Robyn – Honey (2018), recenzja Christiana Cieślaka

Pomimo, że mamy już świeżutki i jeszcze lśniący od nowości 2019, to warto nadrobić coś, co trafiło na nasze odtwarzacze jeszcze w starym i już prawie zapomnianym 2018 roku. Jak wspominałem w swoim zeszłorocznym felietonie, który możecie przeczytać TUTAJ, na muzycznym nieboskłonie pojawiły się nie tylko zupełnie nowe gwiazdy, ale również i te dobrze znane, ponownie rozbłysły silnym blaskiem. Jedną z bohaterek tego tekstu była Robyn i zauważając nasze braki wobec jej najnowszej twórczości, postanowiłem powiedzieć Wam coś więcej o jej dziele pod tytułem Honey.

Na pełnoprawny album w wykonaniu tej szwedzkiej divy czekaliśmy osiem długich lat, choć nie były to tak ciche lata, jakby mogłoby się na pierwszy rzut ucha wydawać. Dwa powstałe w kolaboracjach pięciootworowe mini albmy, w przypadku Do It Again z Röyksopp, zaś Love Is Free z La Bagatelle Magique, pomimo zdobycia powszechnego szacunku artystowskiego środowiska, wydawały się nie zaspokajać apetytu fanów na jej nową twórczość w tamtym czasie. I tak jak się chyba wszyscy, włącznie ze mną, spodziewali, wraz z premierą Honey, brzuszki fanów i krytyków błyskawicznie się wypełniły po brzegi nową, choć dobrą starą Robyn. Brzmienia Szwedki zawsze kojarzyły mi się gdzieś z utworami tanecznymi, które pomimo radosnej i teoretycznie beztroskiej melodii skłaniającej do dzikich ruchów na parkiecie, były tłem do dość przygnębiających miłosnych tekstów, przepełnionych smutkiem, poczuciem straty i sercowych rozterek życia codziennego. I właśnie to otrzymałem za sprawą Honey, bardzo taneczne kompozycje, które pomimo niezbyt bogatej treści lirycznej, to uwodzą mnie swoim nostalgicznym klimatem. Tam gdzie klasyczna Robyn, tam inspiracje, choć bardzo subtelne i przefiltrowane przez artyzm autorki, współczesnymi nurtami muzycznymi jak vaporwave czy popularnego ostatnimi miesiącami tropical house. Honey jest fantastyczną kombinacją tego co znane i lubiane w wykonaniu Robyn, z tym co nowe i niekoniecznie popularne w swej surowej formie.

Co do konkretów, mamy tu do czynienia z dwoma kategoriami kompozycji, po pierwsze standardowe utwory, czyli te, które posiadają jakiś znaczący, w tym najbardziej prymitywnym znaczeniu, tekst – dwie zwrotki, refren i coś ekstra, a po drugie te, które nie łapią się do pierwszej kategorii. I to większy kłopot mam właśnie z tą drugą kategorią, w której umieściłbym Human Being, duet z artystą o pseudonimie Zhala, Baby Forgive Me, następujący od razu po nim Send To Robin Immediately i Beack2k20. Najmniej do gustu przypadł mi ten pierwszy, czyli Human Being, o którym ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć, poza tym, że ma tytuł Human Being, jego tekst leci jakoś „I’m a human being” i ma bit, który dobrze pamiętam, ale tylko dlatego, że był dość monotonny i stosunkowo nurzący. Poza tym jednym czterominutowym niewielkim mankamentem, nie mam żadnych problemów z pozostałą trójką, ba, Beack2k20 jest w tej kategorii najlepszym utworem, który określiłbym jako idealna kompozycja dla fanów wszelakich form sztuki dragu oraz nowojorskich balów rodem z przełomu lat 80 i 90.

Co do kompozycji z pierwszej kategorii, to z pewnością jest silniejsza muzycznie od tych z drugiej. Singlowe Missing U oraz Honey nadają ton całemu krążkowi, zarówno pod względem samej melodii jak i klimatu, które tworzą. Pozostając bardzo oszczędnymi w doborze bitów na które się składają, kreują coś tak artystycznie złożonego, że doprawdy zastanawiam się jak tego Robyn dokonała. Between The Lines oraz Ever Again cudownie uzupełniają to, co już mogliśmy poznać wcześniej za sprawą Honey. Jednak moją osobistą perełką jest proste, urocze i aż oślepiające mnie swoją błyszczącą melodią Beacuse It’s In The Music. Tak ten utwór jest dla mnie unikatowy, że nawet nie potrafię samodzielnie opisać jak go odbieram. Jedyne co widzę w swojej głowie, to obrazy oscylujące gdzieś wokół sztuki autorstwa Sary Shakeel, której dzieła możecie podziwiać na Instagramie pod nickiem @sarashakeel.

I choć za miodkiem nieszczególnie przepadam, tak miód z muzycznej pasieki Robyn smakuje wprost cudownie. Honey absolutnie zasłużenie został doceniony w ramach najróżniejszych międzynarodowych podsumowaniach 2018 roku, jak również w naszym skromnym redakcyjnym zestawieniu. Jeśli jesteście fanami elektrobrzmień lub samej Robyn, to jest album dla was, jeśli zaś szukacie porządnej dawki czegoś zupełnie artystycznie nowego, to i również Wam polecam ten szwedzki miód.

  • Data premiery:
  • Wytwórnia:
  • Gatunek:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:

Popularne

oceny

  • 8.5/10
    Ocena końcowa - 8.5/10
8.5/10
Sending
User Review
0/10 (0 votes)

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje