Dział Publicystyka Robin Thicke – Blurred Lines (2013), recenzja Sergiusza Królaka

Robin Thicke – Blurred Lines (2013), recenzja Sergiusza Królaka

Do tej pory piosenki królujące na radiowych listach przebojów nie przypadały mi do gustu. Nie zaciekawił mnie ani monotonny i nijaki cover przeboju Os Meninos de Seu Zeh (ha!) Ai Se Eu Te Pego w wykonaniu Michela Teló, ani pozbawione sensu Gangnam Style PSY’a (fonetycznie: Psaja) z równie głupią choreografią oraz Call Me Maybe Carly Ray Jepsen, która za wszelką cenę chce się odmłodzić dziewczyńskim repertuarem. Przez długi czas nie mogłem się też przekonać do tegorocznego hitu Blurred Lines Robina Thicke feat. T.I. Pharrellbo nie lubię rzeczy faworyzowanych, pospolitych i uwielbianych przez masy. Pewnego dnia postanowiłem zaryzykować i włączyłem szósty album z repertuaru muzyka – Blurred Lines. To, co na nim usłyszałem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Robin Thicke rozpoczął swoją karierę dziewiętnaście lat temu, w 1994 roku. Pisał wówczas utwory m.in. Jordana KnightaBrandy Norwood czy zespołu 3T, współtworzył dla Mýi i Christiny Aguilery. Poza nagrywaniem z innymi, skupił się na karierze solowej. W 2002 roku wydał swój debiutancki singel – When I Get You Alone, który znalazł się na listach przebojów w Australii, Belgii i we Włoszech. Utwór promował opublikowany w 2003 roku pierwszy album muzyka pt. A Beautiful World. Dwa lata później nagrał z Willem Smithem piosenkę Switch, a jakiś czas później na sklepowych półkach zadebiutował drugi krążek producenta – The Evolution of Robin Thicke. Znalazł się on na piątym miejscu zestawienia Billboard 200 oraz na szczycie Billboard Top R&B/Hip-Hop Albums. Singlami promującymi płytę zostały Lost Without U i Wanna Love U Girl nagrany z Pharellem. Potem pojawiły się kolejne krążki: Something Else, Sex TherapyLove After War oraz Duets, ale największy rozgłos przyniósł Robinowi utwór Blurred Lines. Przebój szybko podbił listy muzyczne na całym świecie, w tym amerykański Billboard Hot 100. 

Słuchając nowego albumu muzyka – Blurred Lines – nie można nie zauważyć, że płyta została wyprodukowana na najwyższym poziomie. Otwierający go (i zamykający zresztą też) przebój o tym samym tytule (nagrany z T.I. Pharellem) wprowadził mnie w R&Bowo-soulową atmosferę. Przyznam się, że początkowe uprzedzenia do tego kawałka były dość niepotrzebne i wynikały tylko z masowego zainteresowania singlem. Podczas kolejnych przesłuchań albumu także i ja coraz głośniej wykrzykiwałem charakterystyczne whoah! Zamieszczony na koniec remix Bee’s Knees okazał się równie ciekawy, co jego radiowy odpowiednik.

Na płycie usłyszeć można m.in. Take It Easy On Me, które przypomina trochę Blurred Lines. Dynamiczne brzmienia od razu porwały mój korpus do tańca, a sam utwór wpadł mi w ucho niemal od razu. Tak jak Ooh La La, który przeniósł mnie w epokę Scissor Sisters lub Michaela Jacksona z czasów Billie Jean czy Smooth Criminal. Niejednokrotnie wracałem właśnie do tego numeru, ponieważ taki klimat działa na mnie wyjątkowo odprężająco. Jedyną wadą utworu był nieco słaby tekst, w którym cały czas powtarzane były słowa that day.

Równie pozytywne odczucia miałem przy kolejnym utworze – Ain’t No Hat 4 That, w którym nie mogło zabraknąć, kultowego już, okrzyku whoah! oraz miłych dla ucha brzmień rodem z lat 70. Jednak już przy trzecim z rzędu kawałku w tym klimacie, Get In My Way, poczułem lekkie znużenie. Na szczęście, drugi singel Give It 2 U nagrany z Kendrickiem Lamarem wprowadził nowe, elektryczne brzmienia, a po trzech podobnych utworach zaserwował coś świeżego. Załamał mnie jednak trochę banalny tekst:

I got this for yah, a little Thicke for yah | A big kiss for yah, I got a hit for yah | Big d*ck (co za bezpruderyjność, a fu!) for yah, let me give it to yah

4 the Rest of My Life, nawiązał do spokojnego repertuaru, który Thick zaprezentował na swoich poprzednich albumach. Ostatnie dwa kawałki, Top of the World The Good Life zachowane zostały w balladowym klimacie, który za pierwszym razem nawet mi się spodobał. Pierwszy zawierał hip-hopowe wstawki oraz przemawiające i dające do myślenia słowa, a drugi nasunął skojarzenia z… Moim jedynym marzeniem Anny Jantar. W obu zabrakło mi jednak pazura i czegoś, co by spowodowało, że je zapamiętam. Na tle innych piosenek z Blurred Lines wypadły blado.

Bez wątpienia negatywne nastawienie się do albumu Robina Thicke’a było bezpodstawne. Chociaż tytułowy singel w końcu przemówił do mnie, na krążku znalazłem wiele innych ciekawych numerów, zarówno szybkich (Ain’t No Hat 4 That, Take It Easy On Me), jak i wolniejszych (4 the Rest of My Life, The Good Life). Porównując z pozostałymi płytami muzyka, Blurred Lines prezentuje się średnio, słowa nie porywają, czasem wręcz nużą. Kilku piosenkom z płyty brakuje powera, który nie ustępował kompozycjom chociażby z Love After War czy Sex Therapy, nie mają one takiego magnezu, jaki posiadały single z A Beautiful World. Niemniej jednak do albumu nieraz będę wracał, bo znalazłem na nich takie perełki, jak Give It 2 U Ooh La La.

robin thicke blurred lines

Sergiusz Królak
20-letni tancerz, dziennikarz muzyczny od zawsze zafascynowany muzyką. Interesuje się szeroko pojętą muzyką - od popu, soulu, R&B, aż po jazz. Nie zamyka się w jednym gatunku, pragnie ciągle się rozwijać.

Popularne