Sam Smith - In The Lonely Hour
  • Data premiery:
    26 05 2014
  • Wytwórnia:
    Capitol / Universal Music Polska
  • Gatunek:
    Pop, Soul
  • Single:
    Lay Me Down, Money On My Mind, Stay With Me, I'm Not The Only One, Like I Can
Najlepsze utwory:
Stay With Me, Not In That Way, I'm Not The Only One
Najsłabsze utwory:

Ogłoszony brytyjskim głosem roku 2014. Wokal kojarzony przez wszystkich. To co potrafi, można było już usłyszeć w jednym z największych hitów ubiegłorocznych wakacji La La La Naughty Boya czy chociażby w utworze Latch Disclosure, podbijającym właśnie po cichu listy za oceanem. Obecny rok to dla tego 22-latka moment przełomowy w karierze. Na muzyku, który już na samym początku dostał duży kredyt zaufania, spoczywa niemała presja. Mimo tak młodego wieku, debiutancki album mojego rówieśnika nie jest o niczym. To prawdziwy pamiętnik. O czym? Krótką podróż z Samem Smithem czas zacząć. Wsiadajcie.

Album In The Lonely Hour to blisko 33-minutowa opowieść o sprawach niełatwych. Słychać i czuć to już od pierwszych dźwięków. Na próżno szukać tu utworów wesołych, pełnych pozytywnych emocji. Nie tym razem. Recenzowanie tego albumu nie przychodzi mi łatwo, każda kompozycja bowiem to szczera historia prosto z życia Smitha. O czym tak naprawdę śpiewa artysta? Każdy z dziesięciu utworów, bo tyle właśnie znajdziemy na płycie, traktuje o czymś innym. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że album powstał z chęci rozliczenia się z nieprzyjemną przeszłością. Czas przeszły o którym rozprawia artysta, przedstawia obraz człowieka nie tyle samotnego, lecz zdystansowanego i wreszcie zranionego pragnieniem bliskości drugiej osoby. Uczucie to czasami tak banalne, dotyka wszystkich bez wyjątku. Nie każdy jednak ma szansę na pozytywny rozwój wydarzeń. Tak było w przypadku Sama Smitha. Nieodwzajemniona miłość doprowadziła w końcu do tego, iż uczucie bliskości (kojarzące się zwykle pozytywnie) stało się doznaniem duszącym i koniec końców bolesnym. Jak udało mi się to wszystko wywnioskować? To zasługa tekstów. Album od strony lirycznej wypada fenomenalnie.

Krążek otwiera piosenka, która nie obroni, tego o czym wcześniej pisałem. Mowa o brzmiącym nowocześnie Money On My Mind, różniącym się od reszty utworów tak bardzo, że zwyczajnie można uznać go za niepasujący do całości. To prawda. Kawałek ten to rześki, z odrobiną breakbeatu opening track, który sam w sobie jest kompozycją udaną i dobrą, jednak lirycznie i muzycznie odstaje od reszty krążka.  Dlatego też, za prawdziwy początek In The Lonely Hour, uznaję drugi utwór tracklisty – Good Thing. Liryczność kompozycji, tak mocno oddziałowująca już od pierwszych dźwięków gitary, sprawia, że przenosimy się w prawdziwy świat londyńskiego wokalisty.

Dalej jest tylko lepiej. Utwór Stay With Me to kompozycja tak udana, że uznałbym ją już teraz za jedną z najlepszych soulowych piosenek roku, będącą murowanym (!) kandydatem do przyszłorocznych nagród Grammy. Delikatne dźwięki tamburynu, mocny głos Smitha i gospelowy refren, sprawiają, że trudno przejść obojętnie obok tego utworu.

Z każdym kolejnym kawałkiem wzrasta uczucie smutku, tęsknoty i melancholii. Za zdecydowany i bardzo udany przerywnik można jednak uznać piosenkę Like I Can, będącą drobną muzyczną ozdobą całości albumu. Artysta pozwala nam zapomnieć na chwilę o świecie pełnym negatywnych emocji, przygnębienia i prezentuje kompozycje żywszą, bardziej popową, lecz wciąż z dobrą stroną liryczną. Słuchając kompozycji numer siedem, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu podobieństwa do szybszych i rześkich utworów Adele (m.in. Rolling In The Deep) z jej multiplatynowego krążka 21. Mylę się?


Oceniając album, nie mogę zapomnieć o utworze Not In That Way, będącym prawdziwym hymnem, prezentującym najlepiej to, o czym opowiada debiutancki album Brytyjczyka. Ten blisko trzyminutowy kawałek, to kompozycja, gdzie poza prostą melodią, słyszymy tylko i wyłącznie (trochę niechętną) szczerość w głosie wokalisty. Godzi się on z uczuciem nieodwzajemnionej miłości. Choć utwór trwa naprawdę krótko, to łamiący się głos Smitha oddziałuje na słuchacza tak mocno, że w pewnym momencie i on doświadcza tych emocji.

Trudno było zdecydować, który utwór zrobił na mnie największe wrażenie. Po blisko trzech miesiącach słuchania i poznawania albumu, kawałkiem do którego najczęściej wracałem jest utwór I’m Not The Only One. Te kolejne cztery minuty, to kawał świetnej muzycznej mieszanki r&b i soulu, gdzie przejmujące dźwięki fortepianu, spotykają się z głęboką i tragiczną opowieścią o niewierności ukochanej osoby. Utwór został oficjalnie kolejnym singlem promującym krążek i doczekał się niedawno również premiery wideoklipu, w którym gościnnie wystąpili Dianna Agron i Chris Messina.

W związku z premierą debiutanckiego albumu, pokładano w tym młodym wokaliście wielkie nadzieje. To artysta, który obok Adele, Florence + The Machine, Ellie Goulding, Emeli Sande i Toma Odella, otrzymał prestiżową nagrodę Brits Critics’ Choice, przyznawaną artystom dobrze rokującym na przyszłość. Czy zatem pierwsze studyjne wydawnictwo tego wokalisty spełniło oczekiwania? Jak najbardziej. In The Lonely Hour to solidny i spójny (z małymi wyjątkami) krążek, łączący w sobie dźwięki popu, r&b i soulu, okraszony tekstami na naprawdę wysokim poziomie oraz imponującym głosem Smitha, pełnym emocji, który niewątpliwie był, jest i będzie jego największym atutem. Wydawnictwo może nie jest czymś rewolucyjnym, nie wprowadza nic nowatorskiego do kultury muzycznej, ale jest materiałem (jak dla mnie) niezwykle szczerym i prawdziwym. A o to naprawdę trudno w dzisiejszej popkulturze, pełnej sztucznych tworów-towarów, które tylko udają talent i płyną wraz z nurtem rzeki masowego kiczu i tandety. Jest jednak nadzieja. To Sam Smith, którego debiutanckiego dzieło jest subtelnym i niezwykle obiecującym pierwszym krokiem do uformowania się prawdziwego talentu na dzisiejszej scenie muzycznej. Rób swoje, Sam!

sam smith