaby to kompozycja I Give Ia All To You To oraz Blisko. Melancholijne, klimatyczne i piękne. Generalnie artysta zadbał o to, aby jego pierwszy album był spójny i utrzymany w podobnym klimacie. Znajdziemy tutaj dużo spokojnych i kojących kompozycji. To jeden z tych krążków, które nastrajają i koją.

Sławek Uniatowski zniknął na jakiś czas ze świata muzyki, fani czekali wiele lat na jego pierwszy, autorski album. Sam w jednym z wywiadów wspominał, że początkowo nieco zgubiło go jego ego. Może dobrze się stało skoro teraz możemy słuchać przemyślanego i dojrzałego materiału. Na swoim pierwszym albumie artysta nie szarżuje, jednak słychać, że potrafi bawić się muzyką. Jeśli chodzi o warstwę tekstową to oscyluje ona wokół miłości, przyjaźni, rozczarowań, ale też nadziei. Co ciekawe w tych stonowanych kompozycjach mocno zaakcentowany jest silny wokal Uniatowskiego. Pamiętam Sławka Uniatowskiego z utworu Stay, już wtedy czekałam na jego materiał i bardzo żałowałam, że zniknął ze sceny muzycznej. Tym bardziej cieszę się z jego powrotu!

Tags
Show More


Marta Mrowiec

Gdyby nie muzyka zapewne więcej pisałaby o książkach. Gdyby nie książki pewnie więcej pisałaby o muzyce. Słucha głównie rapu, ale jest też otwarta na to co dziwne, eksperymentalne i odkrywcze. Unika przeciętności i tego co akurat modne, chyba że jest dobre. Często wraca do starszych,polskich kawałków, które mają swój specyficzny klimat.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *